poniedziałek, 20 marca 2017

#Klasyka dla Smyka - rozdanie marcowe

Ależ ten czas szybko leci. To już druga odsłona akcji charytatywnej #Klasyka dla smyka zorganizowanej przez Socjopatka.pl, czyli Dagmara Sobczak i Radosław Gabinek z bloga osinskipoludzku.blogspot.com, której celem jest szerzenie czytelnictwa wśród dzieci i młodzieży z domów dziecka. Szerzenie nie słowem, a czynem, bo ramach inicjatywy do domów dziecka trafiają książki. Całe pakiety książek! O początkach akcji i o tym, że zostałam jej ambasadorem, jak chyba połowa blogosfery ;) pisałam w poprzednim poście - o tutaj poczytajcie sobie.


Efekt lutowej edycji był taki, że książki powędrowały aż do ośmiu domów dziecka. Ale ludzie się rozkręcają, dzięki czemu marzec pobija rekord (wyzwanie dla kwietnia? ;)), bo udało się zebrać aż SIEDEMNAŚCIE pakietów - to zasługa organizatorów, ambasadorów, wydawnictw, sponsorów i w ogóle ludzi dobrej woli, którzy dorzucali swoją cegiełkę, czytaj książki.

Reszta, jak poprzednio, należy już do Was:

Wskażcie w komentarzu pod tym postem Dom Dziecka, do którego Waszym zdaniem powinny trafić książki. Macie czas do 27 marca, po tym czasie organizatorzy wybiorą te placówki, które otrzymają pakiety. Swoje propozycje możecie też zgłaszać na blogach innych Ambasadorów Akcji oraz oczywiście Organizatorów.

Zobaczcie, o jakie książkowe skarby dla Domu Dziecka (na przykład z waszych miast) możecie powalczyć w marcu.


Pakiet nr 1

Książki podarowane przez Gabrielę z bloga Wyrodna Matka oraz jej rodzinę i przyjaciół. Od tych wspaniałych ludzi do dzieciaków trafi aż 25 książek!

 


Pakiet nr 2

Klaudia z bloga Z książką do łóżka zorganizowała książki od księgarni Nieprzeczytane. W gratisie zakładki do książek.


 


Pakiet nr 3

Ufundowany przez księgarnię  Selkar, którą o dorzucenie swojej cegiełki poprosiły Kamila i Iga z bloga Z naciskiem na szczęście.  Ponadto dziewczyny dorzuciły jeszcze coś od siebie:
 Świat roślin, 1000 powodów, aby bawić się w amora oraz Przygody Tomka Sawyera.

 


Pakiet nr 4

Gabrysia z bloga Gabriela Deda  przekazuje 10 książek


 




Pakiet nr 5

Kolejne 10 książek od Małgosi, autorki bloga  Matczyne Fanaberie.

 


Pakiet nr 6
 
Również szósty pakiet to zasługa Małgosi, zdobyła je od wydawnictwa Zakamarki.


 


Pakiet nr 7

Małgosia szaleje! Ten pakiet pozyskała od  Grupy Wydawniczej Foksal.

 



Pakiet nr 8

Darczyńcą jest wydawnictwo  Muza, Czy kogoś zaskoczę, jeśli powiem, że i o ten pakiet postarała się Małgosia?

 


Pakiet nr 9
 
Zebrała Marta z bloga Zafascynowana życiem, od uczniów jednej ze szkół podstawowych.

 


Pakiet nr 10

Przygotowali dla dzieciaków Małgosia i Jaś z  bloga Jaśkowe klimaty

 


Pakiet nr 11

Małgosia z Jaśkowych klimatów zorganizowała również książki od  Wydawnictwa Adamada

 


Pakiet nr 12

Małgosie w tym rozdaniu rządzą, od Jaśkowej Małgosi pakiet przekazany przez  wydawnictwo Bis.

 


Pakiet nr 13

Małgosia zaprosiła do naszej akcji także wydawnictwo Skrzat. I oto efekt:

 




Pakiet nr 14

Pokaźny pakiet, który zostanie podzielony na dwa domy dziecka i powstał z książek przekazanych przez pojedynczych darczyńców:

 


Pakiet nr 15
 
Przekazuje go Monika z bloga Niemiecki z pasją.

 


Pakiet nr 16

Pakiet składa się z książek przekazanych przez Księgarnię Kangurek oraz Martynę i Magdę z bloga Sasanki.


 


Pakiet nr 17

I na koniec znowu efekty działań Małgosi z Jaśkowych klimatów. Książki od wydawnictwa Bajkopis.




 A tak wygląda projekt papeterii, na której organizatorzy napiszą list dołączony do książek.





Nie byłabym superbohaterką, gdybym nie zaproponowała czegoś od siebie. Otóż, jeśli w którejkolwiek edycji książki trafią do placówki z Elbląga lub Trójmiasta polecę tam ;), by poczytać obdarowanym podopiecznym.





Do akcji można dołączyć w każdej chwili. Organizatorzy zapraszają do udziału blogerów chcących promować inicjatywę, a także wszystkich tych, którzy chcieliby przekazać książki z gatunku literatury dla dzieci i młodzieży na rzecz akcji: wydawnictwa, autorów, księgarnie, sponsorów, osoby prywatne. Wszelkie pytania ślijcie na socjopatka@socjopatka.pl.
Zapraszamy też do wydarzenia na Facebooku - KLIK.

Więc? Gdzie waszym zdaniem powinny trafić książki?



środa, 15 marca 2017

To, co czytam: Gniew, Zygmunt Miłoszewski (4/2017)

Nawet nie wiedziałam, że tak za nim tęskniłam. Za jego ciętym językiem, sarkazmem, a nawet zarozumiałością, która odrzuca mnie i u ludzi, i u bohaterów literackich. Teodor Szacki to najbardziej podręcznikowy z podręcznikowych bohaterów (klik), a ja go bezkrytycznie uwielbiam. Albo -łam, bo jak długo można jechać na tym uwielbieniu?

Dużo czasu minęło odkąd czytałam Uwikłanie (recenzja) i Ziarno prawdy (recenzja), ale pamiętam, że obiecałam Miłoszewskiemu, że przy "Gniewie", będę bardziej surowa, bo akcja rozgrywać się będzie w znanym mi skądinąd Olsztynie. Jak silna jestem w moich postanowieniach mogliście zauważyć w drugim odcinku #Trzech faktów z książki (klik). Zachwyciłam się tymi, które przemycił autor. Ku mojemu niezadowoleniu miasto oddał idealnie. I topografię, i klimat. Choć "Olsztyn kocham  miłością wybraną" (to cytat z Uli, Pełen Zlew ;)), to nie jestem rodowitą olsztynianką, więc heheszki z lokalnego patriotyzmu nie uraziły mnie. Poza tym jestem raczej z tych zdystansowanych aniżeli przewrażliwionych, więc co najwyżej uśmiechnęłam się pod nosem, czytając po raz kolejny (w charakterystycznej dla autora narracji) zachwyt mieszkańców nad ilością jezior, świeżym powietrzem i wyższością mieszkania na prowincji nad życiem w brudnej stolicy czy innym Krakowie. Jeśli znacie styl Miłoszewskiego, to wiecie o czym mówię.

Sama fabuła bez zarzutu, świetna intryga, mistrzowskie wodzenie za nos, cechy kryminału spełnione, co tu dużo mówić. To Miłoszewski w końcu jest. Również tło, którym tym razem jest tak ważny (i dziwnie aktualny...) problem społeczny jak przemoc wobec kobiet został przestawiony w niezwykle wymowny sposób.

 „Nigdy nie słyszał o kobietach, które by gwałt przerobiły, które żyły potem normalnie, które zapomniały. Każde przestępstwo przeciw życiu i zdrowiu człowieka zostawia ślad, ale gwałt, ta najbrutalniejsza ingerencja w człowieka, naruszenie każdego poziomu jego prywatności i wolności, sprowadzenie do kawałka ciepłego mięsa, w który ktoś może wepchnąć swojego kutasa, to było jak wypalanie znamienia. Nie wypalenie, tylko wypalanie. Echo tego wydarzenia wracało do ofiar nie raz na jakiś czas, nie czasami, lecz bez przerwy. Ciągle ktoś trzymał kij z rozgrzanym kawałkiem żelastwa i przykładał do ich duszy” s.242

Do tego metody śledcze rodem z CSI i chociaż prokurator ziewał i przestępował z nogi na nogi, kiedy doktor Frankenstein (tak, naprawdę autor nazwał tak patologa) bądź jego asystentka głosili swoje naukowe teorie na temat przyczyny śmierci, to wcale nie były przedstawione nudno czy topornie, wręcz przeciwnie fascynująco nawet.
Nie samą intrygą czytelnik żyje więc w książce pojawiły się też wątki z życia prywatnego prokuratora, w tym skomplikowana relacja w trójkącie Szacki - córka - nowa partnerka. Do tego dobrze wykreowani drugoplanowi bohaterowie, szczególnie asesor Edmund Falk był ciekawą personą.

Do tej pory wszystko gra. A teraz przejdę do Szackiego. Tylko przez pierwszych kilka, kilkanaście może stron (dzięki narratorowi w jego głowie) mogło mi się wydawać, że spotkałam się z Szackim, za którym tęskniłam. Potem, na długo przez zakończeniem, autor dobitnie pokazał nam, że to ostatnia część. Szacki zgnuśniał. Wypalił się. Ale i to za małe słowa. Miałam wrażenie, że nagle stanie i, zupełnie niemetaforycznie, zwymiotuje. Tak miał wszystkiego dość. A nie mógł sobie na to pozwolić, bo sprawa, którą właśnie się zajmował była nie tyle najtrudniejsza w jego historii, co najważniejsza. Tak na koniec kariery...

Zakończenie było tak nieoczywiste, że aż, no nie wiem. Zwyczajnie brak mi słów. Lubię na koniec książki być zadowolona, bez względu czy to historia z happy endem czy bez. Zadowolona to znaczy, że emocje mają mną targać, mają być jakiekolwiek, byle silne. Ma mnie poruszyć, zdziwić, dotknąć, wzruszyć, wbić w fotel. Zakończenie "Gniewu", a co za tym idzie całej trylogii może i mnie zirytowało swoim niedopowiedzeniem, jednak zamiast wyrywać sobie włosy z głowy najwyżej wzruszyłam ramionami. Jak na Miłoszewskiego, jak na Szackiego, jak na tę trylogię było po prostu... niepasujące. Nic na to nie poradzę, ale właśnie na koniec się zawiodłam :( Szkoda, bo cała książka świetna.  Dlatego, postaram się mimo ostatniego wrażenia (a mówi się, że pierwsze najważniejsze) postawić sprawiedliwą ocenę. 

Ocena tradycyjna 8/10
Moja ocena: wyższa półka - mimo wszystko ;)

piątek, 10 marca 2017

Patronat Szufladopółki: O czym się nie mówi, Izabela Chojnacka - Foerster + zapowiedź konkursu

Właśnie ukazała się trzecia książka Izabeli Chojnackiej - Foerster i to (tradycyjnie już? ;)) pod patronatem Szufladopółki. Iza to, jak pewnie pamiętacie, jedna z Alternatywnych. Jest autorką książek pt. "Miłość na gruzach Kosowa" oraz "Zupa z pokrzyw, duch i tajemnica", której również patronowałam (klik).  Teraz chciałabym zaprosić Was do lektury zbioru opowiadań pt.  "O czym się nie mówi".



Źródło: konto prywatne na Facebooku autorki


Oczywiście sama już ją przeczytałam i pewnie niebawem zamieszczę recenzję (zaraz po innych zaległych ;)), ale o kilka słów dla Was o książce poprosiłam samą autorkę, która mówi tak:

"To zbiór opowiadań, w których poruszam problemy młodzieży, ich rodziców i nauczycieli. Nikogo nie oszczędzam, każdemu wytykam błędy, ale starałam się być sprawiedliwa. Pisząc to bywałam na zmianę uczniem, chwilę potem nauczycielem, albo rodzicem. Czułam się jak ktoś o potrójnej osobowości, ale dzięki temu na każdy problem spojrzałam z innej perspektywy. Czas, aby te trzy grupy zawiesiły broń, bo wzajemne niezrozumienie doprowadza nierzadko do tragedii."

Oprócz słów od autorki, mam też dla Was jeden egzemplarz z dedykacją dla "Wielbicieli Szufladopółki". Bądźcie czujni, bo konkurs w każdej chwili może pojawić się na blogu. Muszę tylko wymyślić dla Was szczególne zadanie ;)

czwartek, 2 marca 2017

Woluminy u Mróweczek

Już kiedyś tu byłyśmy (tak było - klik). Co prawda w cywilu, ale skoro świat dowiedział się już, że jesteśmy Superbohaterkami, to mogłyśmy w końcu przyznać się do tego również Mróweczkom, czyli dzieciom z  grupy Łucji z Przedszkola nr 17 w Elblągu. 





Dzieci od razu nas rozpoznały. Serio. Gdy tylko weszłyśmy do sali w swoich pelerynach (ja dodatkowo w masce) dały się słyszeć szepty: "Wow, Superbohaterki".

Wiedza na temat fachu superbohaterów też jest dzieciom dobrze znana - "Ratują świat", mówiły zgodnie. My oczywiście dodałyśmy, że przed nudą i zabrałyśmy koleżanki i kolegów Łucji na basen. W wyobraźni ma się rozumieć. Wybraliśmy się tam z Martynką, która uczyła się pływać.







Jak się pewnie domyślacie, nasi słuchacze potrafili przywołać całą listę miejsc i sytuacji, w których im się nudzi. Nie zabrakło nawet wyrzutów - rodzice nie zabrali książki na zagraniczne wakacje (Doprawdy, skandal!). Na szczęście Mrówki wiedzą już, że aby nie było nudno w trakcie podróży lub czekania u dentysty można zacząć czytać. Mało tego... Okazało się, że ich rodzice mogą być Superbohaterami, wystarczy, że wszędzie będą nosić ze sobą książkę... Delikatne sugestie do mamuś i tatusiów zostały zobrazowane. Tak, tak, Drodzy Rodzice, Superbohaterowie na tych rysunkach to Wy. Z książką w dłoni! Najlepszą bronią na nudę ;)











A ja dostałam medal. Już drugi od Mrówek do kolekcji <3



Ślicznie dziękujemy dzieciom oraz Paniom Joli i Marioli (autorkom zdjęć ze spotkania) za cudownie spędzony czas. I polecamy się na przyszłość. 






 Jeśli chcecie, bym przyfrunęła gdzieś na spotkanie - dajcie znać. Jestem gotowa do lotu.