wtorek, 25 października 2016

To, co czytam: "Sztuczki" Joanna Lech

To piękna i smutna książka, chociaż zastanawiam się czy takie zestawienie nie jest oksymoronem.  Nawet jeśli, to piękny poetycki język i wynikająca z tych mistrzowsko dobranych słów, do szpiku kości smutna (!) treść, stworzyły genialną całość.


Joanna Lech, autorka trzech tomów wierszy: Zapaść, Nawroty i Trans, laureatka wielu konkursów literackich (m.in. PTWK, im. R.M. Riklego, im. J. Bierezina) nominowana do Nike i Silesiusa, felietonistka m.in Korporacji Ha!art. Mieszka w Krakowie, kompulsywnie podróżuje, fotografuje i czyta.( źródło: okładka).


„Sztuczki” to prozatorski debiut Joanny Lech.
To bardzo surrealistyczna i pełna oniryzmu książka. Z jednej strony opisująca tak przyziemne zachowania jak zabawa, jedzenie czy kąpiel, z drugiej przedstawione w niezwykle głęboki, refleksyjny sposób. Każda, najprostsza czynność i myśl jest tu rozbierana na atomy. Jedne sceny przechodzą w kolejne, niekoniecznie zachowując logikę. Dokładnie jak we snach, które były inspiracją dla autorki.





Przesiąknięta cierpieniem i żalem całość zamknięta jest w pięknej prozie poetyckiej. „Sztuczki” to na przemian krótkie zdania pociski i wielokrotnie złożone, naszpikowane metaforami, peryfrazami i szeregiem innych środków stylistycznych, i chyba musiałabym pójść na strych po zeszyt do języka polskiego z liceum, żeby sobie je przypomnieć. Jednak, co najważniejsze, książka wcale nie jest trudna w odbiorze. Oczywiście wymaga skupienia (i na nie zasługuje) i zdecydowanie lepiej przeczytać ją w spokojny wieczór niż w zatłoczonym autobusie, niemniej bardziej przyciąga czytelnika niż odpycha.

 "I nie wiedziałam, co powiedzieć, bo nie mogłam mówić, bo zamiast gardła miałam jeden ciasny węzeł ścięgien i słów, bo miałam tam w środku grudę wielką i ciemną jak węgiel i drapiącą i niedającą się przełknąć" (s. 34)

O ile ujął mnie warsztat literacki, o tyle historia nie wciągnęła. Może dlatego, że została zsunięta na drugi plan. Oczywiście poznaliśmy pewne momenty z życia narratorki. Wspominane już sceny z życia codziennego, czy niezwykle kreatywne zabawy, które mogły wymyślić tylko dzieci sprzed ery Internetu, opowieści których autorem może być tylko dziecięca wyobraźnia (O chłopcu w czerwonej pelerynie, o imieniu Nic). Jest mowa o dziecięcych lękach (tajemniczy mężczyzna ze starego domu), pierwszych miłościach, przyjaźniach na śmierć i życie i toksycznych związkach. Są relacje rodzinne, na wielu poziomach (matka-córka, ojciec-syn). I cały ogrom śmierci, która wdarła się w wymienione wyżej wątki. Umierali bliscy, umierały zwierzątka, umierały dzieci w zabawie.


"Najlepiej było, gdy ktoś umierał. Rzucaliśmy się wtedy na jego stygnące skostniałe ciało i obrysowaliśmy je kredą. Dokładnie, cały kontur. Tak, jak w filmach." (s.11)


"Wbijałeś łopatę nogą, ale ziemia była zamarznięta, zupełnie skostniała, nie udawało ci się wbić zbyt głęboko. Skurwysyn jeden, sukinkot, przeklinałeś, co chwila spluwając na ręce. Nie miał kiedy zdechnąć, tylko zimą" (s. 35)


Jednak wszystkie te wydarzenia są pourywane, fragmentaryczne, przedstawione nie jako elementy większej całości, ale przykłady wspomnień, są ilustracją kolejnego cierpienia. Nieraz niecierpliwie czekałam na zaspokojenie mojej ciekawości, ale odpowiedzi nie przyniosła ani następna, ani nawet ostania strona. Może dlatego, że to wszystko są sztuczki?

"Uspokój się, dziecko! To tylko sztuczka" (s.159)

Czy czułam rozczarowanie brakiem rozwiniętej opowieści? Dziwne, ale nie. Chyba po raz pierwszy w mojej podróży przez literaturę spotykam się z czymś takim. Stwierdzenie, o jakże negatywnej konotacji "przerost formy nad treścią", nabrało tu nowego znaczenia. Zastanawiam się jak to możliwe, że ja, fanka literatury rozrywkowej, miłośniczka kryminałów, gdzie to fabuła stanowi główne kryterium oceny, teraz uznaję jej brak najwyżej za delikatny minus. Usterkę, na którą można przymknąć oko. Normalnie byłaby to dyskwalifikacja. Nie wiem, naprawdę. Może to ja dojrzałam, a może Joanna Lech potrafi tak zachwycić słowem, że reszta nie ma znaczenia.


Źródło: demotywaroty.pl  http://demotywatory.pl/3988710/Kazda-ksiazka-ktora-kiedykolwiek-przeczytales


Dopiero potem do mnie dotarło, że jednak podałam ofiarą „Sztuczek”. Zwyczajnie dałam się nabrać. To wcale nie narratorka była bohaterką tej książki, a śmierć. Bohaterką, której się nie lubi i nie kibicuje. To była jej historia, to ona gra tu pierwsze skrzypce. I jest dla nas wielką tajemnicą, niewiadomą, czymś pełnym niedopowiedzeń, zostawiającą pole do interpretacji. Tak, jak fabuła tej książki. Świetnej książki.


Ocena tradycyjna 9/10
Moja ocena: wyższa półka




Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Nisza








Na stosiku czekają jeszcze trzy książki od tego wydawnictwa - o rozpoczętej współpracy pisałam TUTAJ


poniedziałek, 24 października 2016

O (mojej) niespodziance na Targi Książki w Krakowie

O tym, że wybieram się na 20. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie już pisałam. Wspomniałam (TUTAJ - KLIK), że moje zgłoszenie jako blogera książkowego otrzymało weryfikację i w związku z tym nie mam wyjścia i muszę pojechać ;). Dodałam też, że mam jeszcze związaną z wyjazdem małą tajemnicę. Bo choć blogerska wejściówka to ogromna frajda,  tak naprawdę jeszcze większą radość sprawia mi fakt, że pojawię się tam również w innej roli...
I to prowadzącej warsztaty superbohaterki. Woluminy konkretnie ;)  Kim są Woluminy pisałam TUTAJ.



Warsztaty poprowadzę z ramienia Poczty Książkowej. To otwarte zajęcia, bez konieczności wcześniejszych zapisów. Zapraszam więc wszystkich najmłodszych miłośników książek. A oto co (między innymi) będzie się działo. 
Podczas spotkania z dziećmi posłuchamy głosu książki – nie tylko poprzez czytanie. Wsłuchamy się w to, co mówią między kartkami. W trakcie warsztatów plastyczno-literackich, stworzymy historie, w których bohaterami będą... książki.  Przygotujemy listę najnudniejszych miejsc na świecie, dzieci napiszą też listy do swoich rodziców, w których wytłumaczą, dlaczego mają im czytać i dorzucą do niego ściągę, gdzie i kiedy koniecznie powinni zabierać ze sobą książki.

Będziemy też polować na odważnych rodziców i namawiać ich do głośnego czytania (nie tylko swoim) dzieciom, żeby następnym razem zamiast narzekać, że kolejka jest tak długa, przenieść się do świata baśniowych krain. Najodważniejsi wstąpią do naszego Klubu Czytaczy.

To bardzo umowny plan, który będzie dostosowany do wieku i ilości uczestników. Pewne jest, że będzie dobra zabawa i promocja czytelnictwa. Polecam się.

Warsztaty odbędą się w sobotę i niedzielę między 13.00 a 14.00 w Dziecięcej Strefie Warsztatowej, w Hali Dunaj, miejsce A66.

Weźcie swoje pociechy i przybywajcie, ja już lecę ;)



DO ZOBACZENIA!

sobota, 22 października 2016

Nocna premiera Harrego Poterra - księgarnia Quo Vadis w Elblągu.

W ponad dwustu miejscach w Polsce* odbyła się nocna premiera książki Harry Potter i przeklęte dziecko. Książka dziś  pojawiła się na księgarnianych półkach, ale wielu sprzedawców nie kazało czekać fanom aż do otwarcia sklepów w sobotni poranek. Otworzyli więc swoje drzwi już o północy. Celem była oczywiście sprzedaż, ale na miłośników historii Harrego i spółki czekało mnóstwo atrakcji. Jednym z takich miejsc była księgarnia Quo Vadis w Elblągu. I jeśli zaglądaliście już na mój fanpage wiecie, że tam byłam. Tej nocy wnętrze księgarni wyglądało tak:

(wybaczcie, jakoś zdjęć - wykonane telefonem)






Właściciele księgarni przygotowali dla przybyłych zabawę w chowanego, a właściwie szukanego. Między książkami na wysokich pod sufit regałach ukryte były zagadki - cytaty z poprzednich części przygód Harrego. Zadaniem było wskazanie bohatera, który dane słowa wypowiedział. Wszyscy odpowiadali bezbłędnie otrzymując w nagrodę gadżety przygotowane przez organizatorów.





Kolejną atrakcją był pokaz czarów, wystąpił przed nami oczywiście sam Harry Potter ;)  A magiczne mikstury i składniki do eliksirów, których nie potrzebował, mogliśmy potem zabrać do domu. Ja z Julią, moją siostrzenicą, która mi towarzyszyła, zaopatrzyłyśmy się w dżdżownice i pijawki. Są dla nas niezbędne.






 Na koniec została jeszcze jedna atrakcja. Na tym fotelu...




... siadłam ja. To znaczy, przepraszam, reprezentantka Woluminów ;)



Fani Harrego zapewne wiedzą, więc chyba nie zdradzę wielkiej tajemnicy, kiedy powiem, że Przeklęte dziecko jest napisane w formie dramatu, a konkretnie scenariusza - z podziałem na akty i sceny. Więc po przeczytaniu pierwszej sceny nie mogłam się powstrzymać i poprosiłam zebranych o czytanie z podziałem na role i... zgodzili się.  Chciałam więc bardzo, bardzo serdecznie podziękować zebranym za odwagę i za to, że podjęliście zabawę.









Rośnie nam Klub Czytaczy ;) Debiutanckie działanie** Woluminów uważam więc za bardziej niż udane. 

Na koniec Julka kupiła książkę (którą potem mi pożyczy do przeczytania), wsiadłyśmy na swoje miotły i poleciałyśmy do domu.

A wy? Polowaliście na Harrego? Gdzie kiedy, jak było? Dajcie znać w komentarzach.




 * źródło inforamcji - TUTAJ - KLIK
** ujawnione działanie, bo czasem czytam po prostu jako ja, sobie lub swoim dzieciom ;)

poniedziałek, 17 października 2016

Woluminy - głos książki!


Przychodnie lekarskie z naciskiem na pogotowie w weekendy i święta. Poczekalnie na dworcu i przystanki, o których zdały się zapomnieć pociągi, autobusy i tramwaje (a jak już jadą, to wleką się niemiłosiernie). Poza tym bank, poczta, ZUS. W ogóle urzędy wszelkiej maści. O, i salony telefonii komórkowej.

Co łączy te miejsca? Nuda. Przestępowanie z nogi na nogę, głośne westchnięcia, zniecierpliwione chrząknięcia. Często nieszczęśliwe dzieci i zirytowani rodzice. Czyli czekanie. No ileż można? Jak długo można siedzieć w gabinecie/opłacać rachunek/wypełniać formularz/podpisywać umowę? 

Ale my wiemy, co zrobić, by nuda zniknęła, a czas czekania się skrócił. Mamy tajemną broń, którą zawsze zabieramy w wyżej wymienione miejsca. To książka! Siadamy i czytamy. I nagle, z korytarza z plastykowymi krzesełkami przenosimy się do królewskiego zamku, morskich głębin lub na odległą planetę. I bawimy się tam świetnie, dopóki ktoś nie powie, że przyszła nasza kolej. Tyle, jeśli chodzi o literaturę dziecięcą. 
Bo magia książki działa także na dorosłych. Rozwiązując kryminalną zagadkę nie masz czasu znacząco pochrząkiwać i stukać paznokciami w blat (jeszcze je sobie połamiesz, i po co ci to?) Weź książkę, poznaj zawiłe losy bohaterów, a przekonasz się, że w życiu są większe problemy niż opóźniony o 20 minut pociąg.

Książka może pokonać wszystkie negatywne emocje związane z czekaniem. Ja to wiem i zawsze w takim miejscu mam jedną dla siebie, drugą dla dzieci. I tak się zastanawiam, czy inni tego nie wiedzą, czy (jak im się tylko wydaje) nie lubią książek? A może po prostu nie lubią czytać? 

Nie ma sprawy. Ja im poczytam. My im poczytamy. Na głos. 
Długo to planowałam, działałam (z pomocą córeczek) z ukrycia, ale czas się ujawnić. Oto my. Superbohaterki - Woluminy. Prawdziwe pogromczynie nudy, eliminatorki negatywnych emocji, podróżniczki w czasie i przestrzeni. 

Piękne logo mi się marzyło. Coś z megafonem i książką. Mój pomysł  na cudne (prawda?) logo przełożyła Ewa Krefft <3  (Z Alternatywnych ;))

Gdyby książka mogła mówić, powiedziałaby, że czytać można wszędzie.  Woluminy to głos książki. Pokażemy ci, jakie to proste zabrać ze sobą książkę i czytać, czytać i jeszcze raz czytać.

Możesz się nas spodziewać w najmniej spodziewanych miejscach ;)  a tymczasem prezentujemy efekty sesji, którą wykonał dla nas Wiesław Leszczyński (Alternatywny FotoWiesiek). Prawda, że fantastyczne fotki?
































Ale jak na super bohaterki przystało. Pojawiamy się i znikamy. Nie zawsze w wyżej wymienionych miejscach. Kto wie może spotkacie nas w parku albo na placu zabaw. Albo na zakupach. I oczywiście w szkołach i przedszkolach, wszelkich instytucjach związanych z szeroko pojętą kulturą (i edukacją).



Można też nas zamówić, a co? Albo wstąpić do naszego Klubu Czytaczy, a może nawet dołączyć do grona Superbohaterów - Woluminów? Będziemy na bieżąco informować Was o swoich działaniach, a wszelkie pytania ślijcie na szufladopolka@gmail.com.





A tu już byłam/byłyśmy ;)









I jeszcze w pociągu, i przychodni, przedszkolu....

niedziela, 16 października 2016

To, co czytam: Sejf. Tomasz Sekielski + gratis

Wstępniak:

Po przeczytaniu debiutanckiej książki Tomasza Sekielskiego można pomyśleć, że autor jest maniakiem teorii spiskowych.  Z drugiej strony, jakże trzeba być naiwnym, by myśleć, że obywatele wiedzą o wszystkim, co robi władza, a prawdy dowiedzą się z telewizji.

Opis:

Ze stawu w wiosce na Podlasiu policja wyławia zwłoki bez twarzy. Wygląda to na porachunki mafijne, szybko się jednak okazuje, że sprawa jest poważniejsza. To dopiero początek serii morderstw i dziwnych wydarzeń sięgających szczytów władzy. Toczy się gra, w której każdy ma coś do ukrycia i nic nie jest takie, jakie się wydaje. Gra o bezpieczeństwo państwa. Czy dziennikarz z problemami i policjant przed emeryturą, którzy wszczynają własne śledztwo, mają w niej jakieś szanse? (źródło: wydawca, REBIS)



Opinia:

Stworzona przez autora intryga była naprawdę ciekawa i dość zgrabnie zagmatwana, lecz jak można się domyślić wszystkie wątki połączyły się w spójną całość. Fabuła była wciągająca, a Sekielski nie raz fundował nam, jeśli nie zwrot akcji, to przynajmniej kubeł zimnej wody. Szczególnie można mu pogratulować zakończenia. Język powieści nie jest wyszukany, raczej męski, z dużą dozą ironii, a może nawet pogardy dla istniejących "zasad". Narracja trzecioosobowa, ale styl zmieniał się nieco w zależności od tego czyja perspektywa była właśnie przedstawiana. Sekielski pozwolił sobie także na wtrącenia bohaterów oznaczone kursywą.

Gdyby nie fakt, że książka postała przed założeniem mojego bloga, przysięgłabym, że Tomasz Sekielski tworząc postać komendanta Darskiego korzystał z mojego posta o typowym bohaterze (przeczytaj - klik) ;) Policjant spełniał niemal wszystkie punty z listy: od nałogów, poprzez problemy rodzinne po tajemnicę z przeszłości.

Głównych bohaterów było właściwie dwóch i zdziwiłabym się, gdyby u związanego od wielu lat z mediami autora, jednym z nich nie był nim dziennikarz. Oczywiście Kamil Solski, bo tak się nazywał się reporter stworzony przez Sekielskiego, był nieco wyidealizowany. Ostatni sprawiedliwy, chciałoby się rzecz. Nie liczyły się dla niego słupki oglądalności, a prawda. Ambicja ponad układy z politykami i sponsorami. Oczywiście za takie podejście przyszło mu zapłacić, ale o tym już w książce. Mnie jako dziennikarkę  i Targetową (klik - mój drugi blog, kiedyś go ożywię, obiecuję) najbardziej ekscytowały właśnie te momenty, kiedy autor zdradzał mechanizmy pracy w mediach. Coś tam już liznęłam, ale - umówmy się - do pracy w TVN mi daleko. Szczególnie ciekawiły mnie momenty, kiedy autor (postawą bohatera oczywiście) zarzucał  opiniotwórczej dotąd stacji tabloidyzację, odejście od rzetelnego dziennikarstwa w imię wkupywania się w gusta widzów. Na studiach wyraźnie wskazywano mi różnicę między wiarygodnym informowaniem i publicystyką na poziomie a pogonią za sensacją w szmatławcach. Dziś granica Robi się płynna. Infotainment, a więc połączanie informowania z rozrywką jeszcze kilka lat temu było odbierane jako zło! Dziś czytam, że to gatunek dziennikarski...

"- Nie, nie! Afery gospodarcze nie interesują naszych widzów - powiedział Tokarczyk (...) Tylko prosta story, gramy na emocjach. To się najlepiej sprzedaje. W dupie mam jakieś skomplikowane przekręty prywatyzacyjne. Liczy się oglądalność. Telewizja jest dla mas, a masy chcą taniej sensacji, seksu i krwi. Zrozumiałeś, Solski?"


Z przeczytanych recenzji, wywiadów, a nawet spotkania autorskiego, wiem, że autor odżegnał się, jakoby pisał o realnych postaciach, a przynajmniej twierdzi, że nie są to opisy jeden do jednego. Ale litości - redaktor naczelny głównego serwisu informacyjnego jednej z wiodących stacji telewizyjnych podejrzany o mobbing i molestowanie pracownic. Brzmi znajomo? Zważając na fakt, że książka wyszła wcześniej niż znana nam skądinąd afera z Kamilem Durczokiem, to naprawdę robi się ciekawie.

 "Ludwik czuł się bezkarny. Romanse z asystentkami, wyciszone historie z molestowaniem, jazda po pijanemu - ciemna strona Tokarczyka, tak jak ciemna strona Księżyca, była niewidoczna dla ludzi"


Abstrahując od zbieżności mam wrażenie, że to co pojawiło się w książce Sekielskiego jest zaledwie kroplą w morzu tego, co dziennikarz widział i wie. Trochę na początku mnie to zawiodło, że nie wyłożył kawy na ławę, że się krygował z ujawnianiem znanych mu sekretów ze świata polityki i mediów. Ale mu wybaczyłam, w końcu jakieś smaczki musiał sobie zostawić do kolejnych części, które oczywiście mam zamiar przeczytać.



Gratis:


Jak już pisałam tutaj KLIK, miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu autorskim z Tomaszem Sekielskim podczas Nadmorskiego Pleneru Czytelniczego w Gdyni. Poniżej mini relacja, a raczej wspomnienia z tego spotkania z wypowiedziami autora, które udało mi się zapisać w telefonie ;)


Skąd się wziął "Sejf"? 

Pomysł na książkę w głowie autora pojawił się na długo wcześniej zanim zasiadł do pisania. Do tego potrzebował drugiego czynnika, czyli... odejścia z TVN. 
- Kiedy rozpocząłem pracę w telewizji było mi bardzo wygodnie i nie mam powodów, żeby mówić źle o pracy w dziennikarstwie. Moją pierwszą miłością było radio, którą zdradziłem, a w telewizji przestałem się rozwijać, pracowało się jak w fabryce. Kiedy pojawiła się rutyna, ja pogrążyłem się w lenistwie - przyznaje autor.
Gdy sobie to uświadomił stwierdził, że potrzebuje zmiany. Podjął decyzję o odejściu z TVN , a to wiązało się z półrocznym zakazem pracy w konkurencji. Pojawiło się więc brakujące ogniowo - czas. I nie było już wymówek, tym bardziej, że fabuła książki układała się w głowie dziennikarza już od dawna.
- Praca w telewizji sprawiła, że zacząłem patrzeć montażem - powiedział i dodał, że podczas wizyty we wsi Koterka zobaczył Staw, do którego "pasował mu trup" - Ja go tam po prostu widziałem - przekonywał Sekielski. Więcej o trupie już w książce, a o niej w recenzji, więc nie będę powtarzać.

"Sejf" to pierwsza część trylogii. Historia aż prosiła się o kontynuację, a o kolejną część poprosił wydawca. Z weną nie było większego problemu, bo jak Sekielski mówił w Gdyni:  - Kiedy się pisze, żyje się życiem książki. Najgorsze jak wchodzi faza na pisanie. To trochę obłęd. Żyje w równoległym świecie - wspomina proces twórczy.

Kolejne części to "Obraz Kontrolny" i "Sejf 3. Gniazdo Kruka".


wtorek, 4 października 2016

Jedziesz ze mną na Targi do Krakowa?

Otrzymałam e-mail z weryfikacją. Nie mam wyjścia, muszę jechać na Targi Książki w Krakowie. Tak naprawdę to bardzo, bardzo się cieszę. Tym bardziej, że w związku z tym mam dla was pewną niespodziankę. Ale na to jeszcze nie pora...
W każdym razie, nigdy wcześniej nie byłam na tej imprezie, bo Kraków jest baaaaaardzo daleko ode mnie. Zawsze musi być ten pierwszy raz. 
Ale. Cena biletu na pociąg trochę mnie odstrasza, ale jeszcze bardziej fakt, że Krakowa nie znam wcale, a wcale, a już znalezienie tam noclegu w przystępnej cenie i odległości od targów wydaje mi się być niewykonalne. Oczywiście, że umiem korzystać z internetu, jednak setki propozycji i lakoniczne info o cenach, że nocleg od 30 złotych, ale jak chcesz mieć łóżko i się umyć to jednak za stówę - nie poprawiają mojego nastroju.
W związku z tym postanowiłam zjednać sobie współjadących. Utworzyłam grupę na Facebooku, którą znajdziecie POD TYM LINKIEM, gdzie mam nadzieję uda nam się umówić na wspólny wyjazd, wynajem, ogarnięcie drogi itp. 
Zdaję sobie sprawę, że gro z was jest już weteranami tego książkowego wydarzenia i macie swoje targowe paczki do wspólnych wypadów. Ale może są jeszcze jakieś takie sierotki jak ja i chciałby się zjednoczyć A może ktoś mnie przygarnie?
A i żeby nie było - szukałam podobnych grup wpisując w fejsbukową wyszukiwarkę wszystkich możliwych konfiguracji słów: Kraków - targi - nocleg - podróż i nic sensownego mi nie wyskoczyło. Jeśli jakąś już znacie, dajcie cynk. Nie pogardzę też informacją w komentarzu pod postem, ale serdecznie zachęcam do umawiania się także na grupie

 To, co? Jedziemy?



sobota, 1 października 2016

Szufladopółka w akcji PRZECZYTAJ & PODAJ DALEJ

Pewnego pięknego wrześniowego dnia otrzymałam mejla od koleżanki po fachu, czyli Socjopatki ;) (w sensie socjolożki, którą poniekąd zostałam w czerwcu ;) I ona pyta mnie, czy przypadkiem nie chciałabym wziąć udziału w akcji promującej czytelnictwo. Ja miałabym nie chcieć? 

O akcji PRZECZYTAJ & PODAJ DALEJ mogliście już słyszeć, jak nie od autorek całego zamieszania - Magdy z Save the magic moments , czy wspomnianej już Dagmary aka Socjopatka.pl, to od sześćdziesięciu innych blogerów, którzy biorą w niej udział. Niewtajemniczonym powiem, że zabawa polega na wymianie książkami, a wymieniać mogą się nie tylko blogerzy, ale wszyscy pożeracze książek. Szczegóły TUTAJ - KLIK. 






A oto moje książki. Są chętni?




1. Tytuł: Starzyzna - cykl Czarny Wygon
    Autor: Stefan Darda.
    Gatunek: groza
    Stan: bardzo dobry





2.   Tytuł: Ścigany - REZERWACJA - Nieidealna Anna
      Autor: Simon Kernick
     Gatunek: thriller/sensacja
     Stan: dobry +



3. Tytuł: Pod powiekami
   Autor: Katarzyna Rygiel
   Gatunek: romans
   Stan: dobry +




4. Tytuł: Talizman z jeziora
    Autor: Agnieszka Kumor
    Gatunek: fantastyka
    Stan: bardzo dobry




5. Tytuł: Najciemniejsza część lasu
    Autor: Ramsey Campbell
    Gatunek: mroczna fantastyka
    Stan: dobry




Macie coś dla mnie?