sobota, 31 października 2015

Jak Mickiewicz obchodził Halloween... ;)

Chciałam zacząć ten post od "Ciemno wszędzie, głucho wszędzie..." ale w sieci natknęłam się już na kilka tak rozpoczynających się tekstów, więc oryginalnością nie zabłysnę.
Przy wpisie o Nocy Kupały (KLIK) wspomniałam, że walentynki mi nie przeszkadzają - mogą sobie być, ale ja preferuję słowiańskie święto miłości. Podobnie mam z nocą z 31 października na 1 listopada. Jak sobie ktoś chce, to niech przebiera się za wampiry i inne czarownice. Jakby dzieciaki zapukały do mnie po cukierki - to też dam. Zresztą kto by chciał sprzątać mąkę i jajka z wycieraczki.
A będąc już całkiem poważna, to prywatnie obchodzę Dzień Wszystkich Świętych i Zaduszki. Pomodlę się za zmarłych, zapalę im świeczkę. Choć zdaję sobie sprawę, że to pozostałości właśnie po słowiańskim Święcie Przodków - Dziadach. I to przy nich jestem sercem, a raczej duszą :) (i zainteresowaniem).


Źródło: https://www.facebook.com/CzasFolkloru/

W podstawówce (która to była klasa, nie pamiętam - siódma lub ósma chyba) razem z koleżankami przygotowałyśmy przedstawienie do drugiej części "Dziadów" Mickiewicza. Byłam Widmem. Trochę szkoda, że to nie były czasy fejsa i komórek, miałabym teraz pewnie jakieś zdjęcia. Moglibyście się ze mnie ponabijać, wyglądałam uroczo, znaczy upiornie. I nie tylko ze względu na rolę ;).

Akcja mickiewiczowskich "Dziadów" to pomieszanie obrzędów słowiańskich z chrześcijańskimi. Dziś 1 i 2 listopada to głównie modlitwy, odwiedzanie grobów, zapalnie na nich zniczy i stawianie kwiatów.  Dawniej temu świętu poświęcało się więcej uwagi. Co z tego pozostało?

Teraz stawiamy znicze - kiedyś rozpalano ognie dla wędrujących dusz, by wskazywał drogę do bliskich i pomogły wrócić z powrotem do Nawii - świata zmarłych. Obecnie, oprócz świeczek, stawiamy na grobach najwyżej kwiatki, a dawni Słowianie przy mogiłach wyprawiali prawdziwe uczty, przynosząc zmarłym strawę - chleb, kaszę, jajka, kutię czy miód.

Ważne też było, aby nie skrzywdzić wędrującej duszy, a można to było zrobić poprzez wykonywanie pewnych obowiązków domowych - jak palenie w piecu, szycie czy sprzątanie jedzenia ze stołu (które to właśnie miało trafić właśnie na groby). Czynności te mogłaby utrudnić wędrówkę duszy - mogłaby np. zaplątać się w nici, a ogień w piecu, uniemożliwiłby jej przejście przez komin. [1]

A może w Waszych domach są jeszcze jakieś tradycje związane z - najogólniej mówiąc - świętem zmarłych. Podzielcie się swoimi zwyczajami bez względu na to czy jesteście chrześcijanami, rodzimowiercami, ateistami czy pozostajecie wierni Halloween zgodnemu z irlandzką tradycją, do której nawiązują dyniowe maski. Czym dla Was jest ta noc/dzień/dni? Nie chodzi mi tu o wyższość jednego podejścia nad drugim.
Po prostu powiedzcie czy w całym tym zamieszaniu, pomiędzy staniem w korkach w drodze na cmentarz a imprezą w przebraniu za zombie macie chwilę, by się nad tym zadumać...?


A "Dziady cz.II" możecie przeczytać TUTAJ



[1] Informację o domowych obowiązkach zaczerpnęłam ze strony Sławosław.pl, z niej też dowiecie się dużo więcej o Święcie Przodków - polecam.

czwartek, 29 października 2015

Patronat Szufladopółki - Horror na Roztoczu 2 - Insomnia, (recenzja - podsumowanie)

Jak tam, szykujecie się na Halloween? Bo ja na Dziady :) Tak czy siak w ostatnich dniach mogliście znaleźć u mnie kilka postów, które powinny Was w ten przerażający nastrój wprowadzić. To jeszcze raz, w skrócie dla niewtajemniczonych. Szufladopółka objęła patronatem publikację Horror na Roztoczu 2 - Insomnia.





Jest to zbiór 15 opowiadań, z racji patronatu, trochę się pochyliłam i opisałam pokrótce każde z nich. Opinię zamieściłam w trzech częściach - w każdej wprowadzam Was w pięć opowiadań. A znajdziecie je tutaj:



W poprzednich wpisach wspomniałam, że zbiór zawiera też opowiadanie gratisowe - to moje określenie, nie wydawcy. Nie znajdziemy go na końcu książki czy też w postaci osobnej broszurki :). Jest rozbite na osiem części i pojawia się pomiędzy pozostałymi utworami, każdy fragment jest swoistym wprowadzeniem do kolejnej grupy tekstów. Fakt, że opowiadanie jest podzielone potęguje doznania. Jesteśmy bardzo ciekawi, co będzie dalej. Przewrcamy stronę, a tu bach, inny tekst. Oczywiście można przeczytać je za jednym razem, ale gdyby tego chcieli autorzy zamieściliby je w całości, prawda? A więc uszanowałam ich wolę i powoli, z narastającym strachem, odkrywałam tajemnicę Alberta, który podczas porządków na strychu znalazł pewną książkę. Taki tam zbiór opowiadań grozy. Jakiś dziwny, oparty na snach czy coś... :) Coś wam to mówi? A jak zdradzę, że to wcale nie były spisane sny, a prawdziwe zdarzenia... Brrr...

Autorami gratisowego opowiadania są Marek Zychla i Łukasz Kiełbasa.

Co jeszcze mogę powiedzieć w podsumowaniu? Zwyczajnie cieszę się, że ten projekt wypalił. Jako czytelnik dziękuję każdemu, kto dołożył cegiełkę na PolakPotrafi.pl. Łukaszowi Kiełbasie gratuluję pomysłu, choć nie zazdroszczę koszmarnych wizji, który co prawda we wstępie mówi, że już ich nie ma.
Wyrazy uznania dla pozostałych twórców, że czyjeś wizje potrafili przelać na papier, to na pewno nie było łatwe. 
Czytanie umilały również, no dobra, powinnam była napisać, "przerażenie wzbudzały" ilustracje Asi Jedlińskiej, zamieszczone przed każdym utworem. Namiastkę macie na okładce.
Ach, no i jakże bym mogła nie wspomnieć. Roztocze - nie byłam tam, ale kolejny raz książki przeniosły mnie w to mroczne, ale jakże interesujące miejsce. Wcześniej w podróż zabrał mnie Stefan Darda - (klik i klik). Nic tylko odwiedzić tamte strony. Mieszkającym w pobliżu o mocnych nerwach polecam wziąć książkę w rękę i wybrać się tam w podróż. Najlepiej 31 października ;)







środa, 28 października 2015

Gadżety mola książkowego: Nie ma, że zimno - ogrzewacz do rąk.

My mole książkowi kochamy jesień, prawda? No bo jak się kojarzy? Kocyk, herbatka i KSIĄŻKA :) Długie wieczory i jesienna aura sprzyjają czytelnictwu. Ale. Trzeba sobie stworzyć odpowiednie warunki. Musi być cieplutko. Ja oprócz wspomnianego wyżej zestawu obowiązkowego, w swoim kąciku mam nawet kaloryfer :) 


Ale jeśli ktoś z Was jest typowym zmarzluchem, ogrzewanie u was szwankuje, albo chcecie czytać wszędzie np. na przystanku - to mam dla Was idealne rozwiązanie - ogrzewacz do rąk.



Jak tylko zobaczyłam to cudeńko - wiedziałam, że muszę je mieć. Kupiłam je w Pepco, a znalazłam tuż przy kasie, czekając w kolejce, a więc dałam złapać się na sztuczki, o których pisałam na Targetowej :) (KLIK).

Wygląda jak mini termofor, mieszczący się w dłoniach. Żeby zaczął grzać, nie trzeba mieć przy sobie czajnika z wrzątkiem - dlatego można używać go nawet w plenerze. Pod ślicznym wełnianym okryciem (jest kilka wzorów do wyboru - ja, wiadomo, postawiałam na turkus) znajduje się foliowa torebka z cieczą i małą blaszką. Aby ogrzewacz zrobił się ciepły wystarczy zgiąć tę blaszkę. Wtedy ciecz powoli twardnieje i nagrzewa się. 

 Ogrzewacz do rąk można położyć między książkę a dłoń i cieszyć się ciepłem.




Gdy już wystygnie konieczne jest rozpuszczenie żelu - poprzez gotowanie torebeczki przez 10 minut. I to jedyny minus, bo jeśli skorzystasz z niego np. jadąc do pracy, to w drodze powrotnej już nie. Chyba, że w pracy dysponujesz garnkiem i kuchenką.

Aczkolwiek wiem, że są na rynku też takie żelowe termofory bez blaszki, które można pogrzać w mikrofali.

Jeśli ogrzewacz skradł wasze serca, tak jak moje, to radzę biec do Pepco, bo coś czuję, że może szybko zniknąć z półek. Tym bardziej, że kosztuje raptem 7,99 zł!

....
Post z ogrzewaczem od dawna zaplanowany na dziś, a tu niespodziewanie dostałam w prezencie urodzinowym od męża - taki gadżet. Portfel - bez dwóch zdań potrzebny książkoholikom, więc może i o nim napiszę  :) A w gratisie karta do Empiku. Prawda, że mam cudownego męża?




wtorek, 27 października 2015

Z gratulacjami... 13. Konkurs Literacki Fundacji Elbląg roztrzygnięty

Z bólem serca oddałam swoje zaproszenie na Jubileuszową XV Galę Fundacji Elbląg, no ale wiecie, mały człowieczek trzyma mnie w domu :) A jak jeszcze się dowiedziałam że "moi ludzie" zdobyli nagrody i wyróżnienia... Ach, szkoda, że tego nie widziałam na żywo, ale gratuluję Wam serdecznie!

W poniedziałek, 26 października odbyła się uroczysta gala Fundacji Elbląg - podsumowująca piętnaście lat jej działalności. Impreza była połączona z wręczeniem nagrody dla Filantropa Roku i tym, co budzi we mnie największe emocje - rozstrzygnięciem Konkursu Literackiego. 13 edycja okazała się szczęśliwa - wśród nagrodzonych jest troje cudownych klubowiczów, których jestem fanką i jedna pozaklubowa, ale równie serdeczna, koleżanka :) 

Źródło: https://www.facebook.com/Fundacja-Elbl%C4%85g-Fundusz-Lokalny-Regionu-Elbl%C4%85skiego-231116370266086/


Wyniki prosto ze źródła - strony Fundacji - wraz z komisyjnym uzasadnieniem:

poniedziałek, 26 października 2015

Patronat Szufladopółki - Horror na Roztoczu 2 - Insomnia, (recenzja cz.3)

Przedostatnia część recenzji "Horroru na Roztoczu 2.  W kolejnej podsumowanie, a jeśli macie zaległości, to poprzednie znajdziecie tutaj:


Część 1
Część 2


Piec - zawsze cię ogrzeje

Sylwia Błach i Łukasz Kiełbasa

 W moim rodzinnym domu jest piec do ogrzewania centralnego. Kiedyś nawet udało mi się zagotować w nim wodę. Dobrze, że nie rozsadziło grzejników...  Choć mini powódź mam na koncie. 
Bohaterka opowiadania pt. "Piec" nie lubiła zimna. Zmarznięte dłonie i spowodowany zimnem ból w stawach wyganiały ją spod dającej namiastkę ciepła kołdry do kotłowni. Ale piec chyba nie lubił gospodyni domu. A może to ona źle się nim opiekowała?
Przerażający piec kojarzy mi się z dwoma filmami - jeden, wiadomo, klasyka gatunku i hit dzieciństwa - "Koszmar z ulicy wiązów" a drugi to wygrywający telewizję w święta - "Kevin sam w domu". Piec z opowiadania Sylwii Błach i Łukasza Kiełbasy może i nie miał budzącej grozę twarzy, ale hmm, nie chcielibyście mieć takiego w domu.

"Sylwester" - ale to była impreza...

Piotr Ferens i Łukasz Kiełbasa


W tym opowiadaniu mamy okazję przyzwyczaić się do bohatera. Polubić go, a nawet współczuć. A wierzcie mi, jest czego. Zaczyna się tak niewinnie. Ot, nastolatek wybiera się na imprezę sylwestrową. Wydaje wam się, że domyślacie się, co wydarzy się potem. No, właśnie, wydaje wam się, bo akcja toczy się dość zaskakująco. Autorzy również bardzo dobrze zbudowali nastrój, idealnie wręcz jak na krótką formę. Może było trochę krwisto, czego nie lubię, ale nie było to jednak takie nachalne.
A fabuła? Jak ze snu. Bynajmniej nie słodkiego.

"Zaraza" - ratuj się kto może!

 Artur Jastrzębowski i Łukasz Kiełbasa
 

Jakie instynkty kierują człowiekiem? Co jesteśmy w stanie zrobić, by przeżyć albo ochronić najbliższych? Wszelkiej maści zarazy to dobry materiał na utwory - jak nie katastroficzne, to grozy czy postapo. Tajemnicze epidemie, nieuleczalne choroby, zarazy zamieniające ludzi w wampiry, zombie czy inne abby. Łukasz Kiełbasa pewnie obejrzał lub przeczytał coś z gatunku przed pójściem spać, skoro miał potem tak zeschizowany sen ;).
Lubię tego rodzaju pozycje, chociaż sceny rozrywania ofiar na strzępy oglądam przez szpary w palcach. Najbardziej interesuje mnie, co się dzieje z ludźmi, którzy się przed ową zarazą chronią. Jak się zmieniają, do czego są zdolni, jakie instynkty biorą nad nimi górę. Nie będę zdradzać fabuły opowiadania Artura Jastrzębowskiego i Łukasza Kiełbasy. Powiem tylko, że byli tam i zarażeni i z zarazą walczący...

"Pajęczak" - scenariusz na horror klasy C

Juliusz Wojciechowicz i Łukasz Kiełbasa
 

To oczywiście moje subiektywne odczucie, ale człowieko-pająki (oprócz Spidermana) szczególnie mnie nie pociągają. Pajęczak to opowieść o pewnym wynalazcy, który, jak można się domyślić, nieco popłynął. Ja takich historii nie kupuję, nawet jeśli pomysł wziął się ze snu.  I może właśnie dlatego i styl wydał mi się nieco słabszy. A może to po prostu nie moja bajka.

"Niepokój" - czujesz go?

Edward Mara i Łukasz Kiełbasa

Skoro zbiór o sennych koszmarach, to przydałaby się senna klamra. Zarówno pierwsze jak i ostatnie opowiadanie (nie licząc jednego ekstra, o którym napiszę w podsumowaniu) ma podobny klimat. Bohater budzi się z uczuciem niepokoju. Wie, że siło mu się coś złego, ale nie potrafi sobie przypomnieć co. I tu się dzieje to, co zwykle dzieje się w horrorach (nie, to nie jest przytyk) - bohater postawia się dowiedzieć, co jest grane. Więc, nie bez strachu, idzie sprawdzić skąd dochodzi pewien tajemniczy odgłos. Jak to się skończy? Czy naprawdę rodzinny dom jest miejscem, w którym możemy czuć się bezpiecznie? W życiu pewnie tak. W opowiadaniach grozy - niekoniecznie ;).


I tak oto pokrótce zapoznałam Was z zawartością zbioru opowiadań Horror na Roztoczu 2 - Insomnia.  Niebawem pojawi się jeszcze wpis podsuwający, w którym wspomnę o "gratisowym" opowiadaniu. Bądźcie czujni.

piątek, 23 października 2015

Patronat Szufladopółki - Horror na Roztoczu 2 - Insomnia, (recenzja cz.2)

Ciąg dalszy recenzji "Horroru na Roztoczu 2". Pierwsza część i wprowadzenie do cyklu tutaj.



"Tama" - przed czym chroni mieszkańców?

Renata Kiszczak i Łukasz Kiełbasa

Małe społeczności mają swoje tajemnice. Niewielkie, wydawałoby się sielankowe miasteczka nie zawsze są gościnne. Nawet jeśli goście mieliby tylko przez tę mieścinę przejść. Zależy jeszcze jacy goście...
Bardzo tajemnicze opowiadanie i jak na krótką formę, zmieściło się coś na kształt prologu, porządne rozwinięcie i dobitne zakończenie. Czytałam z zaciekawieniem. Polecam.





"Wichura" - uwaga, bo wieje...

Juliusz Wojciechowicz i Łukasz Kiełbasa


Nie wątpię w bujną wyobraźnię autorów, ale niektóre opowiadania tego zbioru są tak surrealistyczne, jak tylko mogą być sny. I właśnie wichura taka jest. Jako wielbicielka filmów katastroficznych z wypiekami na twarzy zabierałam się do tekstu o wielkim wietrze. Ale, ale. Przecież to horrory są.  Kręcące się tornado, zwyczajnie niszczące wszystko, co spotka na swojej drodze, to trochę za mało jak na opowiadanie grozy. I tu było dużo, dużo więcej. I chociaż trudno walczyć z naturą, to nadnaturalnymi zjawiskami jeszcze bardziej.


"Niebo" -  wierzysz w nie?

Marta Krajewska i Łukasz Kiełbasa

To kolejne opowiadanie z rzędu smutnych. Choć według mnie wyróżnia się na tle innych. Jest nie tyle straszne, co przerażające. Przeraża niesprawiedliwością. To właściwie nie jest opowiadanie grozy, a baśń. Ale taka prawdziwa, jak kiedyś, jak "Dziewczynka z zapałkami" czy "Królowa Śniegu". Jak się wczytacie, będzie nawet morał. Choć ciężki do przełknięcia.


Kolejny "Dom w głębi lasu"? 

Leszek Siemiński i Łukasz Kiełbasa

Klasyka gatunku, chciałoby się rzec. Piękny dom w spokojnej okolicy i szczęśliwa zamieszkująca go rodzina. Och, ile to horrorów się tak zaczyna? Ciężko zliczyć. I czy tak wyświechtany motyw może przynieść jeszcze coś nowego? A no może. Czy można się jeszcze przy tym bać? I to jak. Początek? Równie typowy. Tata wyjechał, mama musi pojechać do sklepu i chłopcy zostają w domu sami. Czy raczej pod opieką starszej sąsiadki, która dla nich jest niczym wiedźma. Kolejna bajka? Może, ale dla dorosłych. Zakończenie poraża.


"Batyskaf" - czyli spotkanie po latach

Dagmara Adwentowska i Łukasz Kiełbasa

Wierzycie w prawdziwą przyjaźń? Taką od szczenięcych lat, gotową do poświęceń, na dobre i na złe? Piotr i Tomasz za dzieciaka byli najlepszymi kumplami, ale pewne nieprzyjemne wydarzenie sprawiło, że ich drogi się rozeszły. Czy po latach uda im się odbudować więź? Czy weekend na Mazurach, na który Tomek zaprosił Piotra z rodziną naprawi to, co kiedyś się popsuło? Od początku wiadomo było, że coś musi się tu wydarzyć. Ale co? Czy chodziło o tytułowy batyskaf czy może kluczem do tajemnicy jest żona Tomasza, Zuzanna - małomówna, piękna,, tajemnicza i... przypominająca Rusałkę?
Ciekawe opowiadanie. Podobało mi się. Pewnie przez to skojarzenie z Rusałką ;)



I to była druga część recenzji. Mam dla Was jeszcze dwa wpisy poświęcone tej książce - recenzja kolejnej piątki opowiadań i podsumowanie.



środa, 21 października 2015

Patronat Szufladopółki - Horror na Roztoczu 2 - Insomnia, (recenzja cz.1)

"Horror na Roztoczu 2 - Insomnia" to zbiór opowiadań grozy, których akcja rozgrywa się na Roztoczu. Książka powstała na podstawie koszmarnych snów Łukasza Kiełbasy. Pomysłodawca i kilkunastu innych autorów przelali je na papier, byśmy i my mogli poczuć ten lęk. Jak można się domyślić po widniejącej w tytule dwójce, to już druga część.Obie zostały wydane dzięki finansowaniu społecznemu - twórcy zbierali na wydanie na portalu PolakPotrafi.pl.

Autorami opowiadań w antologii są: Łukasz Kiełbasa, Dagmara Adwentowska, Sylwia Błach, Piotr Borowiec, Piotr Ferens, Artur Jastrzębowski, Marta Krajewska, Juliusz Wojciechowicz, Edward Mara, Marek Zychla, Renata Kiszczak. Ilustracje do opowiadań przygotowała Asia Jedlińska.

Szufladopółka objęła książkę patronatem. Pisałam o niej TU i TUTAJ . Jestem już po lekturze i mam zamiar podzielić się z Wami swoją opinią, a że zbiór składa się z piętnastu opowiadań, podzielę moją recenzję na kilka wpisów, aby nie robić najdłuższego w historii posta.






wtorek, 20 października 2015

Oto ja - Oliwia

Spokojnie, nie zamieniłam bloga na parentingowy, ale pozwólcie, że oddam głos, czy też klawiaturę, mojej młodszej córci:

Witajcie Szufladopółkowicze,

Jestem Oliwia i mam niecałe dwa tygodnie. Urodziłam się 8 października 2015 roku. Wiem, że kiedy byłam jeszcze w brzuchu mamy, ona się trochę leniła i nie zaglądała tu zbyt często. Chyba nie czuła się najlepiej. Ale spokojna głowa, teraz jestem już ja i będę jej pilnować. Ponoć ma już dla Was jakieś recenzje. Zajrzyjcie jutro. Mam nadzieję, że będziecie ją czytać, bo, wiecie, będzie jej smutno... :( A tak wyglądam. Dodaję zdjęcie, bo wypada, żebyście wiedzieli, kto do Was mówi.



Pozdrowienia ode mnie i od mamy :)