wtorek, 14 lipca 2015

"Kwietniowa czarownica" Majgull Axelsson [recenzja]

Jak na czarownicę w tytule, czarowania w tej książce nie było zbyt dużo. Oczywiście, był wątek magiczny i baśniowy, tajemniczy nastrój. Jednak dużo bardziej zdominowała ją prawda. Gorzka prawda.
 
Opis z okładki:
"Jedna z moich sióstr ukradła mi życie. Chcę wiedzieć, która" - myśli Desiree, leżąc na szpitalnym łóżku. Uwięziona w kalekim ciele,posiada niezwykłą moc.Niczym kwietniowa czarownica potrafi wcielać się w ludzi i zwierzęta. Ma trzy siostry, które nie wiedzą o jej istnieniu. Pewnego dnia każda z nich dostaje list przywołujący dawne,bolesne wspomnienia. Muszą raz jeszcze stanąć twarzą w twarz z tajemnicą, która zdecydowała o ich życiu."


"Kwietniowa czarownica" oczarowała moją serdeczną koleżankę Olę na tyle, że nazwała swojego bloga nawiązując do tej książki. To właśnie Wiosenna Czarownica poleciła i pożyczyła mi tę książkę. Przyznam, przeleżała swoje na półce (między innymi dlatego), ale w końcu poznałam historię Desiree i jej sióstr.

Nie zdradzę odpowiedzi na kluczowe pytanie. Nie powiem, która z sióstr zabrała Desiree życie. Ale na pewno żadna nie zabrała jej szczęścia. Bo żadna z nich nie była szczęśliwa. Miewały lepsze okresy w życiu, ale każda tak dostała od niego w kość, tak bardzo została zraniona, że przeszło mi nawet przez myśl, że gdyby wiedziały o istnieniu niepełnosprawnej siostry, to momentami one zazdrościłyby jej.  Brzmi strasznie? Wiem...

środa, 8 lipca 2015

Gadżety mola książkowego: karton na książki

Regały, półki, biblioteczki - każdy książkoholik spotyka się z problemem - kiedyś zaczyna brakować miejsca na nasze skarby. Ale przecież musimy je mieć, bo...bo... Bo tak! Gdzie więc je chować? Do książkowego kartonu!

Pamiętajcie mój sposób oceniania? Oprócz tradycyjnego punktowego, wymyśliłam sobie swój - czterostopniowy. Nie kieruję się w nim żadnymi cyframi czy gwiazdkami, ale... miejscem, w którym  daną książkę przechowuję (przechowywałabym, gdybym ją miała). Wygląda tak:

Najwyższa półka
Półka
Szafka
Karton

Oczywiście jest to dość umowne, bo jak wspomniałam, nie zawsze dana książka jest moja, ale też tak naprawdę nie miałam do tej pory żadnego kartonu...
A więc oto i on, zakupiony w Carrefourze za całe 2.99, z przeznaczeniem widocznym na załączonych obrazkach:





Karton, jak to karton, zrobiony...  z kartonu. Więc jego wytrzymałość jest dość ograniczona. I biorę pod uwagę, że kiedyś się skończy. Będę starała obchodzić się z nim bardzo delikatnie.

A Wy, gdzie trzymacie książki, gdy zabraknie miejsca na półce?

środa, 1 lipca 2015

Ziarno prawdy, Zygmunt Miłoszewski [recenzja]

Wracam z recenzjami (w końcu), w tym z obiecaną opinią o "Ziarnie Prawdy". Możliwe, że część z Was zna fabułę, jeśli nie z książki, to z filmu. Całkiem niezłego, swoją drogą. I o nim dorzucę parę groszy. Ale to potem. Recenzję pierwszej części "Uwikłanie" znajdziecie TUTAJ. Najpierw opis wydawcy:




Druga część bestsellerowej trylogii o prokuratorze Szackim! Wiosna 2009 roku, rozczarowany prokurator żegna się z Warszawą i przenosi się do Sandomierza.

Tam spada na niego śledztwo w sprawie dziwacznego morderstwa cenionej działaczki społecznej. Szacki musi zmierzyć się ze ścianą milczenia i medialną gorączką. I z historią, która wydarzyła się przeszło sześćdziesiąt lat wcześniej…




Miłoszewski nie spuszcza z tonu, wręcz przeciwnie. To doskonały przykład autora, który naprawdę się rozwija. Już w przypadku poprzedniej części podziwiałam jego kunszt i odrabianie pracy domowej. I po lekturze "Ziarna prawdy" mogę tylko potwierdzić swoje słowa. Przyznam, że czasem drażni mnie, kiedy jeden autor ciągle pojawia się w mediach, dostaje kolejne nagrody literackie. I tak było przez pewien czas z Miłoszewskim. Nie dlatego, że uważam, że na te nagrody nie zasługuje, ale dlatego, że mam wrażenie, że jurorzy czy czytelnicy idą za falą.... Trochę jestem przekorna, bo jednocześnie twierdzę, że Miłoszewski sobie na te wyróżnienia zapracował, ale czułam, że jest nam, czytelnikom wciskany, śmierdziało mi to komerchą i marketingiem, a wtedy łatwo się zawieść. Tak np. miałam z  Karpowiczem, jego wychwalanych pod niebiosa "Ości", (tak przyznaje się) nie przeczytam do końca, bo uznałam je za przeciętne i zwyczajnie... nudne. Ale coby nie gubić wątku. Miłoszewski ma świetny warsztat, bez dwóch zdań.