czwartek, 22 stycznia 2015

Gadżety mola książkowego: Kalendarz Literacki

Dowiedziałam się o nim od Wiktorii z Przeczytaj Mnie. Krzyczała na Facebooku: "W Rossmannie sprzedają Kalendarz Literacki za bezcen!"
Niestety moje pierwsze próby nabycia zakończyły się niepowodzeniem. "Nie ma, rozeszły się jak świeże bułeczki - usłyszałam w jednym sklepie ja, w drugim mój małżonek.

I kiedy rok trwał już prawie dwa tygodnie, a ja byłam akurat w Gdańsku, zaszłam do znajdującego się przy dworcu sklepu i udało się :) Zapłaciłam za niego 2.99 (przecena z 5zł).


Kalendarz wydany przez Fundację Wisławy Szymborskiej to tradycyjny zdzierak. Można go powiesić na ścianie lub postawić na biurku. Z racji tego, że w domu powiesić nie mam gdzie, a postawienie go na widoku może skutkować nadmiernym zainteresowaniem mojej córci, w wyniku którego nasz rok skończy się w jednej dzień :)  - postawiłam go sobie na biurku w pracy.

 Kalendarz utrzymany jest w kolorystyce szaroburopapierowo-pomarańczowej. Kartka w kolorze szaroburego papieru i pomarańczowa data. W niedzielę - na odwrót.  Jak na literacki kalendarz przystało, każdy dzień to inny cytat. Szkoda jednak, że nie znajdziemy w nim kalendarium: dat urodzin pisarzy, ważnych rocznic czy np. zaznaczonych literackich wydarzeń, jak targi książki itp. Ale i tak mi się podoba.

 I na koniec cytat na dziś. Umówmy się, optymistyczne to to nie jest. Ale tak wypadło.


"Wy chcecie pieśni! - wy chcecie pieśni
Zapewne dźwięcznej i słodkiej dla ucha,
A ja ma dla was, o! moi rówieśni,
Pieśń co przypomni wam brzęk łańcucha" 

Kornel Ujejski 



A jak wyglądają Wasze kalendarze? Ktoś ma taki sam (oprócz Wiktorii :))? A może wolicie terminarze lub wiszące na ścianach z dużymi fotografiami?

Moje inne gadżety znajdziecie TUTAJ.


środa, 21 stycznia 2015

Stefan Darda: Czarny Wygon. Słoneczna Dolina (recenzja)

Cykl "Czarny Wygon" dostałam od mojego męża, tzn. od świętego Mikołaja :) i muszę powiedzieć, że się spisał. Polowałam na te książki już dawno, kupiłam sobie nawet jedną w promocyjnej cenie - ale była to druga część. Przez jakiś czas stała samotnie na półce, a potem złożyłam zamówienie u Mikołaja :) Wydanie, które mam to dwa tomy, a w każdym z nich znajdują się dwie części. Będę je jednak omawiała pojedynczo, tak, jak wydane są pojedyncze książki. A więc przez najbliższe cztery recenzje spodziewajcie się u mnie mrocznych klimatów.



Czarny Wygon. Cz. 1. Słoneczna Dolina

Tytuł: Słoneczna Dolina
Autor: Stefan Darda
Cykl: Czarny Wygon
Część: 1
Wydawnictwo: VIDEOGRAF
Liczba stron: 269


Bohaterem całego cyklu jest Witold Uchman, dziennikarz, specjalista od zjawisk paranormalnych. Trudno nazwać jego życie udanym - doświadczył rodzinnej tragedii, przez co wpadł w alkoholizm, a to z kolei przyczyniło się do utraty prawa jazdy i wypadku, po którym ma pamiątkę w postaci chorej nogi. W pracy też (z pewnych powodów) zbiera nie najlepsze noty, i że ma już swoje lata - coraz poważniej myśli o emeryturze. Odkłada jednak te plany, gdy dostaje mejla, z prośbą o zajęcie się kolejną "niezwykłą" sprawą.... Mówi sobie, że jeszcze tylko to i idzie na zasłużone wolne. Ale skoro historii starczyło na cztery części - to można się domyślać, że tak szybko na tę emeryturę się nie wybierze.

"Aktualnie byłem specjalistą naszego tygodnika od zjawisk paranormalnych. Gdy tylko pojawiał się jakiś temat związany z nawiedzonymi domami, zjawiskami "nie z tej ziemi" czy ludźmi opętanymi rzekomo przez diabła, zawsze przydzielano go właśnie mnie"


Uchman ląduje w Guciowie na Roztoczu, gdzie spotyka się z nadawcą tajemniczej wiadomości - Krzysztofem Piaseckim. A ten chociaż sam się do niego zgłosił, zbytnio rozmowny nie jest. Zamiast mówić przekazuje dziennikarzowi notatki niejakiego Rafała Gielmudy, który w niewyjaśnionych okolicznościach trafia do tajemniczej wioski, Starzyzny, w której czas zatrzymał się w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku.

Wyobraźcie sobie miejsce na ziemi, gdzie lata mijają, a znamię czasu nie dotyka jego mieszkańców, gdzie przedmioty codziennego użytku - nie zużywają się, zbijesz kubek, a ten na drugi dzień jest cały. Mało tego, skaleczysz się, a rany goją się następnego dnia. Dobre, co? To chyba raj! Nic bardziej mylnego. 

"Przez pierwszych kilka lat wszystko było pięknie. Ale potem... Potem zaczęliśmy doceniać prawdziwe życie. Koszmar zaczął się gdzieś po dziesięciu latach. Tak naprawdę człowiek musi żyć wedle natury. Musi być młody, potem się zestarzeć i umrzeć. Musi poznawać nowych ludzi, niektórzy z nich muszą odejść do Pana, ale to właśnie jest prawdziwe życie."

Po książce Stefana Dardy (nazywanego polskim Stephenem Kingem), autora "Domu na Wyrębach", w którym napędził mi niezłego strachu, spodziewałam się powtórki z "rozrywki". Ale tego mi, niestety, zabrakło. Nie czytałam "Słonecznej Doliny" przez szpary między palcami i nie bałam się zgasić światła po lekturze. Brak takiego rodzaju lęku autor zrekompensował mi jednak innymi doznaniami.
Bo to, że się nie bałam, nie znaczy, że nie było strasznie. Było, i to bardzo, ale w nieco innym tego słowa znaczeniu. Życie w Starzyźnie było mroczne, przerażające. Beznadziejne. O, tak, to ostanie słowo chyba najlepiej oddaje panującą tam atmosferę. Swoją drogą, nie spodziewałabym się, że kiedyś użyję tego słowa, by wskazać zaletę. Ale tragizm mieszkańców Starzyzny po prostu wylewał się z kolejnych kartek książki. 

"Stary patrzył na niego wzrokiem, który nie uspokajał. W tym wzroku były widoczne bezradność i strach, nieudolnie skryte pod maską kamiennej twarzy. Oczy mężczyzny zdradzały wszystko"

Bo tego wiecznego życia jej mieszkańcy nie otrzymali w nagrodę, a za karę. Ich wioska to pułapka, odseparowana od reszty świata, w której nocą do życia budzą się przerażające i bardzo niebezpieczne postaci z fosforyzującymi oczami. 
Właściwie chciałoby współczuć mieszkańcom wioski - ale.... No właśnie, musi być jakieś ale. W końcu ta klątwa to kara. A za co? Oj, trzeba przyznać autorowi, że potrafi trzymać czytelnika w niepewności.

"Słoneczna Dolina" to nie jest książka z zawrotnymi zwrotami akcji, historia się sączy, ale to jeszcze bardziej oddaje klimat przeklętej wioski, gdzie czas płynie baaaaaardzo powoli. Ale nie ma mowy o nudzie, dzieje się dużo i dobrze się czyta.
To pewnie zasługa stylu autora, bo ma lekkie pióro, choć forma, na którą się zdecydował moim zdaniem jest nieco ryzykowna. Kiedyś pisałam TUTAJ o książce, która kojarzyła mi się z toaletką z otwieranymi lustrami - kiedy pisarz pisał o pisarzu, który pisał o pisarzu. Tu miałam podobne skojarzenie, ale "Słoneczną Dolinę" porównałabym do matrioszek, otwierasz jedną, a tu kolejna. Najpierw narracja trzecioosobowa, potem pierwszoosobowa - narratorem jest Uchman, ale kiedy czyta notatki Gielmudy, to znów jest trzecioosobowa. Dodatkowo Witek robi sobie przerwy w czytaniu, więc czytelnik wędruje między jednym wymiarem a drugim, między historią jednego narratora, a drugiego. Spotkałam się już z łączoną narracją pierwszo- i trzecio- osobową w różnych książkach ( i bardzo to lubię), ale w tamtych przypadkach było to jakoś bardziej porozdzielane, a tu jedna wychodziła z drugiej. Ciekawy i odważny zabieg.

Co jeszcze mogę powiedzieć? Oczywiście ogromny plus za grozę w polskim wydaniu. Ale nie mogę nie docenić poczucia (wisielczego) humoru autora. Nie ma jak to zatytułować książkę "Słoneczna Dolina" - i ulokować w niej wioskę,  w której czego jak czego, ale słońca - nie uświadczysz. Do tego okładka, która mrozi krew.

Jednym słowem polecam. Albo dodam jeszcze jedno: bardzo.

Ocena tradycyjna: 8/10

A Wy? Czytaliście jakąś książkę Stefana Dardy? Lubicie takie klimaty? Lubicie się bać? 

niedziela, 4 stycznia 2015

I takie sobie zadaję pytanie... Czy to postanowienia są, czy podsumowanie?

Czwarty stycznia to czas najwyższy na jedno i drugie. Podobnie jak w zeszłym roku, będą tak jakby :)

Ehhh, podsumowania są jeszcze cięższe od postanowień i nie tylko dlatego, że trzeba się przyznać, że się w tych postanowieniach nie wytrwało :) Ale weź wybierz z tego, co się działo te najważniejsze wydarzenia. Ja nie potrafię, bo każde opisane tu  było dla mnie ważne. Z sentymentem wspominam Mediakacje - część projektu realizowanego przez portal eKulturalni.pl, w którym pracuję; twórczo spotkania z Alternatywnym Elbląskim Klubem Literackim, zarówno wieczory autorskie (w tym mój własny!), jak i wspólne warsztaty. Cudowny, genialny, fantastyczny był słowiański wyjazd z moją cudowną rodzinką, a niemal przez cały rok radość przynosiła mi  akcja "Moja książka w Waszych rękach".

Jedno wiem na pewno, 2014 rok pokazał mi jaki charakter będzie miał ten blog. Wspomniałam już o tym przy okazji pierwszych urodzin bloga, ale teraz wiem to na pewno. Otóż kiedy powołałam do życia Szufladopółkę zakładałam, że będą tu recenzje przeczytanych książek i moja twórczość i tak jest (to drugie co prawda rzadziej) i oczywiście będzie. Jednak jak kocham czytać i pisać, tak samo uwielbiam też uczestniczyć w wydarzeniach, przedsięwzięciach związanych z szeroko pojętą kulturą i literaturą oraz dzielić się wrażeniami (to pewnie z powodu mojej dziennikarskiej pasji :)).
Dlatego myślę, że takich wpisów będzie więcej, nie wiem, czy więcej niż recenzji, ale niejako wracam to pierwotnej funkcji bloga - internetowego pamiętnika. Literatura (i kultura) to spora część mojego życia, toteż Szufladopółka staje się literacko-lajfstylowa :) 

No dobra, czas bić się w pierś - nie pokonałam wyzwania "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu" i nie wiem nawet, do ilu centymetrów doszłam, bo przestałam liczyć, kiedy zdałam sobie sprawę - biorąc pod uwagę moje ograniczenia czasowe -  że nie dojdę do 170. Dlatego nie robię podsumowań ile, czego i kiedy przeczytałam.
Na tę chwilę nie robię też żadnych postanowień, ani nie stawiam sobie nowych wyzwań, ale nie zakładam, że nie zmienię zdania. Pochwalę się natomiast postanowieniem zeszłorocznym, które udało mi się zrealizować. Nie wspominałam chyba, ale... tak, jak chciałam - kontynuuję studia. Jestem na pierwszym roku studiów magisterskich uzupełniających na kierunku socjologia. Miejcie to na uwadze, kiedy będę potrzebowała Waszych odpowiedzi dla jakieś ankiety czy coś :) 

Nieśmiało przypominam też, że prowadzę drugiego bloga - Targetowa, gdzie przyglądam się reklamom, zachowaniom w mediach itp. - zapraszam Was tam bardzo gorąco.

A i jeszcze na koniec, może stosik to za dużo powiedziane, chociaż... Ja mam wersję w dwóch tomach, ale bywa i w czterech osobnych książkach :) Przyniósł mi je mój kochany Mikołaj - mąż. A recenzje się pojawią niebawem.


A tu trochę wspomnień z minionego roku uwiecznionych na zdjęciach. A Wy? Jakie macie literackie wspomnienia z ostatnich dwunastu miesięcy?





















  To był dobry rok. Oby 2015 był przynajmniej taki sam :)