wtorek, 28 kwietnia 2015

Zygmunt Miłoszewski "Uwikłanie" [recenzja]

Nie jest dobrze, bo od lektury minęło trochę czasu. Za to nie było go na napisanie recenzji... Ale coś tam zapamiętałam :)

Uwaga, teraz będzie skomplikowana historia, jak trafiłam na tę książkę. Otóż na początku roku do kin trafił film "Ziarno prawy" na podstawie książki Miłoszewskiego. W myśl zasady "Najpierw ksiażka, później film" pożyczyłam od koleżanki i owo "Ziarno..." i "Uwikłanie", które jest pierwszą częścią trylogii. Z tym że pożyczyłam nieco za późno i przed obejrzeniem filmu nie zdążyłam przeczytać ani jednej ani drugiej części :). Ale teraz jestem już po lekturze obu i po kolei zamieszczę opinie.



Opis z okładki:

Warszawa, w zabudowaniach klasztornych w centrum miasta odbywa się niekonwencjonalna terapia grupowa, której uczestnicy wcielają się w role swoich bliskich. Po wyjątkowo intensywnej sesji jeden z pacjentów zostaje zamordowany. Czy sprawcą jest któryś z uczestników terapii? A może motywu należy szukać wśród osób, które przedstawiali?
Kluczem do zagadki wydaje się przeszłość ofiary i tym tropem podąża prowadzący śledztwo prokurator Teodor Szacki. Są jednak sekrety, których nie odkrywa się bezkarnie – rodzinne tajemnice strzeżone przez siły potężniejsze niż rodzina.

Chyba zacznę od tego, że to naprawdę dobry kryminał. Powiedziałabym nawet, że klimatem porównywalny do skandynawskich, choć zaczynam się zastanawiać czy jest w ogóle sens takich porównywań? Wszak, co kraj to obyczaj, styl życia i pisania też inny. Niemniej, Miłoszewski dał radę, naprawdę zdobył mój szacunek i bynajmniej nie dlatego, że ostatnimi czasy jest o nim głośno. Właściwie to zdziwił mnie tak wysoki poziom - wcześniej czytałam jego "Domofon" i nie powiem, oceniałam go wysoko  [TU RECENZJA], ale o ile to była powieść grozy, do której zbędnie czy też nieumiejętnie wpleciono wątek kryminalny, o tyle "Uwikłanie" to kawał dobrej roboty. Autor zmienił gatunek i chwała mu za to.

Wykorzystanie do kryminału wątku psychologicznego i terapii ustawień podwoiło zagadkę i czyniło książkę jeszcze bardziej interesującą. Nie wiem jak inni czytelnicy, ale ja, podobnie chyba jak Szacki, miałam sceptyczne podejście do tej metody.  Robimy teatrzyk, wcielamy się w czyjeś role i czujemy ich emocje?  I to tak silnie, że możemy zabić? Hmmm... A jednak coś w tym jest.

W "Uwikłaniu" było naprawdę sporo do czytania, a autor odrobił prace domową. Robił wycieczki do przeszłości i całkiem nieźle rozprawił się z historią PRL-u. Trochę uzmysławia czytelnikom, że wizja Barei to nie wszystko... 

"Dlaczego nikt, do kurwy nędzy, nie chce zrozumieć czym była PRL? Otóż była totalitarnym systemem opartym na represjonowaniu i gnębieniu obywateli przy pomocy wszelkich środków, gdzie najwięcej do powiedzenia miał, jakkolwiek by patetycznie to zabrzmiało aparat terroru, czyli wszechobecne, inwigilujące nieomal wszystkich i w każdej chwili gotowe  zareagować służby? Kurwa, nie rozumiesz, że oni cały czas chcą, żebyś wierzył w "Misia" i "Bruneta wieczorową porą"?  Nic dziwnego. Tam nie ma nic o więzieniach, wypadkach i zaginięciach. Nie ma wydziału III, szantażu, sprzedawczyków. Nie ma tam Departamentu D." /s. 246.

 ***

- Przepraszam - ukorzył się Szacki. - W osiemdziesiątym dziewiątym roku miałem dwadzieścia lat.
- A ja miałem osiemnaście. I co z tego? I to cię zwalnia z historycznej wiedzy? Pozwala ci sprowadzić twoje dzieciństwo i życie twoich starych do "ostatniej paróweczki"? Gratuluję. Może kup pół kilo berlinek i połóż na grobie Kuroniowi. Niech się pośmieje. /s. 246.



Oprócz wiodącej sprawy przedstawione są też inne, przy których pracuje Szacki. Poznajemy także od kuchni pracę prokuratora, która często - właśnie choćby w kryminałach - jest niedoceniana. Nie jest też szczególnie dobrze płatna.

"Elegancja zaczyna się od dziesięciu tysięcy. Pan jest schludny."

W całość bardzo zgrabnie wpleciony jest również wątek obyczajowy i życie prywatne Szackiego. Wcale go nie mało, choć trzeba przyznać, że rozterki miłosne głównego bohatera, w tym ciapowaty romans mnie nie powaliły. Taki trochę wyszedł z niego chłopiec, który chce mieć ciastko i zjeść ciastko. Jakbym czytała młodzieżówkę. Ale za to bardzo przyjemnie było czytać o ojcowskich uczuciach. Tu nieco bardziej przebijała się dojrzałość.

"Ukląkł przy łóżku i patrzył na córkę. Oddychała przez otwarte usta, czoło miała lekko spocone, od małego ciałka biło pachnące przyjemnie świeżym chlebem ciepło. Człowiek przestaje być dzieckiem, kiedy zaczyna śmierdzieć (…). Kiedy zaczyna jechać mu z gęby, jego pościel czuć kwaśno, a skarpetki słodko. Kiedy trzeba codziennie zmieniać koszulę, a co drugi dzień piżamę"
s. 167

Żeby dodać dreszczyku pojawia się ktoś, komu bardzo zależy, by pewne rzeczy światła dziennego nie ujrzały. Były więc prośby, groźby i niemoralne propozycje, aby sprawę zamknąć w pudle z napisem UMORZONA. Co zrobi Szacki...?

Bardzo przypadła mi do gustu prasówka, którą autor robił na początku każdego rozdziału. To kolejny dowód, że się przygotował - wspominał wydarzenia historyczne z dokładnością co do dnia. Najczęściej zaczynał od informacji ze świata, potem były krajowe, na lokalnych i pogodzie w stolicy kończąc. Przedstawiał je krótko, w jednym-dwóch zdaniach, a udało mu się tam zmieścić  komentarz, najczęściej o sarkastycznym zabarwieniu. Za ten zabieg duży plus.
Podsumowując, to naprawdę porządna powieść, gdzie dobrze wykreowana zagadka kryminalna, przeplata się z czarnymi kartami historii i codziennym życiem głównego bohatera. Styl bardzo dobry, czyta się szybko, lektura wciąga, narracja trzecioosobowa. Moim zdaniem, miłośnicy gatunku nie powinni czuć się zawiedzeni. Polecam z czystym sumieniem.


Moja ocena: wyższa półka
Ocena tradycyjna: 9/10

Na marginesie: Film na podstawie książki "Uwikłanie" jest beznadziejny. Zamiast Szackiego jest Szacka. Nie rozumiem.


Niebawem recenzja "Ziarna prawdy"

1 komentarz:

  1. Fakt, ja film potraktowałam, jako odrębny twór. Książka jest genialnym wstępem do całej trylogii. :)

    OdpowiedzUsuń