wtorek, 22 grudnia 2015

Są! Bajki sercem pisane (i czytane)

Święta tuż tuż, a ja już dostałam swój pierwszy prezent. Znalazłam go w skrzynce na listy i szczerze się wzruszyłam. Oczywiście dla nas, moli książkowych, najcudowniejszym podarunkiem jest książka, i tu nie było wyjątku. 






Ale jak święta kocham, to naprawdę jest wyjątkowa książka, bo pisana sercem. A jej historia - iście magiczna. Posłuchajcie...

"Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami, w małym miasteczku, u podnóża ogromnego zamku żyły sobie małe, lecz niezmiernie dzielne dzieci. 
Kiedy miały przyjść na świat, Dobre Anioły postanowiły znaleźć dla nich najlepsze miejsce na ziemi. (...) Wszystkie maluchy znalazły swoje miejsce. Do swoich rodzin przyniosły szczęście, wzruszenie, radość, ale też troskę i niepokój...
Mimo starań najukochańszych rodziców niektóre z nich częściej chorowały, inne wolniej biegały, jeszcze inne wciąż nie mogły wypowiedzieć wszystkich słów..." 

To fragment pierwszego utworu, który można znaleźć w publikacji, zamieszczonego w niej zamiast wstępu. Jego autorką jest Dorota Ojdowska - Starzyk, prezes Fundacji Szkoła Otwartych Serc, która działa przy specjalnej grupie przedszkolnej Biedroneczki ze Szkoły Podstawowej nr 5 im. UNICEF w Malborku. I jak nietrudno się domyślić to właśnie Biedroneczki są bohaterami powyższej historii. A jak to się stało, że taka książka w ogóle powstała? Jak wspomina Dorota, na fanpage fundacji rozpoczęła się dyskusja o tym, że dzieci w Polsce mało czytają, więc warto zorganizować akcję czytania dla Biedroneczek. I wtedy padł pomysł: „Co tam czytać. Dla Twoich dzieci możemy napisać książkę". No i się zaczęło...

Nieopodal Malborka mieszka Izabela Chojnacka - Skibicka (tak, ta od Zupy z pokrzyw, ducha i tajemnicy), która Dorotę zna. Dorota poprosiła ją o napisanie jednej z bajek oraz o poszukanie wśród piszących znajomych chętnych do udziału w tym przedsięwzięciu. Iza piszących znajomych ma sporo, na przykład takich z Alternatywnego Elbląskiego Klubu Literackiego. Zapytała i chętnych nie brakowało. Z grona klubowiczów bajki i opowiadania dla najmłodszych napisali, a właściwie napisały (oprócz Izy): Małgorzata Jędrzejewska, Anna Peplińska, Dominika Lewicka - Klucznik, Kamila Łyłka - Kosińska. I mnie też udało się znaleźć w gronie piszących sercem. Napisałam opowiadanie o świetliku. W czerwcu, jeszcze przed pracami wydawniczymi, czytaliśmy je najmłodszym w ramach Elbląskiej Sceny Literackiej (wspominałam już o tym TUTAJ i TU).




Autor: Kama Trojak


Ale, Moi Drodzy... To dopiero część historii. Ambasadorką Fundacji jest Agnieszka Cegielska, pochodząca z Malborka, znana Wam zapewne ze szklanego ekranu, prezenterka pogody w TVN. Agnieszka do działań zaprosiła swoich przyjaciół. I w ten oto sposób nasze bajki czytają między innymi:

Źródło: Facebook, https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10206751522380072&set=a.1248970037775.36365.1635182715&type=3&theater

Po napisaniu, zredagowaniu, nagraniu i wydaniu Bajki sercem pisane ujrzały światło dzienne.  Pochwalę się swoim egzemplarzem, a Was namawiam i proszę, by ta książka znalazła się również w Waszej biblioteczce. Bo cały dochód ze sprzedaży zostanie przekazany na cele statusowe Fundacji Szkoła Otwartych Serc, a więc trafi do potrzebujących dzieci...



Nocny pokaz to opowiadanie mojego autorstwa.

Wesprzyjcie, proszę Fundację "Szkoła Otwartych Serc" kupując Bajki sercem pisane i czytane :), czyli pakiet książka+płyta. Zamówienia możecie składać poprzez fanpage Fundacji - KLIK. Może już nieco za późno, by mógł to być świąteczny prezent, ale okazja zawsze się znajdzie. I pamiętajcie, że prezent zrobicie nie tylko swojemu (bliskiemu) dziecku, któremu przekażecie książeczkę. Obdarujecie też inne dzieciaczki - podopiecznych Fundacji...

I jeszcze trochę informacji o samej książce. W publikacji znalazło się 11 utworów plus bajka zamiast wstępu. Jak czytamy na okładce: Bajki sercem pisane mają rozwijać wyobraźnię, uczyć wiary, że dobro zwycięża, wzmacniać odwagę w pokonywaniu trudności i przypominać, że warto marzyć.

Ich autorami są: Marek Stokowski, Kamila Łyłka-Kosińska, Violetta Jankowiak, Kama Trojak, Małgorzata Jędrzejewska, Anna Peplińska, Wojciech Walczuk, Dominika Lewicka-Klucznik, Zuzanna Gajewska, Izabela Chojnacka-Skibicka, Krzysztof Łaszuk. 

W publikacji znalazły się bajki z prawdziwego zdarzenia, czy też z definicji, a więc rymowane historyjki, ale i pisane prozą opowiadania dla najmłodszych. Tematyka jest szeroka... W zbiorze znalazła się m.in historia o Księżycu, który czuł się niepotrzebny, o pewnym guziku z dwoma dziurkami, o Natalce i jej tajemniczych koralikach,  o Kasi, która przekonała się, że warto wierzyć w siebie i spełniać marzenia. I na święta się coś znajdzie - "O Jezusie, który szedł przez wieś". Moje opowiadanie zatytułowane jest "Nocny pokaz". Jego bohaterami są świetlik Blask i dziewczynka, która dziwnym zbiegiem okoliczności ma na imię tak, jak moja starsza córcia - Łucja :) Musiałam nadać bohaterce to imię nie tylko dlatego, że kocham moje dziecko :), ale to właśnie moja Łucja zdecydowała, że mam napisać o świetliku... Jest więc właściwie współautorką ;)

Na płycie z kolei, usłyszycie je czytane z podziałem na role przez znane osobistości. Bajki sercem przeczytali: Tamara Arciuch, Małgorzata Socha, Bartek Kasprzykowski, Bartosz Opania, Marek Kaliszuk, Krzysztof Materna, Jacek Pałasiński oraz związane z Malborkiem, Agnieszka Cegielska i  była Miss Polonia Marcelina Zawadzka.

 Nieźle co? Po prostu książkowe must have.


środa, 4 listopada 2015

Typowy bohater

Z przygotowań do matury z języka polskiego (a dawno to było) najbardziej zapamiętałam jedno słowo: topos. Moja ukochana polonistka uczulała nas, że na maturze może pojawić się pytanie o powtarzający się motyw w literaturze: miłość, nienawiść, natura, podróż itp. Te oczywiście trzeba było wskazać w dziełach na przełomie epok od starożytności i średniowiecza przez romantyzm po Młodą Polskę i literaturę II wojny światowej/współczesność.

W moich recenzjach wielokrotnie, z przymrużeniem oka oczywiście, przywoływałam określenie - podręcznikowy bohater. I obiecywałam sobie o nim post. To właśnie taki mój topos, z którego z chęcią napisałabym maturę ;) Ale zamiast epok literackich wymieniałbym rodzaje książek (i filmów).

Jak więc wygląda typowy bohater w poszczególnych gatunkach? Zacznijmy od tego, w którym najczęściej się zaczytuje.



TYPOWY BOHATER KRYMINAŁU*




PŁEĆ: Zdecydowanie najczęściej mężczyzna

ZAWÓD: Policjant, czasem prokurator. Ktokolwiek z osób pracujących przy śledztwie. Bywa też prawnik, dziennikarz, w nieco oryginalniejszych wersjach - pisarz.
 
WIEK: kryzys wieku średniego

ŻYCIE RODZINNE: Rozwodnik albo żonaty uwikłany w romans
CECHY CHARAKTERU: ponurak, outsider, gbur, cwaniak, inteligenty

STAN PSYCHICZNY: Na skraju depresji, uzależniony od alkoholu albo leków psychotropowych

PRZYJACIEL: Najlepszy kumpel z pracy, znają się od pieluchy. Przyjaciel dla odmiany ma kochającą rodzinę, nie popełnia życiowych błędów jak typowy bohater, a gdy razem piją on kończy trzeźwy

WRÓG: Kobieta. Również pracująca przy śledztwie. Dobra w tym, co robi. Jest inteligenta, chłodna i seksowna, co go wkurza i podnieca jednocześnie. Lądują w łóżku.

HOBBY: Niekonwencjonalne metody pracy

DOŚWIADCZENIE ZAWODOWE: Najlepszy glina/prawnik/dziennikarz w mieście. 

DOŚWIADCZENIE ŻYCIOWE: Traumatyczne przeżycie w dzieciństwie. Ojciec bohatera też był gliną, ale zginął z rąk przestępcy, którego ścigał całe życie. Wtedy nasz bohater zrozumiał, że musi pomścić śmierć ojca i poświęcić się sprawiedliwości. Lub całkiem odwrotnie - jako jedyny wyszedł na ludzi pochodząc z patologicznej lub przynajmniej biednej rodziny. Może też mieć coś na sumieniu - błąd młodości lub morderstwo  (niekoniecznie) w samoobronie.
 
HAPPY END: Rozwiąże sprawę, bo zobaczy tę oczywistość, której nie zauważył nikt inny. Właściwie to on ją widział już na samym początku, tylko nie mógł sobie tego przypomnieć. Ogólnie dorwie skurczybyka, choć nie bez szwanku. Będzie miał jakieś zadrapania, ewentualnie ranę postrzałową



*niektóre cechy mogą się wykluczać.


A jaki typowy bohater ma pojawić się kolejnym razem? Wybraniec z młodzieżówek czy naukowiec z filmów katastroficznych? Dajcie znać w komentarzach. A jeśli pominęłam jakieś info o typowym bohaterze kryminału - chętnie wciągnę je na listę.

....

Ps: Choć jest to post z dużą dozą ironii, nie ma na celu krytyki autorów. Wszak sama mam ambicje stać się jednym z nich, a raz nawet mi się udało. Więc jak mi się zdarzy jeszcze kiedyś, na pewno sięgnę po wyświechtane schematy ;)

sobota, 31 października 2015

Jak Mickiewicz obchodził Halloween... ;)

Chciałam zacząć ten post od "Ciemno wszędzie, głucho wszędzie..." ale w sieci natknęłam się już na kilka tak rozpoczynających się tekstów, więc oryginalnością nie zabłysnę.
Przy wpisie o Nocy Kupały (KLIK) wspomniałam, że walentynki mi nie przeszkadzają - mogą sobie być, ale ja preferuję słowiańskie święto miłości. Podobnie mam z nocą z 31 października na 1 listopada. Jak sobie ktoś chce, to niech przebiera się za wampiry i inne czarownice. Jakby dzieciaki zapukały do mnie po cukierki - to też dam. Zresztą kto by chciał sprzątać mąkę i jajka z wycieraczki.
A będąc już całkiem poważna, to prywatnie obchodzę Dzień Wszystkich Świętych i Zaduszki. Pomodlę się za zmarłych, zapalę im świeczkę. Choć zdaję sobie sprawę, że to pozostałości właśnie po słowiańskim Święcie Przodków - Dziadach. I to przy nich jestem sercem, a raczej duszą :) (i zainteresowaniem).


Źródło: https://www.facebook.com/CzasFolkloru/

W podstawówce (która to była klasa, nie pamiętam - siódma lub ósma chyba) razem z koleżankami przygotowałyśmy przedstawienie do drugiej części "Dziadów" Mickiewicza. Byłam Widmem. Trochę szkoda, że to nie były czasy fejsa i komórek, miałabym teraz pewnie jakieś zdjęcia. Moglibyście się ze mnie ponabijać, wyglądałam uroczo, znaczy upiornie. I nie tylko ze względu na rolę ;).

Akcja mickiewiczowskich "Dziadów" to pomieszanie obrzędów słowiańskich z chrześcijańskimi. Dziś 1 i 2 listopada to głównie modlitwy, odwiedzanie grobów, zapalnie na nich zniczy i stawianie kwiatów.  Dawniej temu świętu poświęcało się więcej uwagi. Co z tego pozostało?

Teraz stawiamy znicze - kiedyś rozpalano ognie dla wędrujących dusz, by wskazywał drogę do bliskich i pomogły wrócić z powrotem do Nawii - świata zmarłych. Obecnie, oprócz świeczek, stawiamy na grobach najwyżej kwiatki, a dawni Słowianie przy mogiłach wyprawiali prawdziwe uczty, przynosząc zmarłym strawę - chleb, kaszę, jajka, kutię czy miód.

Ważne też było, aby nie skrzywdzić wędrującej duszy, a można to było zrobić poprzez wykonywanie pewnych obowiązków domowych - jak palenie w piecu, szycie czy sprzątanie jedzenia ze stołu (które to właśnie miało trafić właśnie na groby). Czynności te mogłaby utrudnić wędrówkę duszy - mogłaby np. zaplątać się w nici, a ogień w piecu, uniemożliwiłby jej przejście przez komin. [1]

A może w Waszych domach są jeszcze jakieś tradycje związane z - najogólniej mówiąc - świętem zmarłych. Podzielcie się swoimi zwyczajami bez względu na to czy jesteście chrześcijanami, rodzimowiercami, ateistami czy pozostajecie wierni Halloween zgodnemu z irlandzką tradycją, do której nawiązują dyniowe maski. Czym dla Was jest ta noc/dzień/dni? Nie chodzi mi tu o wyższość jednego podejścia nad drugim.
Po prostu powiedzcie czy w całym tym zamieszaniu, pomiędzy staniem w korkach w drodze na cmentarz a imprezą w przebraniu za zombie macie chwilę, by się nad tym zadumać...?


A "Dziady cz.II" możecie przeczytać TUTAJ



[1] Informację o domowych obowiązkach zaczerpnęłam ze strony Sławosław.pl, z niej też dowiecie się dużo więcej o Święcie Przodków - polecam.

czwartek, 29 października 2015

Patronat Szufladopółki - Horror na Roztoczu 2 - Insomnia, (recenzja - podsumowanie)

Jak tam, szykujecie się na Halloween? Bo ja na Dziady :) Tak czy siak w ostatnich dniach mogliście znaleźć u mnie kilka postów, które powinny Was w ten przerażający nastrój wprowadzić. To jeszcze raz, w skrócie dla niewtajemniczonych. Szufladopółka objęła patronatem publikację Horror na Roztoczu 2 - Insomnia.





Jest to zbiór 15 opowiadań, z racji patronatu, trochę się pochyliłam i opisałam pokrótce każde z nich. Opinię zamieściłam w trzech częściach - w każdej wprowadzam Was w pięć opowiadań. A znajdziecie je tutaj:



W poprzednich wpisach wspomniałam, że zbiór zawiera też opowiadanie gratisowe - to moje określenie, nie wydawcy. Nie znajdziemy go na końcu książki czy też w postaci osobnej broszurki :). Jest rozbite na osiem części i pojawia się pomiędzy pozostałymi utworami, każdy fragment jest swoistym wprowadzeniem do kolejnej grupy tekstów. Fakt, że opowiadanie jest podzielone potęguje doznania. Jesteśmy bardzo ciekawi, co będzie dalej. Przewrcamy stronę, a tu bach, inny tekst. Oczywiście można przeczytać je za jednym razem, ale gdyby tego chcieli autorzy zamieściliby je w całości, prawda? A więc uszanowałam ich wolę i powoli, z narastającym strachem, odkrywałam tajemnicę Alberta, który podczas porządków na strychu znalazł pewną książkę. Taki tam zbiór opowiadań grozy. Jakiś dziwny, oparty na snach czy coś... :) Coś wam to mówi? A jak zdradzę, że to wcale nie były spisane sny, a prawdziwe zdarzenia... Brrr...

Autorami gratisowego opowiadania są Marek Zychla i Łukasz Kiełbasa.

Co jeszcze mogę powiedzieć w podsumowaniu? Zwyczajnie cieszę się, że ten projekt wypalił. Jako czytelnik dziękuję każdemu, kto dołożył cegiełkę na PolakPotrafi.pl. Łukaszowi Kiełbasie gratuluję pomysłu, choć nie zazdroszczę koszmarnych wizji, który co prawda we wstępie mówi, że już ich nie ma.
Wyrazy uznania dla pozostałych twórców, że czyjeś wizje potrafili przelać na papier, to na pewno nie było łatwe. 
Czytanie umilały również, no dobra, powinnam była napisać, "przerażenie wzbudzały" ilustracje Asi Jedlińskiej, zamieszczone przed każdym utworem. Namiastkę macie na okładce.
Ach, no i jakże bym mogła nie wspomnieć. Roztocze - nie byłam tam, ale kolejny raz książki przeniosły mnie w to mroczne, ale jakże interesujące miejsce. Wcześniej w podróż zabrał mnie Stefan Darda - (klik i klik). Nic tylko odwiedzić tamte strony. Mieszkającym w pobliżu o mocnych nerwach polecam wziąć książkę w rękę i wybrać się tam w podróż. Najlepiej 31 października ;)







środa, 28 października 2015

Gadżety mola książkowego: Nie ma, że zimno - ogrzewacz do rąk.

My mole książkowi kochamy jesień, prawda? No bo jak się kojarzy? Kocyk, herbatka i KSIĄŻKA :) Długie wieczory i jesienna aura sprzyjają czytelnictwu. Ale. Trzeba sobie stworzyć odpowiednie warunki. Musi być cieplutko. Ja oprócz wspomnianego wyżej zestawu obowiązkowego, w swoim kąciku mam nawet kaloryfer :) 


Ale jeśli ktoś z Was jest typowym zmarzluchem, ogrzewanie u was szwankuje, albo chcecie czytać wszędzie np. na przystanku - to mam dla Was idealne rozwiązanie - ogrzewacz do rąk.



Jak tylko zobaczyłam to cudeńko - wiedziałam, że muszę je mieć. Kupiłam je w Pepco, a znalazłam tuż przy kasie, czekając w kolejce, a więc dałam złapać się na sztuczki, o których pisałam na Targetowej :) (KLIK).

Wygląda jak mini termofor, mieszczący się w dłoniach. Żeby zaczął grzać, nie trzeba mieć przy sobie czajnika z wrzątkiem - dlatego można używać go nawet w plenerze. Pod ślicznym wełnianym okryciem (jest kilka wzorów do wyboru - ja, wiadomo, postawiałam na turkus) znajduje się foliowa torebka z cieczą i małą blaszką. Aby ogrzewacz zrobił się ciepły wystarczy zgiąć tę blaszkę. Wtedy ciecz powoli twardnieje i nagrzewa się. 

 Ogrzewacz do rąk można położyć między książkę a dłoń i cieszyć się ciepłem.




Gdy już wystygnie konieczne jest rozpuszczenie żelu - poprzez gotowanie torebeczki przez 10 minut. I to jedyny minus, bo jeśli skorzystasz z niego np. jadąc do pracy, to w drodze powrotnej już nie. Chyba, że w pracy dysponujesz garnkiem i kuchenką.

Aczkolwiek wiem, że są na rynku też takie żelowe termofory bez blaszki, które można pogrzać w mikrofali.

Jeśli ogrzewacz skradł wasze serca, tak jak moje, to radzę biec do Pepco, bo coś czuję, że może szybko zniknąć z półek. Tym bardziej, że kosztuje raptem 7,99 zł!

....
Post z ogrzewaczem od dawna zaplanowany na dziś, a tu niespodziewanie dostałam w prezencie urodzinowym od męża - taki gadżet. Portfel - bez dwóch zdań potrzebny książkoholikom, więc może i o nim napiszę  :) A w gratisie karta do Empiku. Prawda, że mam cudownego męża?




wtorek, 27 października 2015

Z gratulacjami... 13. Konkurs Literacki Fundacji Elbląg roztrzygnięty

Z bólem serca oddałam swoje zaproszenie na Jubileuszową XV Galę Fundacji Elbląg, no ale wiecie, mały człowieczek trzyma mnie w domu :) A jak jeszcze się dowiedziałam że "moi ludzie" zdobyli nagrody i wyróżnienia... Ach, szkoda, że tego nie widziałam na żywo, ale gratuluję Wam serdecznie!

W poniedziałek, 26 października odbyła się uroczysta gala Fundacji Elbląg - podsumowująca piętnaście lat jej działalności. Impreza była połączona z wręczeniem nagrody dla Filantropa Roku i tym, co budzi we mnie największe emocje - rozstrzygnięciem Konkursu Literackiego. 13 edycja okazała się szczęśliwa - wśród nagrodzonych jest troje cudownych klubowiczów, których jestem fanką i jedna pozaklubowa, ale równie serdeczna, koleżanka :) 

Źródło: https://www.facebook.com/Fundacja-Elbl%C4%85g-Fundusz-Lokalny-Regionu-Elbl%C4%85skiego-231116370266086/


Wyniki prosto ze źródła - strony Fundacji - wraz z komisyjnym uzasadnieniem:

poniedziałek, 26 października 2015

Patronat Szufladopółki - Horror na Roztoczu 2 - Insomnia, (recenzja cz.3)

Przedostatnia część recenzji "Horroru na Roztoczu 2.  W kolejnej podsumowanie, a jeśli macie zaległości, to poprzednie znajdziecie tutaj:


Część 1
Część 2


Piec - zawsze cię ogrzeje

Sylwia Błach i Łukasz Kiełbasa

 W moim rodzinnym domu jest piec do ogrzewania centralnego. Kiedyś nawet udało mi się zagotować w nim wodę. Dobrze, że nie rozsadziło grzejników...  Choć mini powódź mam na koncie. 
Bohaterka opowiadania pt. "Piec" nie lubiła zimna. Zmarznięte dłonie i spowodowany zimnem ból w stawach wyganiały ją spod dającej namiastkę ciepła kołdry do kotłowni. Ale piec chyba nie lubił gospodyni domu. A może to ona źle się nim opiekowała?
Przerażający piec kojarzy mi się z dwoma filmami - jeden, wiadomo, klasyka gatunku i hit dzieciństwa - "Koszmar z ulicy wiązów" a drugi to wygrywający telewizję w święta - "Kevin sam w domu". Piec z opowiadania Sylwii Błach i Łukasza Kiełbasy może i nie miał budzącej grozę twarzy, ale hmm, nie chcielibyście mieć takiego w domu.

"Sylwester" - ale to była impreza...

Piotr Ferens i Łukasz Kiełbasa


W tym opowiadaniu mamy okazję przyzwyczaić się do bohatera. Polubić go, a nawet współczuć. A wierzcie mi, jest czego. Zaczyna się tak niewinnie. Ot, nastolatek wybiera się na imprezę sylwestrową. Wydaje wam się, że domyślacie się, co wydarzy się potem. No, właśnie, wydaje wam się, bo akcja toczy się dość zaskakująco. Autorzy również bardzo dobrze zbudowali nastrój, idealnie wręcz jak na krótką formę. Może było trochę krwisto, czego nie lubię, ale nie było to jednak takie nachalne.
A fabuła? Jak ze snu. Bynajmniej nie słodkiego.

"Zaraza" - ratuj się kto może!

 Artur Jastrzębowski i Łukasz Kiełbasa
 

Jakie instynkty kierują człowiekiem? Co jesteśmy w stanie zrobić, by przeżyć albo ochronić najbliższych? Wszelkiej maści zarazy to dobry materiał na utwory - jak nie katastroficzne, to grozy czy postapo. Tajemnicze epidemie, nieuleczalne choroby, zarazy zamieniające ludzi w wampiry, zombie czy inne abby. Łukasz Kiełbasa pewnie obejrzał lub przeczytał coś z gatunku przed pójściem spać, skoro miał potem tak zeschizowany sen ;).
Lubię tego rodzaju pozycje, chociaż sceny rozrywania ofiar na strzępy oglądam przez szpary w palcach. Najbardziej interesuje mnie, co się dzieje z ludźmi, którzy się przed ową zarazą chronią. Jak się zmieniają, do czego są zdolni, jakie instynkty biorą nad nimi górę. Nie będę zdradzać fabuły opowiadania Artura Jastrzębowskiego i Łukasza Kiełbasy. Powiem tylko, że byli tam i zarażeni i z zarazą walczący...

"Pajęczak" - scenariusz na horror klasy C

Juliusz Wojciechowicz i Łukasz Kiełbasa
 

To oczywiście moje subiektywne odczucie, ale człowieko-pająki (oprócz Spidermana) szczególnie mnie nie pociągają. Pajęczak to opowieść o pewnym wynalazcy, który, jak można się domyślić, nieco popłynął. Ja takich historii nie kupuję, nawet jeśli pomysł wziął się ze snu.  I może właśnie dlatego i styl wydał mi się nieco słabszy. A może to po prostu nie moja bajka.

"Niepokój" - czujesz go?

Edward Mara i Łukasz Kiełbasa

Skoro zbiór o sennych koszmarach, to przydałaby się senna klamra. Zarówno pierwsze jak i ostatnie opowiadanie (nie licząc jednego ekstra, o którym napiszę w podsumowaniu) ma podobny klimat. Bohater budzi się z uczuciem niepokoju. Wie, że siło mu się coś złego, ale nie potrafi sobie przypomnieć co. I tu się dzieje to, co zwykle dzieje się w horrorach (nie, to nie jest przytyk) - bohater postawia się dowiedzieć, co jest grane. Więc, nie bez strachu, idzie sprawdzić skąd dochodzi pewien tajemniczy odgłos. Jak to się skończy? Czy naprawdę rodzinny dom jest miejscem, w którym możemy czuć się bezpiecznie? W życiu pewnie tak. W opowiadaniach grozy - niekoniecznie ;).


I tak oto pokrótce zapoznałam Was z zawartością zbioru opowiadań Horror na Roztoczu 2 - Insomnia.  Niebawem pojawi się jeszcze wpis podsuwający, w którym wspomnę o "gratisowym" opowiadaniu. Bądźcie czujni.

piątek, 23 października 2015

Patronat Szufladopółki - Horror na Roztoczu 2 - Insomnia, (recenzja cz.2)

Ciąg dalszy recenzji "Horroru na Roztoczu 2". Pierwsza część i wprowadzenie do cyklu tutaj.



"Tama" - przed czym chroni mieszkańców?

Renata Kiszczak i Łukasz Kiełbasa

Małe społeczności mają swoje tajemnice. Niewielkie, wydawałoby się sielankowe miasteczka nie zawsze są gościnne. Nawet jeśli goście mieliby tylko przez tę mieścinę przejść. Zależy jeszcze jacy goście...
Bardzo tajemnicze opowiadanie i jak na krótką formę, zmieściło się coś na kształt prologu, porządne rozwinięcie i dobitne zakończenie. Czytałam z zaciekawieniem. Polecam.





"Wichura" - uwaga, bo wieje...

Juliusz Wojciechowicz i Łukasz Kiełbasa


Nie wątpię w bujną wyobraźnię autorów, ale niektóre opowiadania tego zbioru są tak surrealistyczne, jak tylko mogą być sny. I właśnie wichura taka jest. Jako wielbicielka filmów katastroficznych z wypiekami na twarzy zabierałam się do tekstu o wielkim wietrze. Ale, ale. Przecież to horrory są.  Kręcące się tornado, zwyczajnie niszczące wszystko, co spotka na swojej drodze, to trochę za mało jak na opowiadanie grozy. I tu było dużo, dużo więcej. I chociaż trudno walczyć z naturą, to nadnaturalnymi zjawiskami jeszcze bardziej.


"Niebo" -  wierzysz w nie?

Marta Krajewska i Łukasz Kiełbasa

To kolejne opowiadanie z rzędu smutnych. Choć według mnie wyróżnia się na tle innych. Jest nie tyle straszne, co przerażające. Przeraża niesprawiedliwością. To właściwie nie jest opowiadanie grozy, a baśń. Ale taka prawdziwa, jak kiedyś, jak "Dziewczynka z zapałkami" czy "Królowa Śniegu". Jak się wczytacie, będzie nawet morał. Choć ciężki do przełknięcia.


Kolejny "Dom w głębi lasu"? 

Leszek Siemiński i Łukasz Kiełbasa

Klasyka gatunku, chciałoby się rzec. Piękny dom w spokojnej okolicy i szczęśliwa zamieszkująca go rodzina. Och, ile to horrorów się tak zaczyna? Ciężko zliczyć. I czy tak wyświechtany motyw może przynieść jeszcze coś nowego? A no może. Czy można się jeszcze przy tym bać? I to jak. Początek? Równie typowy. Tata wyjechał, mama musi pojechać do sklepu i chłopcy zostają w domu sami. Czy raczej pod opieką starszej sąsiadki, która dla nich jest niczym wiedźma. Kolejna bajka? Może, ale dla dorosłych. Zakończenie poraża.


"Batyskaf" - czyli spotkanie po latach

Dagmara Adwentowska i Łukasz Kiełbasa

Wierzycie w prawdziwą przyjaźń? Taką od szczenięcych lat, gotową do poświęceń, na dobre i na złe? Piotr i Tomasz za dzieciaka byli najlepszymi kumplami, ale pewne nieprzyjemne wydarzenie sprawiło, że ich drogi się rozeszły. Czy po latach uda im się odbudować więź? Czy weekend na Mazurach, na który Tomek zaprosił Piotra z rodziną naprawi to, co kiedyś się popsuło? Od początku wiadomo było, że coś musi się tu wydarzyć. Ale co? Czy chodziło o tytułowy batyskaf czy może kluczem do tajemnicy jest żona Tomasza, Zuzanna - małomówna, piękna,, tajemnicza i... przypominająca Rusałkę?
Ciekawe opowiadanie. Podobało mi się. Pewnie przez to skojarzenie z Rusałką ;)



I to była druga część recenzji. Mam dla Was jeszcze dwa wpisy poświęcone tej książce - recenzja kolejnej piątki opowiadań i podsumowanie.



środa, 21 października 2015

Patronat Szufladopółki - Horror na Roztoczu 2 - Insomnia, (recenzja cz.1)

"Horror na Roztoczu 2 - Insomnia" to zbiór opowiadań grozy, których akcja rozgrywa się na Roztoczu. Książka powstała na podstawie koszmarnych snów Łukasza Kiełbasy. Pomysłodawca i kilkunastu innych autorów przelali je na papier, byśmy i my mogli poczuć ten lęk. Jak można się domyślić po widniejącej w tytule dwójce, to już druga część.Obie zostały wydane dzięki finansowaniu społecznemu - twórcy zbierali na wydanie na portalu PolakPotrafi.pl.

Autorami opowiadań w antologii są: Łukasz Kiełbasa, Dagmara Adwentowska, Sylwia Błach, Piotr Borowiec, Piotr Ferens, Artur Jastrzębowski, Marta Krajewska, Juliusz Wojciechowicz, Edward Mara, Marek Zychla, Renata Kiszczak. Ilustracje do opowiadań przygotowała Asia Jedlińska.

Szufladopółka objęła książkę patronatem. Pisałam o niej TU i TUTAJ . Jestem już po lekturze i mam zamiar podzielić się z Wami swoją opinią, a że zbiór składa się z piętnastu opowiadań, podzielę moją recenzję na kilka wpisów, aby nie robić najdłuższego w historii posta.






wtorek, 20 października 2015

Oto ja - Oliwia

Spokojnie, nie zamieniłam bloga na parentingowy, ale pozwólcie, że oddam głos, czy też klawiaturę, mojej młodszej córci:

Witajcie Szufladopółkowicze,

Jestem Oliwia i mam niecałe dwa tygodnie. Urodziłam się 8 października 2015 roku. Wiem, że kiedy byłam jeszcze w brzuchu mamy, ona się trochę leniła i nie zaglądała tu zbyt często. Chyba nie czuła się najlepiej. Ale spokojna głowa, teraz jestem już ja i będę jej pilnować. Ponoć ma już dla Was jakieś recenzje. Zajrzyjcie jutro. Mam nadzieję, że będziecie ją czytać, bo, wiecie, będzie jej smutno... :( A tak wyglądam. Dodaję zdjęcie, bo wypada, żebyście wiedzieli, kto do Was mówi.



Pozdrowienia ode mnie i od mamy :)

piątek, 11 września 2015

Mój własny festiwal literacki w moim mieście! Wielorzecze!

Jak wiecie niebawem na świecie pojawi się moje maleństwo, to jest dziecko moje i mojego męża. Tak w połowie października. (Ponoć).  Ale teraz chciałabym pochwalić się dzieckiem Stowarzyszenia Alternatywni, do którego jak również wiecie, należę. Więc to też jakby moje dziecko ;) I choć mój obecny stan sprawił, że szczególnie się do poczęcia nie przyłożyłam, to mam chociaż nadzieję być na rozwiązaniu. Przesadzam z macierzyńskimi metaforami? Wybaczcie. Zanim więc całkowicie mnie poniesie, wkleję tu tekścik stworzony przez mą alternatywną, klubową koleżankę, Kamilę, rzecznik prasową o Festiwalu Wielorzecze - trzydniowej literackiej imprezie, która odbędzie się w pierwszy weekend października w Elblągu. Normalnie mój festiwal w moim mieście. Zacieszam! I zapraszam. Bądźcie tam koniecznie!






wtorek, 11 sierpnia 2015

Kopernik to stary piernik

Najwyższy czas, by opisać, co robiłam w weekend tydzień temu...
Jak już wspominałam tutaj, lubimy czasem z mężem wykorzystać weekend, kiedy dłuższe wakacje nie są nam pisane. W tym roku celem naszej ekspresowej wycieczki miały być Toruń i Golub-Dobrzyń. Wypad miał odbyć się na początku lipca, nawet już wyruszyliśmy w drogę, ale nasz samochód stwierdził, że się popsuje. Dojechaliśmy wtedy do Osady Jeziornej pomiędzy Malborkiem a Tczewem, gdzie na łonie natury pozbyliśmy się negatywnych emocji. Zostaliśmy tam na noc i mieliśmy dzięki temu nieplanowane wakacje. Ale Toruń musieliśmy nadrobić.

Udało się w pierwszy weekend sierpnia. Miejsc do odwiedzenia było mnóstwo, a czasu naprawdę mało, tym bardziej, że tym razem mieliśmy tylko sobotę. A więc grunt to organizacja. Kopernik stoi sobie na samym środku starówki, więc spokojnie udało się go odwiedzić i wykonać pamiątkową fotkę.



wtorek, 14 lipca 2015

"Kwietniowa czarownica" Majgull Axelsson [recenzja]

Jak na czarownicę w tytule, czarowania w tej książce nie było zbyt dużo. Oczywiście, był wątek magiczny i baśniowy, tajemniczy nastrój. Jednak dużo bardziej zdominowała ją prawda. Gorzka prawda.
 
Opis z okładki:
"Jedna z moich sióstr ukradła mi życie. Chcę wiedzieć, która" - myśli Desiree, leżąc na szpitalnym łóżku. Uwięziona w kalekim ciele,posiada niezwykłą moc.Niczym kwietniowa czarownica potrafi wcielać się w ludzi i zwierzęta. Ma trzy siostry, które nie wiedzą o jej istnieniu. Pewnego dnia każda z nich dostaje list przywołujący dawne,bolesne wspomnienia. Muszą raz jeszcze stanąć twarzą w twarz z tajemnicą, która zdecydowała o ich życiu."


"Kwietniowa czarownica" oczarowała moją serdeczną koleżankę Olę na tyle, że nazwała swojego bloga nawiązując do tej książki. To właśnie Wiosenna Czarownica poleciła i pożyczyła mi tę książkę. Przyznam, przeleżała swoje na półce (między innymi dlatego), ale w końcu poznałam historię Desiree i jej sióstr.

Nie zdradzę odpowiedzi na kluczowe pytanie. Nie powiem, która z sióstr zabrała Desiree życie. Ale na pewno żadna nie zabrała jej szczęścia. Bo żadna z nich nie była szczęśliwa. Miewały lepsze okresy w życiu, ale każda tak dostała od niego w kość, tak bardzo została zraniona, że przeszło mi nawet przez myśl, że gdyby wiedziały o istnieniu niepełnosprawnej siostry, to momentami one zazdrościłyby jej.  Brzmi strasznie? Wiem...

środa, 8 lipca 2015

Gadżety mola książkowego: karton na książki

Regały, półki, biblioteczki - każdy książkoholik spotyka się z problemem - kiedyś zaczyna brakować miejsca na nasze skarby. Ale przecież musimy je mieć, bo...bo... Bo tak! Gdzie więc je chować? Do książkowego kartonu!

Pamiętajcie mój sposób oceniania? Oprócz tradycyjnego punktowego, wymyśliłam sobie swój - czterostopniowy. Nie kieruję się w nim żadnymi cyframi czy gwiazdkami, ale... miejscem, w którym  daną książkę przechowuję (przechowywałabym, gdybym ją miała). Wygląda tak:

Najwyższa półka
Półka
Szafka
Karton

Oczywiście jest to dość umowne, bo jak wspomniałam, nie zawsze dana książka jest moja, ale też tak naprawdę nie miałam do tej pory żadnego kartonu...
A więc oto i on, zakupiony w Carrefourze za całe 2.99, z przeznaczeniem widocznym na załączonych obrazkach:





Karton, jak to karton, zrobiony...  z kartonu. Więc jego wytrzymałość jest dość ograniczona. I biorę pod uwagę, że kiedyś się skończy. Będę starała obchodzić się z nim bardzo delikatnie.

A Wy, gdzie trzymacie książki, gdy zabraknie miejsca na półce?

środa, 1 lipca 2015

Ziarno prawdy, Zygmunt Miłoszewski [recenzja]

Wracam z recenzjami (w końcu), w tym z obiecaną opinią o "Ziarnie Prawdy". Możliwe, że część z Was zna fabułę, jeśli nie z książki, to z filmu. Całkiem niezłego, swoją drogą. I o nim dorzucę parę groszy. Ale to potem. Recenzję pierwszej części "Uwikłanie" znajdziecie TUTAJ. Najpierw opis wydawcy:




Druga część bestsellerowej trylogii o prokuratorze Szackim! Wiosna 2009 roku, rozczarowany prokurator żegna się z Warszawą i przenosi się do Sandomierza.

Tam spada na niego śledztwo w sprawie dziwacznego morderstwa cenionej działaczki społecznej. Szacki musi zmierzyć się ze ścianą milczenia i medialną gorączką. I z historią, która wydarzyła się przeszło sześćdziesiąt lat wcześniej…




Miłoszewski nie spuszcza z tonu, wręcz przeciwnie. To doskonały przykład autora, który naprawdę się rozwija. Już w przypadku poprzedniej części podziwiałam jego kunszt i odrabianie pracy domowej. I po lekturze "Ziarna prawdy" mogę tylko potwierdzić swoje słowa. Przyznam, że czasem drażni mnie, kiedy jeden autor ciągle pojawia się w mediach, dostaje kolejne nagrody literackie. I tak było przez pewien czas z Miłoszewskim. Nie dlatego, że uważam, że na te nagrody nie zasługuje, ale dlatego, że mam wrażenie, że jurorzy czy czytelnicy idą za falą.... Trochę jestem przekorna, bo jednocześnie twierdzę, że Miłoszewski sobie na te wyróżnienia zapracował, ale czułam, że jest nam, czytelnikom wciskany, śmierdziało mi to komerchą i marketingiem, a wtedy łatwo się zawieść. Tak np. miałam z  Karpowiczem, jego wychwalanych pod niebiosa "Ości", (tak przyznaje się) nie przeczytam do końca, bo uznałam je za przeciętne i zwyczajnie... nudne. Ale coby nie gubić wątku. Miłoszewski ma świetny warsztat, bez dwóch zdań.

piątek, 26 czerwca 2015

Nowa ja razy dwa!

Jeśli byliście u mnie wcześniej i jesteście teraz, to widzicie zmiany :) W końcu! Już naprawdę od dawna chciałam coś zmienić, ale moje zdolności graficzne są bliskie zeru, a i grzebanie w szablonach i innych hateemelach jakoś mnie nie kręci (ale wnętrza lubię urządzać, żeby nie było :)). I wtedy pojawiła się ONA, Natalia! I zmieniła moje oba (!) blogi - Szufladopółkę i Targetową. Do tej drugiej zrobiła mi nawet moje wymarzone logo à la kod kreskowy.

Ale po kolei. Po pierwsze to ekspresowa dziewczyna. Szybko się odezwała, po drugie konkretna - w mig pojęła o co mi cho... i stworzyła to, co chciałam. A co chciałam?


sobota, 20 czerwca 2015

Świętujemy Noc Kupały!

Wiem, że wiecie, że tak myślę, ale się powtórzę. Słowiańska mitologia jest najpiękniejsza, najciekawsza i najbardziej tajemnicza ze wszystkich. Najbardziej nasza. Uwielbiam ją. I jak na zdeklarowaną romantyczkę nie mogę nie obchodzić takiego święta jak noc Kupały...

Nie neguję walentynek, niech sobie będą czerwone serduszka i słodkie czekoladki, ale ja święto miłości obchodzę w Kupalnockę. To słowiańskie święto ognia, wody, słońca i księżyca, urodzaju, płodności, radości i miłości właśnie, przypada w najkrótszą noc w roku. Wiąże się z letnim przesileniem i wypada gdzieś w okolicach 21-22 czerwca, ale w zależności od terenu, różnych legend i źródeł święto to zwie się też sobótką. A że dziś akurat jest sobota...

Jak świętować Noc Kupały? Koniecznie nad wodą. Choć mamy w Elblągu rzekę i całkiem ładny bulwar, chcieliśmy być bliżej natury. Padło więc na pobliską Wyspę Nowakowską. Nie powiem, pobłądziliśmy trochę, by po jakimś czasie wrócić w to samo miejsce, ale warto było.


Bajki sercem przeczytane

Zielona mięciutka trawka, kolorowanki, trochę zabawek i oczywiście DZIECI!  Czerwcowa Elbląska Scena Literacka za nami. Autorzy (a właściwie ich część) bajek i opowiadań dla maluchów, których teksty znajdą się w książce "Bajki Sercem Pisane" zaprezentowali swoje utwory tej wyjątkowej publiczności na Małej Scenie elbląskiego teatru.


wtorek, 16 czerwca 2015

I ja napisałam bajkę... sercem. Zapraszam na kolejną Elbląską Scenę Literacką.


Pamiętacie Izę Chojnacką - Skibicką? Tę od Zupy z pokrzyw? Zapytała kiedyś Alternatywnych czy podejmiemy się napisania bajki, opowiadania dla dzieci, bowiem znana jej skądinąd Fundacja Szkoła Otwartych Serc z Malborka, po raz kolejny postanowiła wydać książkę dla dzieci i potrzebuje kolejnych autorów. Zgłosiłam się od razu, uznając że pisanie dla dzieci będzie nie lada wyzwaniem. I było. Skoro to dla dzieci, zapytałam mojej Łucji, o czym ma być bajka. Przekonana, że opowie coś w stylu o księżniczkach, wróżkach, ewentualnie kucykach, delikatnie zamarłam słysząc:

- O świetliku!
-???

Ale słowo się rzekło. Zresztą, o księżniczkach pewnie było powiedziane już wszystko. A więc napisałam, wysłałam i razem z innymi autorami mam zamiar przeczytać ją w najbliższy piątek podczas Elbląskiej Sceny Literackiej.
Wszystkich zapraszam serdecznie na Małą Scenę Teatru im. Aleksandra Sewruka w Elblągu na godzinę 17.00. Bierzcie pociechy, rodzinę, sąsiadów i znajomych, z dziećmi oczywiście.


poniedziałek, 15 czerwca 2015

Szufladopółka na Ogrodach

Jak zobaczyłam program to myślałam, że zwariuję. Głównie dlatego, że już wtedy wiedziałam, że będę musiała sobie odpuścić koncerty czy niektóre spotkania. Ciężko więc i niesprawiedliwie byłoby oceniać całe wydarzenie. Jednak bardzo, ale to bardzo się cieszę, że coś takiego zadziało się w Elblągu. Oto "moje" 12. Letnie Ogrody Polityki.


Na szczęście, jak nie realnie, to można w nich było uczestniczyć też wirtualnie, ale o tym za chwilę. Pierwszym wydarzeniem, na którym byłam obecna fizycznie było spotkanie autorskie z Sylwią Chutnik i Jakubem Żulczykiem pt. Pisanie miasta, które poprowadziła Justyna Sobolewska. Jak na taki temat, to o mieście aż tak dużo nie było, wiadomo, że rozmowy potoczyły się w różnych kierunkach. Przede wszystkie trzeba podkreślić, że to było bardzo sympatyczne spotkanie, pomijając, że swoje zrobił klimacik - na świeżym powietrzu, pod namiotem, nad wodą z widokiem na elbląską starówkę.

fot. Dominik Żyłowski. Fotografia z fp Biblioteki Elbląskiej



środa, 10 czerwca 2015

12. Letnie Ogrody Polityki w Elblągu - muszę tam być!

Jak to u mnie - półsłużbowo, półprywatnie, ale muszę tam być! I chcę, znaczy. Oczywiście te wydarzenia, które wołają mnie najgłośniej to spotkania literackie i warsztaty kreatywnego pisania. Ale spektakle też całkiem nieźle się zapowiadają... Jak dobrze, że to się dzieje w moim mieście.
To tu podzielę się programem - prosto ze strony jednego z organizatorów - Biblioteki Elbląskiej. Najpierw w formie wideo:



I jeszcze wszystko spisane po kolei :)

dzień 1 / 10 czerwca (środa)
12.00 Seminarium samorządowe: DOBRE ŻYCIE W POLSKICH MIASTACH
miejsce: Sala Staromiejska w Kamieniczkach Elbląskich ul. św. Ducha 3-4
14.00 Warsztaty literacko-projektowe: LITERATURA I DESIGN
miejsce: Bulwar Zygmunta Augusta
17.00 Spektakl plenerowy: EPITAFIUM DLA WŁADZY - Teatr Gdynia Główna
miejsce: ul. Wodna / Most Wysoki
18.30 Spotkanie literackie: JAK SIĘ ZMIENIŁY NASZE MIEJSCA - Filip Springer, Marek Przybylik, prowadzenie: red. Martyna Bunda
miejsce: Pub Specjal
20.30 Koncert: MISTER D.
miejsce: Biblioteka Elbląska, ul. św. Ducha 3-7, Sala "U św. Ducha"

dzień 2 / 11 czerwca (czwartek)
12.00 Seminarium samorządowe: SAMORZĄDY OTWARTE NA ŚWIAT? Współpraca międzysektorowa i zagraniczna polskich samorządów.
miejsce: Sala Staromiejska w Kamieniczkach Elbląskich ul. św. Ducha 3-4
12.30  Warsztaty kreatywnego przetwarzania informacji: BRAWUROWE PREZENTACJE
miejsce: Biblioteka Elbląska, ul. św. Ducha 3-7, Dział Zb. Audiowizualnych
17.00 Spektakl plenerowy: ORLANDO - Teatr Gdynia Główna
miejsce: ul. Wodna / Most Wysoki
18.30 Spotkanie literackie: PISANIE MIASTA - Sylwia Chutnik, Jaku Żulczyk, prowadzenie: red. Justyna Sobolewska
miejsce: Pub Specjal
20.30 Koncert: JULIA MARCELL
miejsce: Biblioteka Elbląska, ul. św. Ducha 3-7, Sala "U św. Ducha"

dzień 3 / 12 czerwca (piątek)
12.00 Seminarium samorządowe: KULTURA I ROZWÓJ. Dylematy samorządów
miejsce: Sala Staromiejska w Kamieniczkach Elbląskich ul. św. Ducha 3-4
12.00 i 16.00 Warsztaty kreatywnego pisania I : Loesje
miejsce: Biblioteka Elbląska, ul. św. Ducha 3-7, Czytelnia Główna
18.30 Spotkanie literackie: OBCOŚĆ I SWOJSKOŚĆ. CO TO ZNACZY "JESTEM STĄD"? - Ziemowit Szczerek, Marcin Kołodziejczyk, prowadzenie: red. Mirosław Pęczak  
miejsce: Pub Specjal
20.30 Koncert: DR MISIO
miejsce: Biblioteka Elbląska, ul. św. Ducha 3-7, Sala "U św. Ducha"
22.30 Spektakl plenerowy: BABEL - Teatr Formy
miejsce: Stary Rynek, przed Ratuszem Staromiejskim

dzień 4 / 13 czerwca (sobota)
14.00 i 17.00 Warsztaty kreatywnego pisania II : Loesje
miejsce: ul. św. Ducha 3-7, Biblioteka Elbląska, czytelnia gł.
18.30 Panel dyskusyjny: CZY STAĆ NAS NA NOWE IDEE? - dr Karolina Wigura, dr Michał Łuczewski, dr hab. Jan Sowa, prowadzenie: red. Mirosław Pęczak, red. Edwin Bendyk
miejsce: Pub Specjal
20.30 Koncert: PUSTKI  
miejsce: Biblioteka Elbląska, ul. św. Ducha 3-7, Sala "U św. Ducha"
22.30 Spektakl plenerowy: MISTRZ I MAŁGORZATA - Teatr Formy
miejsce: ul. Stary Rynek, przed Ratuszem Staromiejskim

12. Letnim Ogrodom POLITYKI będzie towarzyszyła wystawa plenerowa grafiki Darii Mielcarzewicz: „Daria rysuje, Oni mówią.


poniedziałek, 8 czerwca 2015

O co chodzi z tym kotem...?

Trzy zaległe (od dawna...) recenzje, stosy (bo nie stosiki) nieprzeczytanych książek, jeden nierozwiązany konkurs i ponad miesiąc milczenia na blogu. Oj, boli ten rachunek sumienia... To będzie bardzo nieliteracki wpis. Będzie życiowy :)

Bo wiadomo - nic nie dzieje się bez przyczyny. Co robiłam, kiedy nie blogowałam? Była praca, szkoła i oczywiście rodzina. A poza tym... spałam. Zwyczajnie mi się nie chciało. Nie było siły ani opcji, aby po aktywnym dniu zarywać wieczór czy noc na czytanie lub klecenie recenzji. Noc to była dla mnie godzina dwudziesta i siódma trzydzieści, kiedy powinnam już wychodzić do pracy, też. Ale tak się chciało spać. No dobra, do brzegu. Jest taki stan, w którym szczególnie na początku chce się spać i spać, ewentualnie wymiotować :) Ale to cudowny stan, z którego się ogromnie cieszę. Tak więc biorę Was na litość i wierzę, że wybaczycie mi ten przestój. W końcu zamierzam wydać na ten świat kolejnego mola książkowego! Jakby to Was nie przekonało, to zamieszczam jeszcze zdjęcia kotka. Teraz na pewno mi wybaczycie ;)


Źródło: http://www.freeimages.com


PS: Dodatkowo do 18 czerwca (optymistycznie - nie zakładam poprawek) trwa dla mnie sesja, więc połączanie pracy i uczelni to dla mnie w tym czasie i tak wyjątkowy hardcore. Potem powinnam się nieco ogarnąć... I wrócić tu, bo tęsknię, jak nie wiem co!

wtorek, 28 kwietnia 2015

Zygmunt Miłoszewski "Uwikłanie" [recenzja]

Nie jest dobrze, bo od lektury minęło trochę czasu. Za to nie było go na napisanie recenzji... Ale coś tam zapamiętałam :)

Uwaga, teraz będzie skomplikowana historia, jak trafiłam na tę książkę. Otóż na początku roku do kin trafił film "Ziarno prawy" na podstawie książki Miłoszewskiego. W myśl zasady "Najpierw ksiażka, później film" pożyczyłam od koleżanki i owo "Ziarno..." i "Uwikłanie", które jest pierwszą częścią trylogii. Z tym że pożyczyłam nieco za późno i przed obejrzeniem filmu nie zdążyłam przeczytać ani jednej ani drugiej części :). Ale teraz jestem już po lekturze obu i po kolei zamieszczę opinie.

wtorek, 21 kwietnia 2015

Szufladopółka na Cyplu, czyli Helbląg

Wywiało mnie na Hel. Co prawda tylko na weekend, ale jaki to był weekend... 
Na zaproszenie tamtejszego stowarzyszenia - Alternatywny Cypel, Alternatywny Elbląski Klub Literacki, do którego, jak pewnie wiecie, należę, pojechał prezentować się ze swoją twórczością.


Uzbrojeni w teksty o tematyce sztormowej, zapakowani w kilka samochodów ruszyliśmy w sobotę na Cypel. Zdjęciem z drogi już chwaliłam się na fejsie. Teraz czas na wrażenia. 

niedziela, 12 kwietnia 2015

Konkurs! Wygraj książkę "Zupa z pokrzyw, duch i tajemnica"

"Zupa z pokrzyw, duch i tajemnica" Izabeli Chojnackiej - Skibickiej to bardzo ważna dla mnie książka. Nie tylko dlatego, że jej autorką jest moja koleżanka :) Ale to pierwsza książka, którą objęłam szufladopółkowym patronatem. 
Z moją recenzją możecie zapoznać się TUTAJ. A teraz, skoro już wiecie, że warto ją przeczytać, zapraszam do konkursu.

wtorek, 24 marca 2015

Morgan Rice: "Przeznaczenie bohaterów" [recenzja]

Gdybym mogła przenieść się w czasie, to na pewno przeniosłabym się do średniowiecza. Choć bliższe memu sercu jest to wczesne, a w nim słowiańskie, drewniane grody, to zamkiem też bym nie pogardziła. A jeśli to dodatkowo miałaby być kraina pełna magii, to czego chcieć więcej? Takim miejscem z pewnością jest Królestwo Kręgu i mogę się tam przenieść choćby dziś...

niedziela, 22 marca 2015

Horror na Roztoczu 2! – Nadchodzi!


Jakiś czas temu pisałam, że patronuję i trzymam kciuki za powodzenie akcji Horror na Roztoczu 2. I co?
Oto informacja prasowa od autorów tego całego zamieszania :)


Sukcesem zakończyła się akcja zbierania funduszy na realizację publikacji Horror na Roztoczu 2! Przez 43 dni można było wspierać projekt na portalu PolakPotrafi.pl. Akcja przebiegała dość dynamicznie i w zasadzie do ostatniej chwili nie było wiadomo czy uda się sfinansować projekt. Choć suma zebranych środków jest znacznie wyższa niż przy pierwszym projekcie z cyklu Horror na Roztoczu – dzisiaj możemy wspierającym i sobie pogratulować – Udało się ją zebrać!


wtorek, 10 marca 2015

Izabela Chojnacka - Skibicka "Zupa z pokrzyw, duch i tajemnica" [recenzja]



"Zupa z pokrzyw, duch i tajemnica". Co też może kryć się pod tym intrygującym tytułem? Jest i zawarta w nim tajemnica, a także przepis na zupę, pojawia się duch, znajdziemy też szczyptę humoru. Przede wszystkim jednak to hołd. Hołd dla przeszłości, ludzi żyjących i cierpiących w czasach wojny,  byłych i obecnych mieszkańców Klecia, ale też hołd dla przyjaciół. Właściwie ta książka to jeden wielki friend placement ;) Zapraszam do recenzji pierwszej książki, którą objęłam Szufladopółkowym patronatem. A że patronat zobowiązuje, trochę się rozwinęłam w opinii. Ale mam nadzieję, że wśród Was nie ma amatorów tl;dr, bo gorąco zachęcam do lektury.

Zaczyna się przekornie, kiedy to bohaterka czyta książkę, o kobiecie, która przeprowadziła się na wieś i zauważa, że to wcale tak sielsko nie jest. Pierwsze zdania i już dystans do siebie, bardzo przypadło mi to do gustu. Ale trzeba przyznać, że „Zupa…” rzeczywiście nieco różni się od typowych babskich książek, kiedy bohaterka rzuca wszystko i zaczyna nowe życie z dala od miejskiego zgiełku. 

Opis fabuły z okładki



poniedziałek, 9 marca 2015

PATRONAT! Spotkanie z autorką książki: "Zupa z pokrzyw, duch i tajemnica"

 Jak pisałam Wam jakiś czas temu (TUTAJ), objęłam patronatem książkę Izabeli Chojnackiej-Skibickiej "Zupa z pokrzyw, duch i tajemnica". Jestem już po lekturze i recenzja się pisze :) Tym czasem przekazuję Wam informację o spotkaniu z autorką książki.



Malborskie Stowarzyszenie OŚ zaprasza na spotkanie autorskie, promujące nowa książkę Izabeli Chojnackiej –Skibickiej pt.: „Zupa z pokrzyw, duch i tajemnica”, które odbędzie się 18 marca 2015r., o godz. 18.00 w budynku Malbork Welcome Center.




Bohaterka powieści wraz z rodziną przeprowadza się do domu na wsi, konkretnie do Klecia w gminie Stare Pole. Okazuje się, że w jej domu prócz członków rodziny mieszka... duch.
Zosia „grzebie” w przeszłości domu, potem całej wsi, żeby rozwikłać tajemnicę gościa z zaświatów. Okazuje się, że duch za życia był jeńcem stalagu XXB na terenie Malborka. Przy okazji Zosia poznaje dawnych mieszkańców Klecia i Złotowa, którzy w 1945 roku zmuszeni zostali do opuszczenia swoich domów. Dlaczego Stanisław Rzoska po swojej śmierci nadal błąkał się po starym domu w Kleciu? Kim była kobieta ze starej fotografii, a kim adresatka listu znalezionego pomiędzy deskami w pokoju na strychu?
Odpowiedzi na te pytania można znaleźć  na kartkach książki "Zupa z pokrzyw, duch i tajemnica".




czwartek, 5 marca 2015

Dorzuć swoje trzy grosze: Horror na Roztoczu 2 (patronat Szufladopółki )

 Jeszcze tylko siedem dni zostało, by wesprzeć projekt "Horror na Roztoczu 2: Insomnia", który, nie chwaląc się :) objęłam patronatem.

"Horror na Roztoczu" to zbiór  opowiadań inspirowanych… koszmarami sennymi Łukasza Kiełbasy, który zapisywał w notatniku swoje przerażające majaki. A te stały się szkicem opowiadań grozy. W wydanej w minionym roku antologii znalazło się siedemnaście historii napisanych przez inicjatora i dziesięciu innych twórców. Niebawem nocne koszmary po raz drugi mają wyjść na światło dzienne. W przygotowaniu jest "Horror na Roztoczu 2: Insomnia".



Podobnie jak pierwsza część, druga zostanie wydana dzięki wsparciu czytelników. Środki na pokrycie kosztów druku i dystrybucji twórcy zbierają za pośrednictwem portalu finansowania społecznościowego -  PolakPotrafi.pl
Każda osoba wspierająca projekt daną kwotą - może liczyć na konkretną nagrodę -  m.in. egzemplarz książki, książkowe gadżety, podziękowania wewnątrz publikacji czy wyjście na pizzę z jednym autorów.
Twórcy potrzebują 3739 zł. Jeśli nie uzbierają kwoty w całości, będą musieli zwrócić wspierającym ich dotacje.
Ale może jednak warto się sprężyć, co? My blogerzy, wiemy czym są marzenia, część też chce wydać książkę, bądźmy solidarni i pomóżmy komuś je spełnić :)


Więcej o możliwości wsparcia projektu znajdziecie TUTAJ. Na dorzucenie swoich "trzech gorszy" jest czas do 12 marca.


Autorami opowiadań w antologii są: Łukasz Kiełbasa, Dagmara Adwentowska, Sylwia Błach, Piotr Borowiec, Piotr Ferens, Artur Jastrzębowski, Marta Krajewska, Juliusz Wojciechowicz, Edward Mara, Marek Zychla, Renata Kiszczak. Ilustracje do opowiadań przygotowała Asia Jedlińska.

To jak?

środa, 25 lutego 2015

Pandemia. Jana Wagner (recenzja)


Postapo - to zdecydowanie jeden z moich ulubionych gatunków. "Pandemia" co prawda dzieje się, jakby na równo z ową apokalipsą, ale tym bardziej mnie zainteresowała. Właśnie dlatego, że w postapo, jak sama nazwa mówi, dowiadujemy się jak świat radzi sobie po tej czy innej zagładzie. W "Pandemii" jesteśmy w samym środku tych dramatycznych wydarzeń, jesteśmy ich świadkami i już za to, na samym początku, daje jej plus.


Opis z okładki: 
Zmasowany wybuch pandemii nieznanej choroby nie pozostawił ludzkości żadnej nadziei - nie ma na nią szczepionki ani skutecznych lekarstw. Społeczeństwa rozpadają się w chaosie i anarchii, odcięte od prądu i wody. W tych mrocznych czasach każdy może liczyć tylko na siebie.
W konającej Moskwie resztka ocalałych wegetuje w strachu przed zarazą i jej nosicielami. Anna z rodziną i przyjaciółmi wie, że aby przetrwać, trzeba przejąć inicjatywę. Ucieczka w odległe miejsce z dostępem do świeżej wody i żywności, byle jak najdalej od epicentrum choroby, wydaje się najlepszym rozwiązaniem. Wybór pada na małą chatkę na wysepce jeziora Wong w Karelii przy granicy z Finlandią. W drodze Anna musi chronić swego syna i uporać się z lękiem przed zarażeniem wirusem. Największym wyzwaniem będzie jednak poradzenie sobie ze skomplikowanymi relacjami łączącymi jej ukochanego mężczyznę Sieriożę z byłą żoną Irą…
Pandemia to odświeżające połączenie thrillera, powieści drogi i postapokalipsy. 
 
Fabuła skojarzyła mi się ze wszelkiej maści filmami katastroficznymi typu "2012", choć tam niebezpieczeństwem są żywioły. Autorka wprowadziła jednak pewne zmiany w "podręcznikowym bohaterze gatunku".  W wyżej wymienionych najczęściej jest to facet, który wie jak uratować świat, ewentualnie swoją rodzinę, ale z tym drugim gorzej, bo już do tej rodziny nie należy. Żona ma nowego męża, a dzieci wolą nowego tatusia. Ostatecznie nowy mąż ginie w trakcie, a naszemu bohaterowi udaje się uratować świat i rodzinę - również w znaczeniu emocjonalnym.
Jana Wagner wywróciła ten topos na lewą stronę. I za to brawo. Okazuje się, że można skorzystać z pewnego wzoru, a jednak zrobić to po swojemu. Na tym zresztą zależało autorce:

 "Marzyłam o przyczynieniu się do rehabilitacji literatury postapokaliptycznej. Wszyscy pytali mnie: po co? A ja doskonale wiedziałam, po co. Książek o upadku cywilizacji jest mnóstwo - wystarczy poszperać w księgarniach na półkach z fantastyką. Uginają się od wtórności, autorów kopiujących zachodnie filmy i siebie nawzajem: tysiące jednakowych tekstów w seryjnych okładkach. Ten przepiękny gatunek stał się literaturą niższego lotu. Stworzyłam Pandemię, żeby przełamać ten szablon. Dlatego, że koniec świata to wymagający temat, zasługuje na poważne podejście i trzeba szanować czytelnika, pisząc uczciwie i serio”.


I trzeba przyznać, że to się udało.

Bohaterką i narratorką "Pandemii" jest kobieta, nie mężczyzna, i to nie ona wpadała na pomysł, by się ratować - ktoś musiał jej to uświadomić, aż wreszcie ona jest tą nową w rodzinie. Jej mąż, Sierioża był już żonaty i ma z tamtą kobietą trzyletniego syna. I to właśnie jemu włączył się mechanizm ratowania rodziny. Czy raczej obu rodzin...

A relacje rodzinne są w tej książce świetnie ukazane na wielu płaszczyznach. Oczywiście poznajemy je głównie z punktu widzenia Anny, ale dotyczą zarówno więzów rodzicielskich, małżeńskich czy właśnie skomplikowanych stosunków z "poprzednią" rodziną  Sierioży.

 
"W dzieciństwie lubiłam przed snem przeprowadzać w myślach przegląd moich dziecięcych skarbów, a następnego ranka zwracałam się do pozostałych z pytaniem:
- Co wyniesiesz z domu, jeśli zdarzy się pożar? - Można było wybrać tylko jedną rzecz, taka była zasada. Wszyscy żartowali i wymieniali jakieś głupstwo, a raz mama powiedziała:
 - Oczywiście, że wyniosę ciebie głuptasie.
Rozzłościłam się i zamachałam rękami:
- Mamo, przecież mówię: rzecz, trzeba wybrać tylko jedną rzecz.
Kiedy urodził się Miszka zrozumiałam, co miała na myśli"

W samym środku walki o przeżycie, Anna toczy swoją walkę. Walczy z zazdrością i nienawiścią do byłej kobiety swojego ukochanego, jednocześnie walcząc z nawiną próbą przypodobania się jej, walczy z trzyletnim chłopcem o chwilę uwagi męża i wreszcie walczy z postrzeganiem bycia tą drugą.
 
"Ruda ma swojego męża - odpowiedziała gospodyni. -  A tej cudzy się spodobał."
 
Naprawdę bardzo dobrze, że autorka poruszyła te kwestie. To, że człowiek stoi w obliczu zagłady, nie znaczy, że zapomni o rzeczach bardziej przyziemnych. I, choć najważniejsze jest, by wsiąść w samochód i uciec jak najdalej od "goniącej nas fali", to nie znaczy, że ludzie nie pokłócą się o to, kto z kim, w jakim samochodzie i w jakiej kolejności ma jechać. Ba! Wtedy takie rzeczy wydają się niezwykle istotne, bo świat właśnie się skończył i powstaje na nowo, trzeba zaznaczyć swoje terytorium. Swoją pozycję w grupie.

Wszak szerząca się zaraza to tylko jedno z czyhających zagrożeń, drugim, znacznie większym, są ludzie. Czy w takiej sytuacji jest miejsce na zwykłą solidarność, czy każdy walczy tylko o swoje? Czy w obliczu niebezpieczeństwa zwycięży instynkt przetrwania czy chęć ratowania gatunku? Czy problemem będzie podzielenie się swoimi zapasami czy odmówienie osobie, która potrzebuje pomocy, kona, ale i tak umrze, więc racjonalnie lepiej zachować puszkę konserwy dla tych, którzy mają szanse przeżyć?
"Pandemia" w całej swojej inności spełnia podstawowe cechy postapo - jest anarchia, jest walka o życie, schronienie, jedzenie. Jest walka o człowieczeństwo.

 "On umrze - pomyślałam, z tępą ciekawością zaglądając w nieruchome oczy taty. A może już umarł? Niech ona zabierze rękę, bo nie mogę się przyjrzeć. Jeszcze nie widziałam jak umiera człowiek. Tylko w kinie. Nie czułam lęku ani żalu tylko ciekawość, za którą na pewno będzie mi później wstyd."
 
"To nie pomoże, bo on i tak umrze, on już umarł, ponieważ ktoś z nas powinien umrzeć, żeby zapłacić za te ostatnie dwieście kilometrów, inaczej nie byłoby nam dane przejechać. Dlaczego nikt tego nie rozumie oprócz mnie"
(...) Jeszcze nie zapłaciliśmy, nie zapłaciliśmy, a tak się nie zdarza. Jeszcze niczego w tym życiu nie dostałam za darmo..."

Co jeszcze mogę napisać. Styl dobry, czytało się szybko. Jak na pierwszoosobową narrację trzeba przyznać, że był zachowany jakiś zdrowy sposób relacji wydarzeń. Wiadomo, Anna momentami chciała być bohaterką, ale nie zabrakło i panikary. Obie postawy jakże są irytujące, ale czyż nie ludzkie?

I choć wyrażam ogromny szacunek do opisywania panujących w grupie relacji i ukazania ludzkiej psychiki w obliczu zagrożenia, to jednak tęskniłam za akcją. Taką z krwi i kości. Oczywiście, bohaterom nie brakowało przygód, ale poszczególne wydarzenia można by bardziej rozwinąć, podkręcić. Tak, czytałam pewne fragmenty na wdechu, ale daleko mi było do palpitacji serca i tego mi zabrakło (masochistka, co poradzę :)). Niemniej ogromny plus daję za brak kiczu. Mam nadzieję, że jeśli ktoś kiedyś weźmie się za ekranizację, czego nie wykluczam, a nawet wróżę, to nie zobaczymy tam scen typu: rozpadająca się droga pod kołami samochodu i przejeżdżanie pod zawalającym się mostem. Tego nie zdzierżę.

Nie wiem jakie ma plany autorka, ale jak dla mnie ta książka aż prosi się o kontynuację.

Ocena tradycyjna: 9/10
Moja ocena: wyższa półka
 
"Pandemię" zrecenzowałam służbowo :) dla portalu eKulturalni.pl. 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

sobota, 14 lutego 2015

Stefan Darda: Czarny Wygon. Starzyzna (recenzja)

Aj, sesja, a potem posesyjne zaległości w pracy, domu i czytaniu pogłębiały moje zaległości tu. Ale oto mam recenzję, zapowiadaną zresztą od dawna.


"Starzyzna" to druga część cyklu "Czarny Wygon". Recenzję pierwszej - Słonecznej doliny - znajdziecie TUTAJ. W tej oczywiście mogą znaleźć się treści zdradzające fabułę pierwszej- więc zarówno książki, jak i recenzje radzę wam czytać w kolejności chronologicznej.


Krzysztof Piasecki, który przekazał Witoldowi notatki Rafała Gielmudy, okazał się tym Gielmudą być. Mężczyzna spędził w przeklętej wiosce trzy lata. Znalazł się w niej niby przypadkiem, jechał samochodem i nagle wylądował się w innym wymiarze. Piszę niby, bo Starzyźnie trudno znaleźć się przez przypadek. Na taki pobyt trzeba sobie zasłużyć...
Gielmuda trafił tam w wielki piątek, wtedy niewidzialna brama stojąca między dwoma światami otworzyła się. Razem więc ze swoimi nowymi znajomymi z przeklętej wioski uznali, że skoro dostać można się tu tego jednego dnia w roku, to wyjść pewnie też. Pierwsza próba zakończyła się fiaskiem, ale druga przebiegła pomyślnie.  Bohaterom udało przedostać się do normalnego świata. Nic, tylko powiedzieć:
I wszyscy żyli długo i szczęśliwie...
No, niestety. Nie w powieści grozy.

Jak pamiętacie z pierwszej części - życie w Starzynie się zatrzymało. Ludzie się nie starzeli, przedmioty nie zużywały. Czas stanął w miejscu. I kiedy Rafałowi i jego nowej rodzinie (bo związał się z Helenką;urodziła im się nawet córeczka - Paulinka), udało dostać się do teraźniejszości, czas zaczął upominać się o swoje. Mieszkańcy Starzyzny starzeli się dużo szybciej, a klątwa nie ominęła nawet dziecka.

Gielmuda musi zrobić wszystko, by uratować córeczkę, tym bardziej, że w rodzinie Helenki  były przypadki, kiedy dzieci umierały przed piątym rokiem życia. A sposób na cofnięcie klątwy jest tylko jeden. Trzeba podać informacje o niej do wiadomości publicznej. Po to potrzebny był mu Uchman -  aby o tym napisał. Gorzej, że po trzech latach obecności w Starzyźnie, Gielmuda nadal nie wie co tam się stało. Musi więc wybrać się tam ponownie...

I wtedy Witold Uchman, i chce pomóc, i boi się...

"Mężczyzna znajdzie się w Starzyźnie na własne życzenie, próbując ratować małą dziewczynkę - córkę kogoś, kogo kilka tygodni wcześniej nawet nie znał. Miał ryzykować życiem i tym, ze już nigdy nie wróci do świata, w którym się wychował, i w którym zamierzał dopełnić swoich dni. Nazywał się Witold Uchman. Tak samo jak ja."

"- Jestem tchórzem, rozumiesz? - wysyczałem. - Nie mogę mu pomóc i całe te twoje gadki o trudnych chwilach się nie sprawdzają."

Jak nie trudno się domyślić, Uchman w Starzyźnie jednak wylądował. Zamieszkał z kilkoma pozostałymi mieszkańcami wioski i w końcu wymusił na nich zdradzenie tej wielkiej tajemnicy. Choć nie została ona odkryta w pierwszej części, mniej więcej można było się domyślić co się stało, albo przynajmniej kto był za tragedię odpowiedzialny. Szczegóły nadal pozostawały jednak zagadką i to właśnie one przyprawiają o dreszcze. Po przeczytaniu tego fragmentu, z pewnością stwierdzicie, że kara mieszkańcom Starzyzny się należała. Z drugiej strony, może zrobić się wam ich żal.

"Obrzydzenie i złość ustępowały miejsca zwykłemu współczuciu. I rodzącemu się przekonaniu, że wtedy, na ich miejscu zachowałabym się tak samo."


Dużo fabuły znalazło się w tej recenzji, ale ciężko byłoby mi przedstawiać wam moje odczucia, bez takiego wstępu.
To teraz opinia. Styl i nastrój książki był podobny do poprzedniej, choć nieco drażnił mnie fragment przygotowań do wyprawy. Pewnym było, że do niej dojdzie i po prostu chciałam, żeby już się działo, żeby już któryś z nich (lub obaj) znalazł się w przeklętej wiosce, żeby zaczęło być niebezpiecznie (masochistka ze mnie, co mam zrobić? :) ). Tam rzeczywiście akcja nabrała tempa, a moje emocje skupiały się na kibicowaniu kolejnej grupie, by udało im się wydostać. Oczywiście nie pomagały im w tym pozagrobowe istoty  ze świecącymi ślepiami.  

 W tej części nieco bliżej poznaliśmy Uchmana, w poprzedniej (choć również to on był narratorem) wydawał się taki odległy. Tu historia była bardziej jego, w końcu to on był teraz tam, gdzie był. Teraz nie czytał notatek o pobycie w Starzyźnie, ale sam go doświadczał. 

"Nie było dla mnie zaskoczeniem, że czas tego popołudnia gnał jak opętany. Już przed wielu laty zauważyłem, że gdy w perspektywie jest jakieś mało sympatyczne zdarzenie, gdy chciałoby się, aby trochę zwolnił, upływające godziny złośliwie przyśpieszają swój bieg"


I przede wszystkim Witoldowi należą się gratulacje, bo zachowywał się po męsku i godnie. Czy jego szlachetność będzie kontynuowana w kolejnej części? I co najważniejsze czy dopisze mu takie szczęście jak Gielmudzie. Uda mu się uciec? Nic, tylko przeczytać i się dowiedzieć.

Dodam jeszcze, że okłada drugiej części jest świetna. Idealnie oddaje klimat książki.
Ocena tradycyjna: 8/10

Moja Ocena: wyższa półka