wtorek, 30 grudnia 2014

Goniąc cienie - Marta Bilewicz [recenzja]


Coben. To pierwsze skojarzenie jakie przyszło mi na myśl, kiedy czytałam te książkę. I mam nie lada problem, bo Coben to spec od kryminałów, a autorka "Goniąc cienie" wyraźnie zaznacza, że czym jak czym, ale kryminałem to ta książka nie jest.




I rzeczywiście, kiedy przeczytałam ją do końca to, co prawda pierwsze skojarzenie zostało, ale nie o gatunkowe podobieństwa tu chodziło. Jednak zanim wyjaśnię, wiadomo - trochę retardacji się przyda. Książka "Goniąc Cienie" trafiła do mnie... z rąk własnych autorki, Marty Bilewicz, którą miałam okazję spotkać pewnego letniego dnia w Gdańsku - pisałam o tym - TUTAJ. I żeby nie było - nie męczyłam jej od lipca :) Musiała trochę poczekać na swoja kolej i mój wyż czytelniczy, bo długo byłam w niżu :)



Opis - tradycyjnie - za wydawcą:

"Lucas Scarlett prowadzi agencję detektywistyczną w Chicago. W trakcie śledztwa, w jednej z akcji, poznaje tajemniczą Chelsea, która udziela schronienia jemu i jego rannemu przyjacielowi. Na pierwszy rzut oka dziewczyna wydaje się być zwyczajna i niegroźna. Jednak w miarę odkrywania tajemnic wokół niej, Lucas nie jest już niczego pewny. Kiedy nagle zagląda w lufę pistoletu dzierżonego w jej dłoni, jest już pewien, że Chelsea nie jest zwyczajną dziewczyną. Czy to ona postrzeliła jego przyjaciela? Kto telefonuje do niej po nocach? Akcja książki w zaskakujący sposób przenosi się z Chicago i małego miasteczka Crystal City, aż do Meksyku. Brawurowa ucieczka plażą na wybrzeże oraz motorówką przed uzbrojonymi zabójcami, rzuca naszych bohaterów na jakąś – bliżej nieokreśloną – wyspę. Kim tak naprawdę jest Chelsea? Jaka jest jej rola we wszystkim, co właśnie spotkało Luke’a? Czy uda im się rozwiązać wszystkie tajemnice? Czy będzie stać ich oboje na szczerość? Na te i inne pytania odpowie dynamiczna akcja powieści Goniąc cienie


Ktoś już się domyśla co Cobenowskiego znalazłam w tej powieści? No, może opis nie wystarczy - więc powiem w końcu. Lucas i jego wspomniany przyjaciel Tom strasznie kojarzyli mi się z Myronem Bolitarem i Winem. Oczywiście różnili się od bohaterów amerykańskiego pisarza, ale czasami miałam wrażenie, że czytam właśnie ich przygody. Przynajmniej na początku, bo potem dostrzegłam inne wątki...

I tak zgadzam się, że jest to powieść sensacyjna czy też detektywistyczna, akcja naprawdę była wartka i wiele się działo, ale jakby między wierszami. Bo na pierwszy plan wysuwała się... miłość. Dawno nie czytałam książki o miłości. Tak dobrej książki o miłości. Tak... pięknej. Muszę przyznać, że rzadko po takie sięgam, i chociaż "Goniąc cienie" to też nie jest typowy romans - to uczucia aż wylewały się tu z kartek. W tej książce miłość została pokazana z każdej strony, odmieniona przez wszystkie przypadki, rozliczona z zalet i wad.
Mamy tu dojrzały związek, scementowany, któremu nie zabraknie czasami oczywiście krzty zazdrości, i w którym pojawia się - z dobrych pewnie intencji, ale czasem odbierana jako brak zaufania - nadopiekuńczość. 
Mamy związki niezobowiązujące, które obok miłości nawet nie stały. Przynajmniej z jednej strony.
Jest też (a jakże) uczucie rodzące się, pełne motylków w brzuchu i namiętności. I to jakiej (Marto, umiesz pobudzić wyobraźnie :P). Ta zajęła najwięcej miejsca, pozostałe wymienione wynikają z sytuacji, historii, a ta zapełniła karki książki, chwilami było jej nawet ciut za dużo. Ale z drugiej strony - przecież, kiedy przychodzi zauroczenie, nie myśli się o niczym innym. I tak właśnie mieli nasi bohaterowie - wciąż rozmyślali o obiekcie swoich westchnień.
Mamy bezgraniczną, pełną cierpień, miłość matki do dziecka. Wreszcie mamy miłość, która, nie bez powodu, przerodziła się w nienawiść w czystej postaci. A nawet całkowity brak uczuć (jak można bez nich żyć?!) u jednego z bohaterów. Tego złego, jak można się domyślać. 
Nie mogę niestety rozwinąć tych wątków nie zdradzając fabuły, więc odsyłam was do lektury. Zrozumiecie.

Ale żeby nie było tak różowo... :) W książkach zagranicznych autorów zawsze dodaję punkt za wątki związane z Polską. Tu niestety muszę punkt zabrać. I chociaż z tym moim patriotyzmem to różnie bywa :), to zawsze doceniam wspomnienie naszego kraju przez pisarzy z innych części świata. I właśnie dlatego, że po pierwsze muszę być konsekwentna, a po drugie, naprawdę trochę mi żal, że Lucas nie był Łukaszem, to odbieram jako minus. Ale chyba za to jedyny :)
Zakończenie co prawda dość przewidywalne, ale za to tuż przed niemal dostałam palpitacji serca.

Podsumowując "Goniąc cienie" doprowadziły mnie do łez, a to druga - po wbiciu w fotel - oznaka, że książka jest dobra. Jeśli lubicie sensację i/lub książki o miłości, sięgnijcie po "Goniąc cienie" Marty Bilewicz, znajdziecie i jedno i drugie.


Ocena tradycyjna: 7/10





wtorek, 23 grudnia 2014

Wesołych Świąt!

Moi Drodzy Szufladopółkowicze!

Najprościej byłoby napisać, że życzę Wam mnóstwa książek pod choinką i czytelniczych świąt - co oczywiście jest prawdą :).
Ale może te kilka dni warto spędzić zamiast z książką, to z kimś bliskim? Więc obdarowani przez rodzinę i przyjaciół tym, co najbardziej uwielbiacie - nowymi tytułami, spróbujcie czasem wyciągnąć nos z książek i dajcie im to, co Wy macie najlepszego - siebie. Pobądźcie ze sobą. Albo poczytajcie razem :)

Także:
Wesołych, Rodzinnych i Czytelniczych 
(w odpowiednich proporcjach) 
Świąt 
życzy Wam Szufladopółka

piątek, 19 grudnia 2014

Gąski, gąski do... książek. Polskich autorów.

Śmiem twierdzić, że większość z Was zna akcję "Polacy nie gęsi i swoich autorów mają", której społeczność pieszczotliwie nazywana jest Gąskami








I przywódczynie tego gąskowego stada poprosiły mnie, bym jako autorka książki nagrała krótki materiał, w którym polecam polską literaturę. A że i służbowo z Gąskami również działam, skorzystałam z dobrodziejstw jakimi są kamera, operator i montażysta w redakcji portalu eKulturalni.pl  :) i tak powstał króciutki materiał. Zapraszam:



No, a jak już jestem przy prezentacji mojej skromnej osóbki, to możecie mnie obejrzeć również TUTAJ, kiedy jako czarownica prezentowałam się podczas jubileuszu Alternatywnego Elbląskiego Klubu Literackiego.

sobota, 13 grudnia 2014

Meczet Notre Dame. Rok 2048 - recenzja

Utopie, antyutopie czy literatura postapokaliptyczna/futurystyczna, to coś, co lubię, więc kiedy otrzymałam propozycję zrecenzowania tej książki od razu się zgodziłam - choć przyznaję - swoje w kolejce odczekała, ale bardziej rywalizowała z brakiem czasu niż z konkurencją w postaci innych książek. Czy dostałam, co chciałam? Najpierw jednak, standardowo, fabuła. Przedstawiona tu futurystyczna wizja wygląda tak:

Paryż, rok 2048. W opanowanej przez islam Europie panuje prawo szariatu, a ulice patrolowane są przez policję religijną. Nowa rzeczywistość dzieli ludzi, rodziny i przyjaciół. Gdy jedni wybierają dostatnie życie kolaborantów, inni usiłują zachować resztki godności i wolności, choćby za cenę nędzy i prześladowań. Ostatni chrześcijanie zostają zepchnięci do getta i pozbawieni wszelkich praw. Nierówną walkę z islamistami podejmują jedynie członkowie Ruchu Oporu, prowadząc krwawą partyzantkę. Jednym z nich jest osiemnastoletni Eugène Olivier, potomek rodu Léveque, którego przedstawiciele z pokolenia na pokolenie sprawowali godność ministrantów w katedrze Notre-Dame (obecnie meczet Al-Frankoni). Wraz z ojcem Lotaire – duchowym przywódcą paryskich katakumbników oraz tajemniczą Sophie Sévazmiou, bierze on udział w desperackiej walce przeciw dominującemu systemowi religijno-cywilizacyjnemu, w sytuacji gdy muzułmańskie władze planują „ostateczne rozwiązanie kwestii chrześcijańskiej”.
/Opis za wydawcą, Wydawnictwo Varsovia/

A teraz czas zebrać myśli. Książki nie czyta się łatwo, toteż nie łatwo jest napisać recenzję. Na początku zadałam pytanie czy dostałam to, co chciałam - a więc nie. Co nie znaczy, że traktuję to jako minus. Oczekiwałam przeżyć bohaterów, ich przygód, walki o przetrwanie - i oczywiście nie zabrakło bomb, karabinów i ofiar - nawet mogę powiedzieć, że od takich scen się zaczęło i na takich skończyło. Ale to nie akcja była dobrą stroną tej książki, ale to, co działo się między wierszami. To rozmów i wspomnień bohaterów wypatrywałam na jej kolejnych kartkach. Zawsze pozytywnie oceniam, kiedy z książki mogę się wielu rzeczy dowiedzieć. I chociaż autorka od razu zastrzegła, że wszystko jest wymysłem jej fantazji, o czym przypominano nawet w niektórych przypisach, to wypowiedzi bohaterów opierała na faktach, opowiadali o historycznych wydarzeniach, które miały miejsce w rzeczywistości (choć oczywiście były jakoś przez nich interpretowane). W przypisach wszystko było dokładnie wyjaśnione czy to przez autorkę, tłumacza czy redaktora - więc naprawdę widać kawał dobrej roboty przy tej książce. W ogóle forma przypisów mnie tu zafascynowała - Czytelnik mógł znaleźć wytłumaczenie dlaczego bohater powiedział lub zrobił tę czy inną rzecz, tu często poznawaliśmy przeszłość bohaterów, która wcześniej była dla nas zagadką.

A teraz temat przewodni. Czy zalanie Europy islamem jest realne czy to wszczynanie niepotrzebnej paniki? Nie ukrywam, że dla mnie pewne sytuacje, które wydarzyły się w ostatnich latach są zastanawiające. Słyszałam np. o Brytyjce, której sąd nakazał usunąć sprzed domu choinkę, bo obraża to uczucia religijne jej sąsiadów muzułmanów. Tylko, że to ona była w swoim kraju...
Czytając "Meczet..." czasami odnosiłam wrażenie, że czytam coś w rodzaju pastiszu, i że ta wizja przyszłości ociera się o granice absurdu. Przytoczę cytat z rozmowy prawowiernego (czyli muzułmanina), ze swoim pracownikiem - Francuzem nawróconym na islam:

- Ty mnie tu nie pouczaj! Akurat wasze kobiety, Francuzki, mało rodzą! - oburzył się imam. - Myślisz, że nikt nie wie, co wy wyprawiacie? Bierzecie do domu jakąś starą dziewkę, siostrę albo przyjaciółkę żony, niby na drugą żonę, a prawda jest taka, ze ona tylko pomaga w gospodarstwie albo dzieci niańczy. Udajcie, oczy mydlicie uczciwym ludziom!  Żadnego przywiązania do normalnego porządku u was nie ma. A ja bym sprawdzał, tak sprawdzał czy mężczyzna śpi z wszystkimi żonami czy nie. Wziąć by was pod lupę, to zaraz by się wydało co się w waszych rodzinach wyprawia!

Jednak o ile to wyżej brzmiało, jak szowinistyczny dowcip rodem z kabaretu, o tyle inne sytuacje przedstawione w książce wydają się być o wiele mniej zabawne. Jak sytuacja, kiedy nawrócony Francuz (a przeszedł się na islam, by zapewnić bezpieczeństwo rodzinie!) obawia się, że swoją trzynastoletnią córkę będzie musiał oddać jako czwartą żonę swojej wiekowemu przełożonemu, a druga - kilkulatka - może być narażona na obrzezanie, symbol czystości kobiety.

Te przykłady i barbarzyńskie tradycje rzeczywiście sprawiają, że obawy autorki wydają się być słuszne. Niestety jednak głównym minusem w książce jest to, że autorkę ciągnie do skrajności. Krytykując islam wystawia na piedestał chrześcijaństwo i przedstawia jako jedyną słuszną religię. I to taki paradoks trochę. Ale wnosząc po notce od autora zamieszczonej na końcu książki była przygotowana na tego typu uwagi.

A teraz dla równowagi plus. Jak zwykle, patriotycznie dodaję plus książką zagranicznych autorów, w którym jest wspomnienie o Polsce. Tu nie tylko Polska się pojawiła, ale i  została przedstawiaona jako kraj, który się nie ugiął. Chciałam podać cytat, ale nie będę spoilerować - przeczytajcie sami.

A zakończenie? Nie było szczególnym zaskoczeniem, bo bohaterzy szybko zdradzili swoje plany. Ale czy było dobre? No cóż, happy end ma różne oblicza.

Książkę chciałbym poddać głębszej analizie w ramach Recenzja SPOILerowej, ale potrzebuję na to jeszcze więcej czasu. Więc bardzo proszę o cierpliwość.

Ocena tradycyjna: 7
Moja ocena: półka

Tytuł: Meczet Notre Dame. Rok 2048 
Autor: Elena Czudinova
Wydawnictwo: Varsovia
Liczba stron: 312

Recenzja powstała dla portalu eKulturalni.pl. Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Varsovia.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Alternatywni na Scenie - podwójne literackie urodziny



Prezentacja literatów lokalnych i tych z nieco dalszych stron, nastrojowy, liryczny koncert, turniej jednego wiersza i poetyckie jam session. Och, ale się działo. I dziać się musiało, w końcu to podwójne urodziny: 15. jubileusz Elbląskiej Sceny Literackiej oraz piąte urodziny Alternatywnego Elbląskiego Klubu Literackiego. Impreza odbyła się w piątek, ale nastrój wciąż unosi się w powietrzu….