niedziela, 14 września 2014

"Zaklęta" Roszpunka - Michalina Olszańska


O ile znam i namiętnie opowiadam mojej córeczce Kopciuszka, Śpiącą Królewnę czy Czerwonego Kaptura, o tyle Roszpunkę kojarzę tylko z nazwy. Nie dosięgła mnie nawet wersja disnejowska, więc musiałam posiłkować się Wikipedią, żeby dowiedzieć się co nieco o tej baśni, bo właśnie do niej nawiązuje "Zaklęta" Michaliny Olszańskiej, choć znacznie się różni.  A będąc przy autorce, warto wspomnieć, że kiedy ją napisała miała zaledwie osiemnaście lat. Naprawdę miło czyta (choć nie łatwo) się ze świadomością, że słowa na prawie pięciuset stronach skreśliła tak  młoda dziewczyna.

W środku lasu, chyba w średniowieczu mieszka sobie znachorka, zwana Babą. Choć stroni od ludzi, ci czasem ją odwiedzają, a ona za opłatą udziela im pomocy medycznej. Pewnego razu kobieta, której odbiera poród umiera. Jako zapłatę baba bierze sobie nowo narodzoną dziewczynkę, którą postanawia wychować zgodnie z naturę, z dala od ludzi. Z dala do tego stopnia, że nie mówi jej o ich istnieniu i pilnie strzeże tego sekretu. Chce chronić ją przed zakłamanym światem, przed ludźmi, którzy mogą ją skrzywdzić. Oczywiście przychodzi taki dzień, kiedy Roszpunka odkrywa prawdę...

Tej książki nie czytało się łatwo, zdania są długie i chociaż często płynie z nich mądrość są męczące, głównie przez powtórzenia. Dziewczyna stronami rozmyśla nad jednym i tym samym, dochodząc co kilka zdań do tych samych wniosów, ale inaczej zapisanych. Opisy przyrody są bardzo dokładne, wprowadzaja w nastrój, wręcz przenoszą Czytelnika do lasu, ale są momentym kiedy wydaje się, że czytamy przewodnik przyrodniczy. Wieje nudą, niestety. I jak dla mnie sporo tam nieścisłości - każdy dialog między dziewczyna a Babą był bardzo lakoniczny, o ograniczonym zasobie słów, a w trakcie swoich refleksji Roszpunka używała słów prosto z encyklopedii. Choć niektórych takich, jak "kocham cię" rzeczywiście długo nie znała. 

Zdecydowanie za dużo tu filozoficznych rozmyślań i uzewnętrznień, a za mało akcji, która gdy już się pojawiła, została potraktowana po macoszemu. A zakończenie? Hmm, wywołało u mnie takie pytanie "i po co to wszystko" - które mogło odnosić się zarówno do losów Roszpunki, jak i do samej książki.
"Zaklęta" nie jest zła, ale bardzo przeciętna. Proporcje zostały tu mocno zachwiane. Oczywiście pojawiają się też bardzo trafne spostrzeżenia dotyczące ludzkości i religii. Tak się złożyło, że druga książka pod rząd która czytam porusza kwestię przechodzenia z pogaństwa na chrześcijaństwo. Więc za rozmyślania na ten temat, interpretację też duży plus. Za to jak główna bohaterka odkrywa świat który ją otacza, też. Nie brakuje tu i uczuć, szczególnie interesująca jest relacja między Babą a Roszpunką - kochają się to pewne, ale pierwsza za nic w świecie się do tego nie przyzna, druga o tym nie wie. Pojawia się też pytanie o decydowaniu o czyimś losie, czy staruszka miała prawo odebrać dziewczynie życie jakie mają wszyscy, czy mogła podjąć taką decyzję, czy wiemy co jest najlepsze dla naszych bliskich? To dobrze postawione pytania. Ale odpowiadanie na nie i rozwodzenie się o tym jakie pieknę są góry i że woda wartko płynie w strumyku przez kilka rozddziałów to jednak trochę za dużo - choć też naturę kocham.
To chyba tyle, ale pozwolę sobie zakończyć ciekawostką - podobnym spojrzeniem autorek, czy też bohaterów dwóch ostatnio przeczytanych przeze mnie książek. To słowa z Samotności Bogów:

"Bóg dobroci może być kawałkiem liścia płynącego z wiatrem, fala na rzece, kropla deszczu; płatkiem śniegu; błyskiem słońca w gładkim futrze sarny lub piorunem. Ale nie może być staruszkiem siedzącym  na chmurce."

Natomiast w 'Zaklętej" czytamy:

"On nie jest jakimś tam starcem z brodą. Jest każdą rzeczą, każdą rośliną, zwierzęciem, każdym podmuchem wiatru. Dlatego jest taki wielki, bo jest nieskończony. Jeśli się potrafi, można poczuć go wszędzie"

Ocena tradycyjna: 5
Moja ocena: szafka

Tytuł" Zaklęta
Autor: Michalina Olszańska
Wydawnictwo; Albatros
Liczba stron: 470



wtorek, 9 września 2014

Narodowe Czytanie - musiałam być, choćby na chwilę

Krótki post, bo krótko byłam, ale napisać przecież muszę :) Gdzie? Na Narodowym Czytaniu oczywiście. Słuchałam czytających Trylogię uczniów Zespołu Szkół Ogólnokształcących  nr 2 w Elblągu. 
Z twórczością Sienkiewicza zmierzyli się uczniowie klas gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych. 
W sobotę, 6 września przysiedli sobie w ogródku jednego z lokali na elbląskim Starym Mieście i czytali "Ogniem i mieczem", "Potop" i "Pana Wołodyjowskiego". Czytanie urozmaicali też śpiewaniem piosenek.
W Elblągu akcję zorganizowało też miasto, ale tam mnie być nie mogło, zresztą fajnie popatrzeć jak to młodzież udziela się kulturalnie. Oczywiście wspierały ich panie nauczycielki, ale jakby nie było - chciało im się chcieć. Nawet więc ich do eKulturalnych próbowałam werbować, a nuż się uda :) Wlepki już im dałam.





Post powstał w ramach wyzwania "eKulturalni.pl tu byli"

środa, 3 września 2014

Literackie zdobycze, czyli stosik, a nawet dwa :)

Dość dawno temu, bo w poprzednią sobotę, ale nie było kiedy napisać, byłam na kiermaszu książki w Bibliotece Elbląskiej. Wybrałam się tam ze znajomymi eKulturalnymi :) Przy okazji zachęcam Was do udziału w wyzwaniu - eKulturalni.pl tu byli - polegającym w skrócie na tym, by bywać i opisywać wydarzenia kulturalne. Szczegóły tutaj.

A kiermasz? Cud, miód, malinka. Książka za złotówkę! Co prawda fakt, że spotykałam mnóstwo znajomych, z którymi musiałam pogadać, a moja córcia ciągle biegała gdzieś między stołami, szukanie książek było nieco utrudnione. Więc upolowałam zaledwie trzynaście, z czego jedną oddałam koleżance. Postawiłam więc na baśnie i legendy oraz kryminały i to, co do mnie mówiło" "weź mnie". Lista za chwilę.



No, ale oprócz polowania na książki, to spotkanie z cudownymi, zakochanymi w książkach ludźmi właśnie było najciekawsze. Był kocyk, była kawka, ciasteczka i winogrona. I wafle ryżowe z dżemem :) Mniam. I jeszcze atrakcje dla dzieci. Łucja rysowała, pisała gęsim piórem (i ja też), rozwiązywała zagadki, a nawet brała udział w przedstawieniu. To było super! Kupiłam nasze imienniki (czyli moją, Łucji i męża) z  pracowni papieru artystycznego. Puenta w opisie imienia naszej córeczki brzmiała: "Rodzice, trzymajcie się!" :)

Zdjęcie zrobiła Ola z Biblioteki Elbląskiej


I obiecana lista zdobyczy :)

Stefania Adamczakowa "Piąta pora roku"
Czesław Białczyński "czwarty na piąty, maj, osiemdziesiąt"
Friedrich Durrenmatt "Dolina pomieszania"
Ladislav Fuks "Myszy Natalii Mooshaber"
Mikołaj Hajduk "Białowieskie opowieści"
Arthur Hailey "Przeciążenie"
Susan Howatch "Weekend w Londynie"
Amin Maalouf "Samarkanda"
Klemens Oleksik "Czarownica znad Bełdan" 
Gavin Robertson "K"
Ryszard Tomczyk "Brama oraz szopki noworoczne"
Juliusz Stefan Znamierowski "Pożeracz ciepła"

Ale skoro już mowa o wyszperanych książkach, oto co znalazłam w punkcie bookcrrosingu, działającym przy redakcji eKulturalni.pl. Stosik po prawej:



Jose Maria Arguedas "Bogowie i ludzie z Huarochiri"
Heimito von Doderer "Demony", dwa tomy
Ryszard Kapuściński "Wojna futbolowa"
Stanisław Srokowski "Duchy dzieciństwa"
Jadwiga Żylińska "Kapłanki, Amazonki, Czarownice"

No, to teraz kto mi powie, kiedy to przeczytam?

Relacja z pobytu na kiermaszu powstała w ramach wyzwania "eKulturalni.pl tu byli"




Gadżety mola ksiażkowego: pamiątki z wakacji

Tak wiem, że zakładki pojawiały się w tym cyklu już dwa razy, ( konkretnie tu i tutaj), ale nie mogę nie napisać o moich zdobyczach. O pamiątkach z wakacji, które właśnie się skończyły. Oczywiście mnie pierwszy września od dawna nie dotyczy... Niestety. Ale chyba nie tylko dla mnie słowo wakacje jest synonimem słów lato czy urlop, więc uznałam, że post na czasie :)

Oto to ze sobą przywiozłam (lub co przyjechało do mnie :)

1, 2 i 3 To jeszcze z tej części służbowej - zakładki promująco-reklamujące :) blog Uli, czyli Pełen Zlew - książki, koty i bałagan oraz akcję, w której się udziela: Olsztyn Czyta

Zakładka z bloga Pełen Zlew, strona pierwsza

Zakładka z bloga Pełen Zlew, strona druga

Olsztyn czyta, a Ty? Zakładka nr 1

Olsztyn czyta, a Ty? Zakładka nr 2 z dwóch stron, na jednej z nich lista książek do przeczytania :)


A teraz już wyjazdowe:

4. Pamiątka zakupiona w Biskupinie - 3 złote, a taka radość. Z fotkami, które będą przypominały o tym, co widziałam (zabezpieczone folią przed porwaniem ;) i z bajerkami - frędzelkami.




5. Krajki z Gniezna, a właściwie z Lądu, które dostałam w prezencie od Drużyny Warcianie z Lądu, kiedy to spotkałam ich w Gnieźnie. Pisałam o tym tutaj. I dla odmiany fotka ze spotkania i przekazania prezentu - trzymam je w dłoniach :) Pożyczona z fan page Drużyna Warcianie z Lądu :) - like!
Ps: Moja trzyletnia córcia je uwielbia, mówi, gdzie są moje dokładki :)




6. No i żeby było spójnie  - w Poznaniu też kupiłam sobie zakładkę, też za 3 złote - papierowa trzeba będzie nie używać zbytnio, ale to przecież pamiątka. Jest do oglądania, a nie do używania :) Tylko, że nie pamiętam, do której książki ją włożyłam (sic!) toteż musicie mi uwierzyć na słowo, że ładna :)


 A wy? Przywieźliście z wakacji jakieś książkowe gadżety?