środa, 30 lipca 2014

Moje Wielkie Literacko-Słowiańskie Wakacje cz. 2

Czy wiecie, ile rzeczy można zrobić w 40 godzin? Jak sobie pomyślę, że zdarzają mi się weekendy, kiedy w soboty ogarniam siebie i mieszkanie do południa, potem pół dnia na zakupach w markecie, drugie pół w kuchni, a potem wyczekiwanie na wieczór, żeby sobie obejrzeć jakiś dobry film i a) albo nie ma nic w telewizji albo b) jest, ale córcia woli nie spać i z kina domowego nici, a niedziela mija na narzekaniu, że jutro już do pracy, to aż nie chce mi się wierzyć we własną głupotę. 40 godzin w weekend 26/27 lipca wykorzystaliśmy na 100 procent! Jak nie lepiej.

Wyjechaliśmy z Elbląga w sobotę przed siódmą rano - powiedzmy 6.45. Między 10. a 11. byliśmy już w pierwszym punkcie naszej podróży - Biskupinie, na terenie Muzeum Archeologicznego. I co ja mam wam napisać?  To trzeba zobaczyć!

Poprzednie punkty z moich Wielkich Literacko-Słowiańskich wakacji  możecie zobaczyć tutaj

4. W odwiedzinach u Światowida 
Na terenie skansenu można zobaczyć rekonstrukcje budowli z różnych okresów od osady łużyckiej (XVII w. p. n. e.) do chaty pałuckiej z XVIII wieku. Nie muszę jednak nikomu mówić, że mnie najbardziej zainteresowało to, co słowiańskie...
Np. słowiańska wioska służebna, w której to rzemieślnicy wykonywali najróżniejsze przedmioty dla grodu. Tu odwiedziliśmy chatę mincerza (rzemieślnik bijący monety) i chatę Barda, który był bardzo miły i zagrał specjalnie dla nas.









Odwiedziliśmy też Zagrodę Wisza, gdzie kręcono sceny do Starej Baśni.




Jako scenerię w filmie wykorzystano też osadę łużycką - która była grodem Popiela. A ja tam strzelałam z łuku. Trafiłam w niebieskie pole, tuż obok środka. Nawet pan, który mnie instruował był zdziwiony, że pierwszy strzał był taki dobry. Widać mam to we krwi... ;)

Już osiemset lat lat p.ne. znane były drzwi obrotowe, a nam się wydaje, że to taka nowoczesność. Phi!


Natomiast już przy wyjściu spotkałam... samego Światowida! A przynajmniej jego figurę. Nie jestem w stanie opisać mojego podekscytowania.




5. Nasze gniazdo - wizyta w Gnieźnie


Z Biskupina udaliśmy się do Gniezna, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg, i gdzie zaplanowaliśmy zwiedzić Muzeum Początków Państwa Polskiego. Placówka zaprasza zwiedzających na trójwymiarową wystawę, składającą się z trzech filmów w 3D. Każdy dotyczy innego tematu i wyświetlany jest w innej sali, w której można podziwiać inne eksponaty. Bardzo atrakcyjny pomysł na zwiedzanie, na pewno nie jest nudno, ale jak dla mnie trochę mało było czasu na podziwianie eksponatów w gablotach -  światło gasło automatycznie po 8 minutach - ledwo zobaczyłam artefakty, a miałam jeszcze tyle pytań do kustoszek. Oczywiście na moją prośbę, zapalały światło i udzielały odpowiedzi na nużące mnie pytania. Mam nadzieję, że pozostali zwiedzający nie byli źli. Pamiątkowe zdjęcie, wykonane w muzeum przez współzwiedzającego. Szkoda tylko, że trochę nas uciął...


Zapytałam też o pogańską świątynię która miała znajdować się w podziemiach dzisiejszej katedry - pojechaliśmy tam, ale było już za późno na zwiedzanie :) Ale, ale. Nie ma tego złego.... Jadąc do Gniezna nie miałam pojęcia, że właśnie z 26 na 27 lipca miała tam miejsce coroczna impreza pn. Koronacja Królewska i Wzgórze Lecha zamieniło się w prawdziwą wioskę słowiańską:


Lech, Czech i Rus :)

6. Sława Drużynie Warcian z Lądu

I tak przechadzałam się pomiędzy namiotami Słowian aż trafiłam na Drużynę Warcian z Lądu. Podeszłam do nich z prośbą o zrobienie sobie z nimi zdjęcia. A wywiązała się sympatyczna pogawędka. Do fotki pożyczyli mi  nawet słowiański fartuszek :) I tak od słowa do słowa wygadałam się, że napisałam "Potomków..."-  oczywiście dałam im egzemplarz  w prezencie. Wzięłam kilka na taką okazję :) Warcianie z kolei podarowali mi zakładki (opiszę je w gadżetach mola książkowego). To było świetne spotkanie, dziękuję Warcianie. Sława!


7. Koronacja Bolesława Chrobrego - pokaz multimedialny

Na koniec dnia odbyło się wydarzenie multimedialne - koncert muzyki elektronicznej i pokaz świateł. Hmmm, gdybym miała napisać recenzję, to nie byłaby zbyt pochlebna, dlatego sobie daruję.


Wysiedzieliśmy tam niemal godzinę w nadziei, że będzie lepiej, ale.. poza tym byliśmy bardzo zmęczeni, a przecież kolejne atrakcje czekały na nas w niedzielę.
Padliśmy natychmiast. W niedzielę byliśmy m.in. w Ostrowie Lednickim, gdzie wedle wszelkiego prawdopodobieństwa doszło do chrztu Polski. Ale o tym w kolejnej części...

A pierwsza, przypominam - tutaj


wtorek, 29 lipca 2014

Moje Wielkie Literacko -Słowiańskie Wakacje cz.1

Koniec urlopu niestety bliżej niż dalej, ale jeszcze kilka dni wolnego zostało. A ja nie miałam nawet kiedy wam opisać moich ciekawych przygód, które tak naprawdę zaczęły się jeszcze na długo przed urlopem - ale zaliczę je do wakacji :)
Kto ma konto na Facebooku i lubi fan page Szufladopółki może widział już moje zdjęcie ze Światowidem - ale o tej podróży w następnym poście. Teraz muszę sięgnąć nieco dalej w przeszłość. Oto kilka moich wspomnień:

1. Przypadkowa perełka 

Gdybym tak miała powiedzieć, kiedy rozpoczęły się Moje Wielkie Literackie Wakacje, to muszę cofnąć się do czerwca, 24 dokładnie. Wtedy to właśnie byłam... w pracy. Ale jako opiekunka dzieci z projektu, przy którym pracuje. Jechaliśmy do Warszawy, do Centrum Nauki Kopernik - ale zaszliśmy też np. do Biblioteki Uniwersyteckiej, no dobra nie chodziliśmy między regałami , ale oczywiście musiałam chociaż na sekundę pójść do ogrodów na dachu i byłam na znajdującym się wewnątrz pasażu. A tam... znalazłam stoisko antykwariatu i kupiłam, co? Perełkę!  -> Mitologia Słowian (A. Gieysztor). W końcu mogłam oddać ją do biblioteki, bo ciągle przedłużałam termin. Choć z drugiej strony to trochę smutne, że oprócz mnie nikt tego nie chciał wypożyczyć... :(


Taki miły Pan sprzedał mi książkę. Pozdrawiam!

Moja zdobycz! Perełka! Mitologia Słowian, A. Gieysztor
 O, a w Centrum Nauki Kopernik siedział sobie taki oto stwór, który pisał wiersze na zawołanie :)


2. Mediakacje z Przecztaj mnie i Pelen Zlew

To też jeszcze w ramach pracy. Ale tak pracować, to ja bym mogła codziennie. Mediakacje to warsztaty dla młodzieży, zorganizowane w ramach projektu, którego jestem autorką i coś jakby realizatorką :). Podczas sześciodniowych warsztatów grupka młodzieży uczyła się kreowania własnego wizerunku w sieci. W programie były zajęcia m.in z blogerkami. A tymi były przefantastyczne, cudowne, pełne energii Wiktoria z Przeczytaj mnie i Ula z Pełen Zlew (blogerki  z Olsztyna). Jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam współpracować (służbowo) i spotkać na żywo (prywatnie) z tymi dziewczynami. Są inspirujące, przesympatyczne i w ogóle naj.... Dziękuję dziewczyny, a Was odsyłam do ich blogów, choć pewnie już je znacie.
W ramach tych zajęć odbyły się też warsztaty z Michałem Zabłockim - autorem tekstów piosenek m.in Czesława Mozila, autorem teledysków czy spotów reklamowych (z nami też zrobił, co nieco) i guru social media - Dominikiem Pokornowskim :) Panom też wielkie dzięki. Potem były wycieczki w region i promowanie tamtejszych imprez kulturalnych - świetne doświadczenie!
A największe "dziękuję" dla tej cudownej młodzieży, której chce się chcieć, która ma w głowie więcej niż fiu-bździu, która po prostu jest najlepsza! Na zdjęciu ja, młodzież, blogerki i ich psy :)


To był najlepszy tydzień pracy (6 dni) w moim życiu!

3. Spotkanie z Martą Bilewicz i biblioteka na plaży

Wiecie jak to jest, dasz człowiekowi palec i chce całą rękę.  Zauroczona spotkaniem z dziewczynami  z Olsztyna, postanowiłam powtórzyć rozrywkę będąc w Gdańsku. I chociaż moja wycieczka do Trójmiasta była jednodniowa i sporo było do załatwienia, znalazła się godzinka, by wypić soczek, kawę i zjeść lody z... Martą Bilewicz :) Bardzo dziękuję Marto za to spotkanie. Niestety pozbawiona byłam wtedy aparatu, czy raczej komórki mojego męża, który był w pracy. Więc pamiątkowej fotki nie ma, ale jest za to....


prezent od Marty. Dostałam od niej "Goniąc cienie" z dedykacją.

Ja też podarowałam jej moją książkę, choć już ją czytała, ale w ramach akcji, więc niech ma na własność :) Za to ja wciąż przed lekturą - miałam zacząć czytać od razu, ale urlop ogranizowany za względu na przerwę w żłobku to nie urlop :)

A kiedy do mnie i córeczki dołączył mój małżonek, udaliśmy się na plażę, a tam co? Biblioteka na plaży. Porobiłam fotki, oczywiście za krótki pobyt, by zdążyć coś przeczytać,  ale inicjatywa świetna.



A wy? Wpletliście swoją pasję do wakacyjnych podróży. Albo do pracy? ;)

A niebawem druga część -  już typowo urlopowa. I iście słowiańska wycieczka :)

wtorek, 22 lipca 2014

Są urodziny - są konkursy :)

Zadam mało oryginalne pytanie: "Kiedy to minęło?" Tak, tak,


obchodzi roczek.

Roczne dzieci zazwyczaj już chodzą, ale jakoś nie mam śmiałości, by powiedzieć, że mój blog już nie raczkuje :) Fakt, trochę te swoje urodziny przegapiłam. Pierwszy, powitalny post opublikowałam 18 lipca, ale na dobre rozkręciłam się w sierpniu, więc można powiedzieć, że mieszczę się w ramach :) No i pierwszego posta i obecnego i wiele innych pisałam tu, w moim kąciku. Wciąż mnie natycha :)
Teraz wygląd ciut inaczej - mam np. zegra dworcowy, ale zdjęcie jest do góry nogami, a ja jestrem atechniczna i nie wiem ja je odwrócić. To znaczy na kompie mogę, ale na blogu i tak jest bokiem. O tak:

 Skoro zaczęłam mało oryginalnie, to muszę być konsekwentna :) I śladami innych blogerów z okazji urodzin zrobię konkurs. A nawet dwa!
Ale pozwólcie mi na chwilę próżności :) czyli trochę podsumowań i statystyk. Tak, wiem, że w porównaniu do wielu waszych blogów te mogą wydać się wręcz śmieszne. Ale nie dla mnie. Dla mnie każdy Czytelnik to wielkie wydarzenie. Dziękuję, że jesteś. 
Niedawno blog przekroczył 10 tysięcy wyświetleń i naprawdę mi miło z tego powodu. Ten post jest setny. Można więc powiedzieć, że piszę średnio co 3 i pół dnia. Nie jest źle, choć to oczywiście nadinterpretacja. Były momenty (których się wstydzę) że nie pisałam dwa tygodnie. Ale wiecie jak jest. Z blogspotowych danych wiem, że "wiszą" tu 262 komentarze. Oczywiście liczą się tam i moje odpowiedzi, ale sami wiecie (jeśli blogujecie) jaka to radość, gdy ktoś zostawi po sobie ślad. O co Was przy okazji proszę :) Ja też Was odwiedzam :)
Chwaliłam się już przy podsumowaniu roku 2013, ale jak tu nie wspomnieć o spełnieniu marzenia? Jak już wspominałam blog powstał między innymi po t bym publikowała tu książkę, w którą napisałam do szuflady. stąd nazwa Szufladopółka, ale zanim zaczęłam to robić okazało się, że książka  z szuflady wyjdzie :)


Co by tu jeszcze... A recenzje. No właśnie, tu  można przejść do meritum - nie jestem pewna czy one stanowią lwią część bloga. Są gadżety mola książkowego i nietypowe recenzje SPOILerowe i ma twórczość raz na jakiś czas. Pojawiały się też posty "okołoliterackie" i muszę Wam powiedzieć, że sprawiają mi ogromną radochę. Z racji mojej pracy (jestem redaktorem kulturalnego portalu społecznościowego eKulturalni.pl), mojej pasji, którym jest początkujące pisarstwo , no i oczywiście, co się rozumie samo przez się blogowania - mam okazję uczestniczyć w tylu fantastycznych wydarzeniach, poznaję/spotykam tylu cudownych ludzi, że nie mogę skupić się jedynie na recenzjach. Z racji tego, że jestem dość aktywna i mam też pełną energii najukochańszą na świecie 3 i pół letnią córeczkę, z czasem bywa krucho. Bywa, że brakuje go nawet na czytanie, a co dopiero na pisanie recenzji. Co innego życie po literacku :) Będzie więc coraz bardziej lifestylowo, ale w kontekście szeroko pojętej kultury z naciskiem na literaturę jednak. Ale, ale. Żeby to nie zabrzmiało, że recenzować nie mam zamiaru - w żadnym razie. Dzielenie się moimi opiniami też sprawia mi frajdę. Zastanawiam się nawet czy by nie napisać do jakieś wydawnictwa z propozycją współpracy. Bo nie współpracuję jeszcze z żadnym. Fakt, nie znaleźli mnie w tyn gąszczu blogów ;) ale i ja jeszcze do żadnego nie pisałam. Nie byłam na to gotowa. Teraz chyba jestem. Ale zobaczymy.

A! I jeszcze coś z wyglądem trzeba zrobić. Ja nie mam do tego a) umiejętności b ) cierpliwości c) patrz b). Męża zaangażuje :) On wie, co to html :)
Bardzo, bardzo Wam dziękuję, że do mnie zaglądacie!

U R O D Z I N O W E    K O N K U R S Y ! ! !
Dobra, dobra, teraz te konkursy. Będą dwa: "Książka za książkę" i "Piąta pora roku". Każdy może wziąć udział w obu. Oba mają na celu służyć (nie ma co owijać w bawełnę promocji mego bloga) :), ale przede wszystkim poznaniu się. Już kiedyś podobny robiłam - pytałam, co chowacie w szufladach :) Chcę dowiedzieć się czegoś o Was i Wam przybliżyć siebie. Poniżej: najpierw zasady dla każdego osobno, a na końcu regulamin wspólny dla obu.

W pierwszym zwycięzca będzie jeden. Do wygrania będzie książka niespodzianka - nowa lub z mojej bliblioteczki (w b. dobrym stanie) dobrana przeze mnie na podstawie lektury bloga uczestnika. Poczytam, co lubisz i prześlę ci książkę, która moim zdaniem będzie do Ciebie pasowała. Jeśli nie blogujesz - może być książkowy fan page lub profil na portalu czytelniczym.
A zadanie w drugą stronę: poleć mi jakąś książkę, która Twoim zdaniem mnie zainteresuje i uzasadnij swoją wypowiedź. Najlepiej, by była to książka której nie czytałam, dlatego radzę zerknąć reż na moje konto na lb - odnośnik jest na głównie stronie bloga  w zakładce "Jestem też tu". Wygra ta osoba, która mnie najbardziej przekona. Odpowiedź podaj w komentarzu wraz ze zgłoszeniem.



W drugim zwycięzców będzie... dwunastu - o ile tylu się zgłosi. Dwanaście mięsięcy blogowania to dwanaście razy moja książka: "Potomkowie pierwszej czarownicy".



 Tu liczy się przede wszystkim, by znalazło się tylu chętnych - jeśli będzie ich mniej, konkurs się nie odbędzie. A jakie będzie ich zadanie? Pewnie się domyślacie trzeba się zgłosić do mojej akcji "Moja książka w Waszych rękach" - w ramach której wypuściłam w Polskę cztery moje książki - po czterech ścieżkach: wiosna, lato jesień, zima. Z okazji urodzin postanowiłam utworzyć piątą porę roku. Zadaniem tych, którzy chcą wziąć udział w akcji jest deklaracja udziału i honor waszego bloga :) to jest podajcie w zgłoszenie adres bloga, a ja będę pilnowała czy recenzja się ukaże. I tyle.

Tu liczy się kolejność zgłoszeń. Czas do końca miesiąca.  Jeśli nazbiera się 12 osób - każdej z nich wyślę książkę na własność, pierwszej sobie z listy prześlę też egzemplarz wędrujący - ten do którego trzeba się będzie wpisać dla mnie na pamiątkę. Ostania osoba z listy, wysyła go z powrotem do mnie.

Jeśli potrzebujecie szczegółów o akcji szukajcie ich tutaj i tutaj. Konkurs skierowany jest do osób, które nie brały udziału w akcji - ale spokojnie kochani - pamiętam o Was :)

Regulamin dla obu konkursów

1.Aby wziąć udział w konkursie należy w komentarzu pod tym postem napisać zgłaszam się/biorę udział itp. i podać nazwę konkursu /mogą być oba/, który wybieracie, email, na który mam wysłać inf., w przypadku wygranej (jeśli są osoby, które nie chcą publicznie podawać swojego mejla, niech napiszą w zgłoszeniu, że mejla wyslali mi na priv czyli na szufladopolka@gmail.com i oczywiście to zrobią); nazwę/link bloga (jeżeli nie macie to może być fanpage literacki /nick na portalu czytelniczym itp.).
2. Konkursy trwają do końca lipca, tj. 31 lipca godzina 23.59.
3. Rozstrzygnięcie nastapi  do 4 sierpnia - wyniki ogłoszę tu i wyślę mejla.W przypadku "Książka za książkę" liczy się odpowiedź, która najbardziej przypadnie mi do gustu, w "5 pora roku" - ilość i czas zgłoszeń.
4. W konkursie mogą wziąć udział osoby posiadające adres korenspondencjny na terenie Polski.
5. By konkursy się odbyły musi zgłosić się co najmniej  8 osób do pierwszego i 12 do drugiego.
6. I oczywiście punkty grzecznościowe: dodajemy bloga do obserwowanych, polubiamy profil Szufladopółka na Fb, udostępminimy info o konkursie; dla konkursu "5 pora roku" obowiązkowe, dla "Książka za książkę" grzecznościowe: baner o mojej akcji u siebie na blogu/fb.
7. W razie pytań służę pomocą.







(Ich) Troje, Sarah Lotz - recenzja

Hmm... chyba jakiś nowy cykl utworzę pn. inspiracje :) Do przeczytania tej książki skłoniły mnie recenzje przeczytane na Recenzencki i Z książką w dłoni. Miałyście racje Kasie :) (obie Katarzyny) to bardzo dobra książka.


Ciężko mi było wziąć się za tę recenzję, bo nie chciałam kopiować dziewczyn - one powiedziały już, co myślę. Spróbuję jednak dodać swoje trzy grosze :) Najpierw fabuła, oczywiście.

Tego samego dnia, na czterech kontynentach dochodzi do czterech katastrof lotniczych. Giną tysiące ludzi, ale ocalało troje, a właściwe Troje - dzieci. Wyszły z tego praktycznie bez szwanku. Takie wydarzenie nie może pozostać bez echa. A ile ludzi, tyle teorii. Najgłośniejsze są trzy: zamach terrorystyczny, znak od Boga o zbliżającym się końcu świata i atak obcych. W przypadku tych dwóch ostatnich troje dzieci ma być a) Jeźdźcami Apokalipsy b) kosmitami. Które waszym zdaniem jest najbardziej prawdopodobne?

Jaka szkoda, że dowiedziałam się ze wspomnianych recenzji, że ta książka to fikcja. Sprawia wrażenie dobrego kawałka literatury faktu. Książka składa się ze zlepku zeznań, wywiadów, rozmów z osobami powiązanymi w ten czy inny sposób z którąś z katastrof, np. rodziną i znajomymi ofiar; śledczymi i dziennikarzami pracującymi przy sprawie i "ekspertami" od końca świata czy kosmitów. 
I choć forma trochę przypomina mi "Carrie" Stepehna Kinga (wiadomo - wszystko, co najlepsze wymyślił już ktoś inny) to myślę, że i tak można mówić tu o powiewie świeżości, przynajmniej w kontekście tego, co teraz pojawia się na księgarnianych półkach.

Ta książka tak naprawdę jest o ludzkiej psychice, o radzeniu sobie ze stratą bliskich i o tym, że ktokolwiek by za tym nie stał - my, zwykli ludzie i tak jesteśmy pionkami w czyjeś grze. Kiedy czytałam "Troje" po głowie chodziły mi dwa sformułowania: "samospełniające się proroctwo" i "Jak trwoga to do Boga". Przedstawiciele różnych związków wyznaniowych - czego można było się spodziewać - wykorzystali tragedię do głoszeniach swoich prawd. Dziwne było to, że nagle tylu ludzi się nawróciło. Co było tego przyczyną? Czy stojący za tym kaznodzieje byli tak dobrymi manipulatorami czy może ludzie nagle naprawdę uwierzyli i wystraszyli się, że lada dzień staną przed obliczem Boga? To bardzo ciekawe zjawisko społeczne. 
Drugim, jeszcze ciekawszym zdają się być sytuacje, które miały miejsce w tzw. międzyczasie. Głoszono kolejne klęski i niepokojące zachowania ludzi. Dziwnym trafem wiele z tych przepowiedni zaczęło się spełniać - część z nich na siłę podciągano do teorii, ale były i takie będące ich wynikiem. Samospełniające się proroctwo..
Świetna książka.
Ale, ale... Minusy też się znajdą. Jak dla mnie końcówka była nieco przedobrzona, sfiksowana, za bardzo kosmiczna. Ale to mniejszy minus i nie przeszkadzało mi tak bardzo jak styl autorki. Że zły? W żadnym razie - bardzo dobry. Czytało się świetnie. Ale taki sam w relacjach samej autorki, siedemdziesięcioletniej kobiety opiekującej się schorowanym mężem, nieco próżnego, ale i wrażliwego artysty geja, prostytutki czy dewotki. Oczywiście każda z osób mówiła z własnej perspektywy wplatając w swojej wypowiedzi tematy odpowiednio: choroba męża, role filmowe, życie seksualne czy kościół. Ale mówili o tym w ten sam sposób, żadnego charakterystycznego wypowiadania się, powiedzonka, wtrącenia. Za to punkt mniej.
 Mam jeszcze pewne wątpliwości co do chronologii, ale nie chcę tu motać, toteż o tym będzie w SPOILerowej, która ukaże się niebawem.
Ukłon należy się też w stronę wydawnictwa - świetna oprawa i PR, z tego co słyszałam od recenzentów współpracujących z wydawcą. Brawo.


Ocena tradycyjna 9/10

środa, 16 lipca 2014

Wędrująca książka - reaktywacja "zagubionej" jesieni

Komu zdarza się czytać mój blog, ten z pewnością zna moją akcję pn."Moja książka w Waszych rękach", w ramach której po Polsce wędruje moja powieść pt. "Potomkowie pierwszej czarownicy". W podróż wysłałam cztery książki (relacje z podróży tutaj) wg czterech pór roku, na ścieżkach wiosna, lato, jesień, zima.


Niestety, już na samym początku przygody przepadła bez wieści książka na ścieżce jesień. Pierwsza osoba ją wysłała, a druga nie otrzymała. I tak, z czterech pór roku - zrobiły się trzy. Nie wypada tak zaniedbywać jednej z nich. To też za sprawą konkursu i promocji akcji na "Polacy nie gęsi, swoich autorów mają" - odnowiliśmy jesienną drogę. Propozycja była taka, że do jednej z osób, które na ich fan page zgłoszą się do akcji - jeden egzemplarz trafi na stałe, a drugi będzie musiała puścić w obieg do reszty w ramach akcji. Warunkiem konkursu natomiast była deklaracja uczestnictwa w akcji  i minimum pięć chętnych osób. Łącznie ze zwycięzcą było sześć, czyli cudownie. 
Oto wyniki:  książkę na własność otrzymuje  (jeśli prześlę swój adres, nadal czekamy)....

Ania Stuchlik!!!

Do niej też jako pierwszej trafi wędrujący egzemplarz, który (według zasad akcji) czyta, robi sobie z nim zdjęcie, wpisuje się dla mnie na pamiątkę i wysyła dalej, do osoby, której podam jej adres. Każda kolejna osoba robi to samo. A oto kolejność następnych przystanków:


1. Patrycja Michalska
2. Paulina Szyszka
3. Małgorzata Gwara
4. Dagmara Szmajser-Chylarecka
5. Agata Różalska 

Ścieżkę jesień uważam za reaktywowaną :)

poniedziałek, 7 lipca 2014

Recenzja SPOILerowa - Tylko martwi nie kłamią, K. Bonda

Oj, tyle na głowie, jestem tuż (tydzień) przed urlopem, więc pracy cała masa - przyjemniej bardzo, ale czasochłonnej. Dam znać, tymczasem SPOILerowa recenzja "Tylko martwi nie kłamią" Katarzyny Bondy.

Dużo napisałam w recenzji tradycyjnej, więc nie będę się powtarzała, ale spoilerowa była mi tu potrzebna bo muszę, muszę! powiedzieć o tym smutku, który wylewał się spomiędzy wersów.  W tej książce każdy bohater miał jakiś krzyżyk, jakby to powiedziała moja babcia. Właściwie w najlepszej sytuacji był chyba ten, co go zabili :) Wybaczcie taki czarny humor, ale może się włączyć. Bo to dobra książka jest, ale dołująca
  • Osławiony profiler - miał nieuleczalnie chorą żonę (psychicznie). Dramatyzmu dodaje fakt, ze to jego druga żona, z pierwszą się rozwiódł, żyją jako tako, a ta druga to dawna, wielka miłość i tak nie mogli być razem...
  • Weronika Rudy - nie wyobrażam sobie jakbym się czuła, jak zachowywała, gdyby rozdzielono mnie z dzieckiem, gdybym mogła widywać się z moją córeczką raz na dwa tygodnie pod obserwacją znienawidzonego byłego męża. Przy okazji jej sytuacja (rozwód, stracenie opieki nad synem) - były dla mnie nieco naciągane. I ta jej przemiana, że w końcu do niej dotarło, że może coś z tym zrobić też. Wg mnie to był najbardziej niedopracowany motyw książki. Właściwie powinnam powiedzieć jedyny, ale za to widoczny.
  • Pani doktor, Elwira Poniatowska - seksuolożka, zakochana bez wzajemności w swoim kliencie seksoholiku, uprawiał seks z kim popadnie, tylko nie z nią, bo o tym marzyła. I do tego mąż, który okazał się gejem. Pomijając, że kobieta nie miała szczęścia w miłości, to jeszcze zawodow średnio dobrze to wróżyło, skoro nie poznała, że mąż woli panów, i usiłowała wskoczyc do łóżka facetowi, któremyu miało pomóc wyleczyć się z przygodnego seksu.
  • Karina - jak dla mnie najtragiczniejsza postać tej książki. W jednej chwili straciła ukochanego, dziecko i szansę na lepsze jutro. I to w podły sposób. Jej chłopak uczestniczył w zabójstwie wuja, który był obrzydliwie bogaty i miał zamiar przepisać jej spadek, ale nie zdążył, bo zginął. Na dodatek został sama w ciąży więc ciocia pomogła pozbyć się jej problemu - w rezultacie odebrano jej możliwość ponownego zajścia w ciążę. Kiedy czytałam jej historię, miałam ochotę ją przytulić jednocześnie czując niemoc, wiedziałam, że nic moja czułość jej nie da. Choć epilog odkrył nam jej tajemnicę i tak była wg najtragiczniejsza postacią w tej książce
  • No i podinspektor Szerszeń - wspominałam, że poprztykał się z żoną, ale nie dlatego było mi go żal. Postacią tragiczną moim zdaniem czyniła go jego homofobia - dowiedział się, że facet jest gejem i już go oskarżał. Średnio profesjonalne, jak na ponoć takiego dobrego policjanta.
  • Zresztą wspomniany gej, Michał, mąż Elwiry też szczęśliwy nie był - musiał ukrywać swoje prawdziwe ja.

Nic nowego już nie powiem. To była książka psychologiczna, ale jakkolwiek to zabrzmi w przystępnej formie.  A! Jeszcze to! Tytuł. Genialny. Kłamali wszyscy, martwi nie.