poniedziałek, 30 czerwca 2014

Tylko martwi nie kłamią K. Bonda

Tytuł: Tylko martwi nie kłamią
Autor: Katarzyna Bonda
Wydawnictwo: Videograf II
Liczba stron: 644


To książka, a właściwie autorka, po którą sięgnęłam dzięki innej blogerce. I to nie recenzja, a wywiad z autorką sprawił, że kiedy będąc w bibliotece zobaczyłam książkę p. Bondy musiałam ją wypożyczyć, choć nie była pierwszą z serii. A do lektury natchnęła mnie rozmowa Magdy z bloga Przegląd Czytelniczy - b. ciekawa - sami sprawdźcie :) 




Ale teraz ja!

Czytając książkę, o autorce pomyślałam sobie dokładnie to, co pomyślałam czytając wywiad. Profesjonalistka. Zaryzykuję nawet i nazwę ją pedantką,  tu w pozytywnym tego słowa znaczeniu, choć nie przepadam za "arcydokładnymi" ludźmi.


W kamienicy w centrum Katowic dochodzi do morderstwa - ginie biznesmen, a morderstwo dziwnie przypomina zbrodnię sprzed kilkunastu lat, do której doszło w tym samym miejscu. Krąg podejrzanych od początku jest rozległy, i wciąż rósł, bo i motywów było wiele. Czy to mafia, niezadowoleni kontrahenci czy nieszczęśliwie zakochana kobieta? A może zdradzana żona albo zazdrosny mąż kochanki? A może to morderstwo na tle rabunkowym. Czym kierował się sprawca? To ma odkryć Meyer, profiler, psycholog policyjny, który pomaga prowadzącemu sprawę podinspektorowi Szerszeniowi i prokuratorce Weronice Rudy. Każda osoba ma swoje za uszami i każda kłamie. Tylko martwi nie kłamią...

Całość doskonale przemyślana, przeanalizowana, szczegóły dopięte na ostami guzik. Doskonale stworzony kryminał, wielowarstwowa intryga i powoli łączące się wątki. To tyle jeśli chodzi o sensację. Ale przede wszystkim to powieść psychologiczna. Czytając czytelnik wchodzi w zakamarki umysłu i duszy kolejnych bohaterów, stara się zrozumieć ich postępowanie, współczuje im. Tak, współczucie to dominujące uczucie, jakie towarzysło mi podczas lektury. Książka jest dobra, ale smutna. Niestety nie było w niej ani jednej  pozytywnej postaci - pozytywnej w sensie szczęśliwej - każdy niósł jakieś brzemie. Fakt to uwiarygadnia fabułę, bo czy istnieją dziś ludzie bez problemów? Nie, ale jakby nie było, to jednak ksiażka - gdzieś tam mogłaby przeknąc osoba, która ma szczęśiwą rodznę i jest zadwowolna ze swojej pracy, albo która po prostu mimo tych kłopotów, które ma ja każdy (mniejszych czy większych) będzie pogodna, uśmiechnięta. Ale nie. Bohaterowie Bondy są albo smutni, albo rozgoryczeni, albo chłodni, ewentualnie tajemniczy, zamknięci w sobie. Wszyscy, zarówno osoby z kręgu podejrzanych, jak i ci po drugiej stronie - prowadzący śledztwo. Powiedzmy, że zbliżony do normalności był Szerszeń, ale i w jego postaci było coś tragicznego i bynajmniej nie mam na myśli przejściowych kłopotów z żoną (Więcej o tym w spoilerowej).

Oczywiście nie brakowało tu poczucia humoru i duży plus za luźne rozmowy Szerszenia i Meyera - tak właśnie wyglądają pogawędki facetów, kumpli; z podtekstem i wulgaryzmami, bardzo realistyczne. Podobnie jak gwara wprowadzona w niektóre dialogi - szczególnie z udziałem niższych warstw społecznych - choć tu mi się zapaliła czerwona lampka czy to nie jest niebezpieczne i stereotypowe, ale rozumiem, że cała książka napisana gwarą byłaby nie do przeczytania, a w urzędach, szkołach itp. wszak rozmawia się po polsku, a nie po śląsku.

Za co jeszcze plus? Za scenę erotyczną. I to duży. Autorka i czytelnika i przede wszyskim zainteresowanych - bohaterów trzymała w ogromnym napięciu. Ale za to jaka nagroda:  scena erotyczna opisana na sześciu (!) stronach, w której pikane opisy poprzeplatane były z refleksjami bohaterów. Naprawdę, naprawdę robi wrażenie. Lepszej chyba nie czytałam.

Choć jestem pod ogromnym wrażeniem warsztatu literackiego Katarzyny Bondy - nie jest to książka bez wad. Jedną z nich są powtórzenia. Nużące było, kiedy jeden bohater przekazywał drugiemu treść rozmowy z trzecim, którą my już czytaliśmy. Podobnie było z przemyśleniami, najpierw poznał je czytelnik, a potem bohaterowie zwierzali się sobie ze swoich domysłów. Bardzo gryzło się to z tym, że z kolei istotne wydarzenia były nagle przerywane. Bohater wpada na pomysł lub odkrywa coś lub wstrzymując oddech otwiera drzwi i nagle... zmiana wątku. I takie zabiegi jak zwroty akcji i retardacje doceniam, ale masła maślanego nie dzierżę.

No i jeszcze jedno: nazwiska. Podinspektor Szerszeń,  prokuratorka Rudy i - dla gwiazdora - profilera obcobrzmiące Meyer -  takie charakterystyczne, że aż przewidywalne. Bardziej pasowałyby mi do pastiszu.

Niemniej, choć dostrzegam minusy, naprawdę to książka przez którą szacunek do autorki, do jej pracy, rósł z każdą przeczytaną stroną. To książka dopracowana pod każdym względem, ale nie przedobrzona. Bonda nie przekroczyła granic, choć nie raz była na krawędzi. Dlatego, jeśli macie ochotę na kawał dobrej literatury: ciekawą zagadkę kryminalną, złożoną powieść psychologiczną i porządny warsztat, przeczytajcie "Tylko martwi nie kłamią".

Ocena tradycyjna 9/10


Ta książka bierze udział w wyzwaniu Przeczytam tyle, ile mam wzrostu.

sobota, 21 czerwca 2014

Noc Kupały!

To, że uwielbiam mitologię słowiańską już wiecie. A Noc Kupały to jedno z najbardziej tajemniczych i chyba najpiękniejsze słowiańskie święto. I chociaż nie bojkotuję i nie piszę petycji mających na celu obalenie walentynek - jak ktoś chce, to niech sobie je obchodzi, ale do słowiańskiego święta miłości to się one nawet nie umywają :)
O święcie pisałam (i robiłam reportaż z obchodów w pewnej wiosce) kiedyś służbowo, więc nie będę się powtarzać - kto chce, zapraszam tutaj (tekst, zapowiedź imprezy) i tutaj (reportaż tv).

Jak się uda :) w jednej części "Potomków pierwszej czarownicy" będzie sporo o tym święcie. Ba, będzie mu nawet poświęcona!

A tu ja. Świętuję :)








piątek, 20 czerwca 2014

Z literackiego światka

Czas na jakiś luźny post, pościk powiedziałbym nawet. Czyli będzie o życiu :) Tym literackim.
Jest kilka rzeczy, którymi chciałam się z Wami podzielić.

1. W Poniedziałek na przykład, przypadkiem spotkałam Tomasza Białkowskiego. Byłam służbowo w Olsztynie, nagrywaliśmy ( redakcja portalu eKulturalni.pl) teledysk do utworu Leszka Wróbla, to taki młody utalentowany chłopak, który wygrał nasz plebiscyt talentów. W nagrodę był koncert i teledysk właśnie. Ale do brzegu. W pubie, w którym były kręcone niektóre zdjęcia siedział sobie w najlepsze Tomasz Białkowski ;) Miał spotkanie, ale zgarnęłam go już po i poprosiłam o zdjęcie. Zrobiła je Karolina, która robiła fotoreportaż ze zdjęć do teledysku. I zapytałam (obojga ;)) czy mogę dodać na blogu, zgoda była, więc dodaję. I pozdrawiam Pana serdecznie. A tu moja recenzja jednej z książek pana Tomasza.


2. Bożego Ciała nie spędziłam na procesji, ale na grillowanych warsztatach literackich. Z Alternatywnymi - o nich pisałam tutaj. Wiecie, to tacy ludzie, których jak się zna, to można się tym chwalić :) Wszystkich nie było, ale nieobecni ciałem, byli duchem. Czuliśmy. Było cudnie. Spotkaliśmy się w domu jednej z naszych koleżanek. Dziękuję Wam kochani - było cudnie, że się powtórzę.



3. W lipcu poznam i będę miała okazję współpracować z dwoma blogerkami literackimi: Ulą z Pełen Zlew i Wiktorią z Przeczytaj mnie. Dziewczyny będą prowadziły warsztaty dla młodzieży w ramach służbowego projektu, przy którym działam. Przyjemne z pożytecznym, doczekać się nie mogę! :)

4. Wychodzę do Was :) Tzn. częściej odwiedzam Wasze blogi i zostawiam po sobie ślad. Wcale nie mam więcej czasu, wręcz przeciwnie, ale uczę się go sensownie organizować. Jeśli już czytam - minuta, dwie na mnie nie zbawi. Ps: Możecie też zaspamować ten post i podawać linki w komentarzach.

5. A będąc już przy komentarzach - gadżet najaktywniejszych sobie zainstalowałam. Ma on oczywiście służyć jako narzędzie do przeprowadzania konkursów :) Jakieś będą.

6. I na koniec lekki dół, akcja "Moja książka w Waszych rękach" jakoś ostatnio zwalnia... ale z niej nie rezygnuję. Odezwałam się do kilku stron o tematyce słowiańskiej, więc może znajdą się nowi chętni.

7. Idę coś poczytać, bo zapomnę jak to się robi.


piątek, 13 czerwca 2014

Owce w tytule, ćma na okładce, zbrodnie w tle, czyli "Milczenie owiec", T. Harris

Tytuł: Milczenie owiec
Autor: Thomas Harris
Wydawnictw: Albatros
Liczba stron: 431

Nie wiem, jak to się stało, że nie czytałam tej książki. Ja, miłośniczka kryminałów, bez klasyka gatunku na koncie. Wstyd! Czas to naprawić.

No dobra, możliwe, że na fakt, iż książki nie przeczytałam miało wpływ to, że widziałam film - niezliczoną ilość razy. Kiedy tylko którakolwiek ze stacji sobie o nim przypomni - siadam i oglądam. I gdy ostatnio byłam w bibliotece i książka leżała na półce polecanych, najczęściej wypożyczanych czy coś w tym stylu, to ją zgarnęłam.
Choć fabułę pewnie większość (swędzą mnie ręce, żeby napisać wszyscy) zna, jak nie z książki, to choćby własnie z filmu, by sprawiedliwości stało się zadość przytoczę ją.

W Stanach dochodzi do serii zabójstw - sprawca, nazywany Bufallo Billem zabija kobiety i obdziera je ze skóry. Policja nie potrafi wpaść na jego trop, morderca porywa kobiety z różnych miast, a ich ciała są znajdowane w różnych rzekach. Jedną z szans na schwytanie złoczyńcy jest stworzenie profilu psychologicznego przez wybitnego psychiatrę, dra Haniballa Lectera. Ale ów psychiatra sam jest mordercą, który nie tylko zabijał, ale zjadał swoje ofiary... Haniball - Kanibal.

piątek, 6 czerwca 2014

Czary (nie czarny!) kryminał - "Trzeci Znak", Y. Sigurdardóttir


Czary i kryminał, a do tego skandynawski – czy ja mogę chcieć czegoś więcej? Jak tylko przeczytałam opis książki wiedziałam, że muszę ją przeczytać. I tak się przypadkiem zdarzyło, że pierwszą część serii, której bohaterką jest prawniczka Thora przeczytałam jako drugą, a jej tytuł to „Trzeci znak”. Taka wyliczanka :)
Przeczytaj też: Gadżety mola książkowego: przypominajka

Tytuł: Trzeci Znak

Tytuł: "Trzeci Znak"
Autor: Yrsa Sigurgardóttir 
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 380

Moja ostatnia recenzja dotyczyła książki „W proch się obrócisz” Yrsy Sigurdardóttir. Styl autorki mi się spodobał, więc kiedy ujrzałam w bibliotece na półce kolejną jej książkę nie wahałam się. A jak już zobaczyłam tematykę, to nie było opcji, bym jej nie przeczytała. Czy dostałam, czego chciałam?