sobota, 24 maja 2014

Gadżety mola książkowego: "przypominajka"

Wypożyczacie książki z biblioteki? Ja tę instytucję całkiem niedawno przeprosiłam. Lubię mieć książki, ale mimo wszystko bardziej lubię po prostu czytać. I za chwilę sam na sam z książką nie muszę płacić trzydziestu kilku złotych... Chociaż i bibliotece daję parę złotych "zarobić". Wszystko przez moją sklerozę, roztrzepanie, jak zwał tak zwał....
Przedwczoraj właśnie byłam w "mojej" bibliotece, by między innymi oddać przetrzymane książki, nie jakoś kosmicznie długo, zazwyczaj jest to kwestia kilku dni, ale jednak. I mówię do pani bibliotekarki:

- Jak nie zostawię tu przynajmniej trzech złotych to nie wytrzymam - żartem oczywiście.
- A nie próbowała pani przedłużać przez internet? - sympatyczna bibliotekarka próbuje mi pomóc.
- Próbowałam - odpowiadam i obie wybuchamy śmiechem.
- Jak skleroza, to do końca -  dodaję jeszcze.

Bo co z tego, że przy wypożyczaniu dowiaduję się kiedy mam oddać, co z tego, że przychodzi do mnie mejl, który gubi się gdzieś wśród innych i po przeczytaniu już go nie pamiętam...

Ale teraz Wam powiem jak wywiązała się powyższa dyskusja. Otóż na biurku pani bibliotekarki zauważyłam coś tak prostego, że aż genialnego. Karteczki, na które można wpisać datę oddania i włożyć do książki np. jako zakładkę. Z racji tego, że są  naprawdę malutkie, ja zdecydowałam się, że przykleję je sobie delikatnie na okładkę , bo ze środka można wypaść. Poza tym, jeśli data zwrotu będzie na mnie patrzyła za każdym razem, gdy wezmę książkę do ręki na pewno ją zapamiętam i oddam na czas. "Przypominajka" jest genialna! To obowiązkowy gadżet mola bibliotecznego :)


A Wy wypożyczacie książki? Oddajecie na czas? Macie swoje sposoby na terminowe oddawanie?

poniedziałek, 19 maja 2014

Moja (pół)Noc Muzeów

W minioną sobotę, jak na miłośniczkę kultury przystało, skorzystałam z atrakcji jakie moje miasto, to jest Elbląg przygotowało na Noc Muzeów. Niestety w moim przypadku była to zaledwie pół(NOC) i bynajmniej nie dlatego, że byłam tam do godziny zero-zero.
Ofertę dla elblążan na tę noc przygotowało Muzeum Archeologiczno-Historyczne w Elblągu i Centrum Sztuki Galeria El. Tak się składa, że w galerii ma właśnie miejsce wyjątkowa wystawa skierowana do... dzieci, to Interaktywny Plac Zabaw, a ja mam okazję się tam wolontaryzować :) W wolnym czasie pełnię  dyżury, by służyć pomocą zwiedzającym. Świetna sprawa, i jak się można domyślić w tę noc była to niemała atrakcja, toteż zadeklarowałam się, że spędzę swój wolny czas tam. Ale, ale...
Zdążyłam wcześniej odwiedzić muzeum, gdzie udało mi się:
  •  zobaczyć budynek Podzamcza - po raz pierwszy pokazany zwiedzającym po długotrwałym remoncie - robi wrażenie.
  • zwiedzić dom wikingów z Truso, a to prawie jak Słowianie :)
  • zobaczyć - nie tyle dwie wystawy, co ich zapowiedź - rzeczy związanych z Elblągiem i jego mieszkańcami. Jedna z nich poświęcona jest czasom przed- i wojennym, do 45. roku włącznie, druga okresowi PRL. Wchodząc do muzeum spotkałam znajomą, która powiedziała mi, że jak się widzi w muzeum rzeczy, których się używało, to znaczy, że nie jest dobrze. Znajomy pracownik, który zresztą jest autorem poniższych zdjęć, gdy mu to powtórzyłam sprzedał mi muzealny dowcip (tudzież suchar): 
- Co to jest starość absolutna?
- Kiedy wychodzisz z muzeum i włącza się alarm.

  •  i jak na kogoś, kto próbuje swoich sił w pisarstwie przystało, spróbowałam pisać gęsim piórem. I już wiem, że gdyby nie wynaleziono druku, a potem komputera "Potomków..." by dziś nie było. Z wielkim wysiłkiem urodziłam nazwę mego bloga oraz przywitanie - początek listu do listowej znajomej :) 
Tak wyglądałam podczas pracy:



A to są jej (marne) efekty


Na piętra już nie dotarłam, ale znam wystawy, które tam się znajdują więc czuję się usprawiedliwiona.
Potem dyżur w galerii i to doskonały pretekst, by napisać kilka słów o tej wyjątkowej wystawie. A jest dokładnie tym, co mówi nazwa: Interaktywny Plac Zabaw.
To pięć nowoczesnych instalacji (plus ekstra kino z klasyką polskich animacji), które wspierane kamerami, fotokomórkami, czujnikami ruchu, komputerami i czym tam jeszcze rozpieszczają nasz zmysł wzroku oraz powodują wydzielanie się endorfin. Można tam tworzyć melodie chodząc po interaktywnej platformie, podziwiać wszystkie barwy tęczy poruszając się po RGB - wielkich kostkach, które - co ciekawe - są jedynie w trzech, ale za to podstawowych kolorach: czerwonym zielonym i niebieskim. Można zamienić się w bohatera "Gwiezdnych wojen" i świetlistym mieczem malować obrazy, wyczarować siły natury i ruchami rąk na trawą czy wodą przenieść je na ekran. Można też "recytować" wiersz układając obrazki. Uwielbiam! I bawię się tam lepiej niż przychodzące dzieciaki, jak pozostali rodzice zresztą :)




Potem tam jeszcze się działo, ale musiałbym jeszcze z godzinę zostać, a nie po to z domu wygoniłam męża i dziecko i wysłałam do teściów :)  organizując sobie w ten sposób spokój i czas na pisanie, by nocami po galeriach się szlajać. Trzeba było podjąć męską decyzję i choć żałuję, że nie zostałam w galerii do końca, pocieszające jest to, że kilkanaście stron drugiej części "Potomków..." przybyło.

Nie byłabym jednak sobą, gdybym po drodze, nie wstąpiła na Bramę Targową. Pokonałam 158 schodków, by móc podziwiać panoramę nocnego Elbląga. Cudo. Fotkami widoków zbytnio Was nie uświadczę, bo raz aparatu nie mam, dwa zdjęć robić nie umiem. Te tu obecne zamieściłam dzięki dobrym duszyczkom:  Miłoszowi (zdj. z galerii)  i Tomaszowi (zdj. z muzeum).

piątek, 16 maja 2014

Konkurs, który spełnił moje marzenie

Rok temu o tej porze zastanawiałam się czy na pewno powinnam się zgłosić, czy mam szanse, czy moja książka, a raczej rękopis (ściślej komputeropis) się nadaje na konkurs literacki organizowany przez Fundację Elbląg.

poniedziałek, 5 maja 2014

Z prochu powstałeś i... "W proch się obrócisz" Yrsa Sigurdardóttir



Tytuł: W proch się obrócisz

Autor: Yrsa Sigurdardóttir

Wydawnictwo: Muza

liczba stron: 437

To dobra książka, nawet bardzo. Ciekawa zagadka kryminalna, a właściwie dwie, jeśli nie więcej. Jeden ponoć tajemniczy wątek co prawda dość przewidywalny - drugi bardzo zaskakujący (o tym, oczywiście w SPOILerowej). Ale ogólnie kryminał skonstruowany jak się należy, z jednej strony wszystko poukładane, bohaterka rozwiązywała sprawę dokładając kolejne części układanki i szło jej to sprawnie, z drugiej strony nie brakowało zwrotów akcji i wodzenia czytelnika za nos. Naprawdę dobrze oceniam ten kryminał. Ale ta książka zdobywa moje punkty w szczególności za: