środa, 26 lutego 2014

Recenzja SPOILerowa: Instytut Jakub Żulczyk

Uwaga, jak sam tytuł wskazuje będą tu spoilery. Recenzja SPOILerowa to odrębny cykl na moim blogu. Tradycyjna recenzja tej książki jest TUTAJ. Zachęcam to zapoznania się z nią, bo będą odwołania.

Jak wspomniałam w recenzji tradycyjnej, o ile akcja książki i styl pisania przypadły mi do gustu, o tyle miałam sporo uwag co do naginania fabuły. I głównie o tym będę tu pisała. Ale znajdą się i SPOILerowe plusy, spokojnie :)
Pierwsza sprawa - powód dla którego główna bohaterka zamieszkała w owym mieszkaniu. Rozstała się z mężem, a z powodu dobrze ustawionych teściów i nie najlepszej opinii i przeszłości nie miała szansy na to, by uzyskać prawa do opieki nad dzieckiem. Nigdzie jednak nie znalazłam informacji, że matka nie mogłaby się z nią spotykać, gdyby została w Warszawie. A ona zamiast tego przeprowadziła się do mieszkania odziedziczonego po babci... w Krakowie. I z jednej strony tęskniła za córką, a z drugiej nie chciała sprzedać mieszkania, choć był klient, który oferował gigantyczne pieniądze. Mogła sobie za nie kupić mieszkanie blisko córki, założyć działalność, ustawić się,  wyjść na ludzi. A zamiast tego zatrudniła się jako barmanka i mieszkała w apartamencie ze znajomymi z pracy w pubie, ubolewając, że dzieli ją tyle kilometrów od dziecka. Ok, ja rozumiem, że gdyby tam nie mieszkała nie byłoby tego przetrzymywania, ale mogła tam zostać z innego powodu, choćby właśnie z powodu problemów ze sprzedażą, albo trzymałyby ją w Krakowie sprawy spadkowe i musiała być na miejscu, żeby to załatwić. Bo dla mnie te rzeczy się tak wykluczały, że trąciły bezmyślnością autora. Oczywiście wiem, że klientami byli właśnie ci, którzy stali za uwięzieniem. Ale to też można było rozegrać inaczej, np. mogli nie chcieć kupić mieszkania tylko je zwyczajnie próbować wyłudzić. Ostatecznie i tak zostali przedstawieni jako banda psychopatów,więc nie musieli mieć jakiś racjonalnych powodów.

To teraz spoierowe plusy, żeby nie było. Była taka scena - w mieszkaniu sąsiadki, do którego bohaterom udało się wejść, która przypominała mi scenę ze scenariusza filmu napisanego przez męża głównej bohaterki. Oczywiście bohaterka nie skojarzyła faktów (za pierwszym razem), a ja tak i byłam przekonana, że to zemsta męża. Nie było to prawdą, więc plus dla autora za wywiedzenie mnie w pole. Zawsze to doceniam :) Swoją drogą to też byłby dobry motyw... A nie jacyś Oni. To było takie trochę, no, naciągane :) Jak dla mnie teoria spiskowa na tak małą skalę po prostu się nie opłaca :)

A Wy? Czytaliście tę książkę? Chcecie się wypowiedzieć? Zapraszam!

Dom - (nie)bezpieczna przystań - Insytut, Jakub Żulczyk

Tytuł: Instytut
Autor: Jakub Żulczyk

Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 240



Dom - (nie)bezpieczna przystań


 "Mam na imię Agnieszka. Moje mieszkanie ma na imię Instytut. Dwanaście godzin temu zostałam w nim uwięziona. Mój dom jest moim więzieniem. Nie mogę z niego wyjść. Nikt nie może do niego wejść."


Tak jest opis na okładce i takimi słowami zaczyna się książka. A właściwie nie, tak zaczyna się narracja głównej bohaterki. Prologiem jest artykuł z gazety informującym o tym, że w jednym z krakowskich mieszkań znaleziono zwłoki ośmiu osób, w tym najprawdopodobniej właścicielki - czyli naszej głównej. bohaterki. Potem rzeczywiście dowiadujemy się, że ona i jej znajomi zostali uwięzieni w mieszkaniu, więc wszystko wskazuje na to, że autor zdradził nam koniec na początku. A mimo to czyta się dalej... To największy plus - książkę czyta się ekspresowo, akcja wciąga, choć są elementy drażniące, ale o tym za chwilę. 
Choć akcja rozgrywa się  jednym miejscu i w ciągu kilkunastu godzin, wspomnienia i rozmyślania głównej bohaterki, przenoszą nas w różne okresy jej życia. Bardzo mi się podobało i moim zdaniem udało się autorowi. Stopniowało dowiadywaliśmy się więcej o jej przeszłości i o niej samej, a nawet w pewnej chwili wydawało się, że wiem dlaczego została uwięziona. Czy miałam rację? Okazało się, że się myliłam. Więc kolejny punkt dla Żulczyka. (Zdradzam moje przeczucia w recenzji SPOILerowej)
Głowna bohaterka dobrze wykreowana, co nie znaczy, że pałam do niej sympatią. 35-latka  z mentalnością 
świeżo upieczonej studentki, dla której grunt to dobra impreza. Nieodpowiedzialna jako matka, co sprawiło, że wcale nie było mi jej żal. Jej nie, ale córki tak. Właśnie o to chodzi, że drugiej strony była pokazana jako zakochana w swojej córce z wzajemnością. Dziewczynka kochała ją, uważała za przyjaciółkę.  I tu zaczynają się schody... w fabule, a dokładniej wady książki
Było w niej dużo naciągania.... Akcja się toczy - ok. Teoretycznie wszystko ma ręce i nogi. Ale właśnie wspomniane relacje z córką, decyzja Agnieszki o rozłące z dzieckiem, nieudane próby ucieczki z więzienia, i sam powód przetrzymywania lokatorów, naprawdę można było wymyślić inaczej. Sama końcówka przewidywalna, bynajmniej nie z powodu wycinku z prasy na początku książki, a może właśnie dlatego...  Ogólnie z tego mogło wyjść coś naprawdę na najwyższą półkę tudzież 10 gwiazdek, ale miałam wrażenie, że autor w jednej chwili dał z siebie wszystko, a w drugiej machnął ręką. Jakby  wymyślił sobie akcję, ale sam  nie wiedział jaki jest powód uwięzienia bohaterów i na koniec napisał cokolwiek.

Więcej nie powiem. I przypominam o moim nowym cyklu - Recenzja SPOILerowa.  Tam mówię dużo więcej i zapraszam do dyskusji nad książką jeśli ją przeczytaliście - tam będziecie mogli nad nią ochać i achać, względnie zmieszać z błotem. Tam nikt nie będzie miał pretensji o spoilery, bo tam dyskusje nad przeczytaną książką właśnie się rozchodzi :)


Ocena tradycyjna: 6/10
Moja ocena: półka

***
Ta książka bierze udział w wyzwaniu "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"

środa, 19 lutego 2014

Gadżety mola książkowego: niewidzialna półka na książki

Dziś post z cyklu "Gadżety..." będzie z jeszcze większym przymrużeniem oka niż już bywało. Chciałabym opisać niewidzialną półkę na książki - taką, którą przykręca się do ściany i układa na niej książki tak, że wyglądają, jakby wisiały w powietrzu, a półki nie widać. Ale w moim przypadku to naprawdę jest niewidziana półka  - bo jej po prostu  nie mam :) Wybaczcie mi ten żarcik (zrozumiem, jeśli powiecie, że nie udany :)). Kiedyś zamierzam sobie taką sprawić i naprawdę ją opiszę. Dziś jednak nieco się stresuję, bo jutro mam swój pierwszy wieczór autorski i obawiam się,  że w tej chwili nie jestem w stanie napisać nic sensownego, czego dowodem może być niniejszy post. Pa! I życzcie mi powodzenia :)

Poniżej print screen z grafiki, jaką wyszukało google, gdy wpisuję niewidzialna półka.




poniedziałek, 17 lutego 2014

Recenzja SPOILerowa: „Talizman z jeziora”, Agnieszka Kumor



To pierwszy wpis, który rozpocznie nowy cykl. W recenzji SPOILerowej będę zamieszczał moje zdanie o przeczytanej książce, której recenzję tradycyjną można oczywiście znaleźć na moim blogu.
 
W recenzji SPOILerowej, jak sama nazwa mówi, zdradzam zakończenie i inne ważne wątki, by móc bez poczucia winy podziwiać, tudzież zmieszać z błotem ten czy inny pomysł autora.  
Również Wy, jeśli przeczytaliście dany tytuł będziecie mogli w komentarzach będziecie mogli bez obaw wyrażać swoją opinie typu „Nie wierzę, że to właśnie on ją zabił…” Nie możliwe, że była córką szwagra swojego przyszłego teścia, który okazał się jej zięciem” :)
Mam nadzieję, że mój pomysł Wam się spodoba i będziemy sobie tu dyskutować o książkach do woli.
Źródło: http://demotywatory.pl/3185121/Irytujacy-sa-ludzie



Ten wpis dotyczy „Talizmanu z jeziora”. Recenzja tradycyjna jest tutaj. 
Jeśli ją czytaliście to wiecie, że książka nie przypadła mi do gustu. Wspomniałam, że w książce poruszonych było wiele wątków, to prawda było tam za dużo wszystkiego, a za mało konkretów.  Pisałam, że trochę przypominało mi to Shreka, w którym możemy znaleźć postaci z różnych bajek -  oczywiście w Shreku było to genialne, a w Talizmanie z jeziora? Jedna wielka mieszanka, potwór z Lochness, którego pilnowały psy groźne niczym cerber i trzeba było rozwiązać zagadkę jak u sfinksa. To jakiś pastisz chyba był. No i skoro mogę tu zdradzić zakończenie, to od razu powiem, że  Emma i Thomas oczywiście zostali połączeni i… zamienili się w łabędzie! Z kolei jeden z głównych bohaterów, których misją właśnie było połączenie zakochanych okazał się być… kotem. Brakowało tylko klowna.

Ktoś z was czytał? Chce się wypowiedzieć?




*** Będzie mi miło, jeśli po przeczytaniu zostawisz komentarz ***

Ale o co chodzi? - "Talizman z jeziora", Agnieszka Kumor

Tytuł: Talizman z jeziora

Autor: Agnieszka Kumor
Liczba stron: 159
Wydawnictwo: G+J Książki


Ale o co chodzi?


 Nie zrozumiałam tej książki. Naprawdę. Nie wiem, o czym miała być i dlaczego na okładce jest opis: "Baśń ery internetowej". Nie chcę powiedzieć, że była o niczym, bo to bolesne stwierdzenie, ale  dużo jej brakuje, by móc powiedzieć, że była o czymś... 

piątek, 14 lutego 2014

Twórcze piątki: fragment "Potomków..."

W zeszły piątek dałam ciała, bo nie dałam twórczości. Choć w mojej szufladzie, jak się dobrze poszpera to można znaleźć to i owo, ale nie zdążyłam żadnego tekstu wyszlifowywać na tyle, by pokazać go Wam.

Dziś piątkową twórczością się podzielę, ale trochę inaczej... Otóż, po pierwsze pojawiła się już oficjalna informacja od organizatorów, to i ja mogę się oficjalnie pochwalić :)
20 lutego (czwartek) odbędzie się mój pierwszy wieczór autorski, więc zapraszam, jeśli macie blisko. Będzie w Elblągu.

A skoro to "Potomkowie pierwszej czarownicy" będą głównym tematem spotkania to ich fragment chciałabym Wam zaprezentować. Tylko trochę inaczej - nie będę wklejała tekstu. Jeśli macie ochotę możecie posłuchać, jak go czytam. 
Nagranie znajdziecie tutaj - na stronie eŚwiatowid.pl - pierwsza część to rozmowa, ale potem przytoczyłam fragment książki. Zapraszam do posłuchania, a jak komuś się spodoba i stwierdzi, że może chcieć przeczytać więcej, to przypominam o akcji "Moja Książka w Waszych rękach" - na bieżąco informuję tam, co się dzieje z wędrującymi książkami i gdzie można je w tej chwili "przechwycić".

środa, 12 lutego 2014

Gadżety mola książkowego: kubek


Znacie jakiegoś mola książkowego, który czytając w domowym zaciszu nie popija kawy/herbaty/czekolady? Ja też nie. Więc kubek to gadżet obowiązkowy każdego książkoholika.

Ja mam trzy ulubione naczynia, które towarzyszą mi przy lekturze. Każdy zarezerwowany jest do innego napoju. Do każdego mam sentyment z innego powodu :)

wtorek, 11 lutego 2014

Urlop nad morzem - Agnieszka Pietrzyk

Tytuł: Urlop nad morzem
Autor: Agnieszka Pietrzyk
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 311

Na spotkaniu autorskim, promującym "Urlop..." , na którym miałam okazję być, Agnieszka Pietrzyk powiedziała, że ta książka będzie inna, że - owszem - będzie to kryminał, gatunek, który lubi, ale nie klasyczny. Mówiła, że tu bardziej od tego, kto zabił, będzie ważniejsze, kto zginął. I tak było. Wspomniała też, że wodzi czytelnika za nos. I... co prawda, to prawda...

czwartek, 6 lutego 2014

Gadżety mola książkowego: zakładki i zakładeczki


 Tak, wiem - pisałam już o zakładce magnesowej. Ale wiecie, zakładka zakładce nierówna... Dziś zrobię powiedzmy, że zbiorówkę - opiszę kilka, co nie znaczy, że jeszcze kiedyś do tematu zakładek nie wrócę. Opisuję na razie te, które mam. Właściwie będzie to coś na wzór rankingu tudzież porównań, choć z przymrużeniem oka.

poniedziałek, 3 lutego 2014

Mistrz przekory. "Doktor Sen" Stephen King

Tytuł: Doktor Sen
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 656

Mistrz przekory

Jak ja się stęskniłam za Stephenem Kingiem! Nie wiem, jak to się stało, że zrobiłam sobie tak długą przerwę w czytaniu mistrza horroru, a miałam się (i mam nadal) za jego fankę.  Nawet nie pamiętam, kiedy (na pewno nie odkąd prowadzę bloga) i co Kinga ostatnio czytałam. Właśnie skończyłam lekturę "Doktora Sen" i mówię Wam - jestem na kingowskim głodzie, będę go szukać i czytać.