wtorek, 30 grudnia 2014

Goniąc cienie - Marta Bilewicz [recenzja]


Coben. To pierwsze skojarzenie jakie przyszło mi na myśl, kiedy czytałam te książkę. I mam nie lada problem, bo Coben to spec od kryminałów, a autorka "Goniąc cienie" wyraźnie zaznacza, że czym jak czym, ale kryminałem to ta książka nie jest.




I rzeczywiście, kiedy przeczytałam ją do końca to, co prawda pierwsze skojarzenie zostało, ale nie o gatunkowe podobieństwa tu chodziło. Jednak zanim wyjaśnię, wiadomo - trochę retardacji się przyda. Książka "Goniąc Cienie" trafiła do mnie... z rąk własnych autorki, Marty Bilewicz, którą miałam okazję spotkać pewnego letniego dnia w Gdańsku - pisałam o tym - TUTAJ. I żeby nie było - nie męczyłam jej od lipca :) Musiała trochę poczekać na swoja kolej i mój wyż czytelniczy, bo długo byłam w niżu :)



Opis - tradycyjnie - za wydawcą:

"Lucas Scarlett prowadzi agencję detektywistyczną w Chicago. W trakcie śledztwa, w jednej z akcji, poznaje tajemniczą Chelsea, która udziela schronienia jemu i jego rannemu przyjacielowi. Na pierwszy rzut oka dziewczyna wydaje się być zwyczajna i niegroźna. Jednak w miarę odkrywania tajemnic wokół niej, Lucas nie jest już niczego pewny. Kiedy nagle zagląda w lufę pistoletu dzierżonego w jej dłoni, jest już pewien, że Chelsea nie jest zwyczajną dziewczyną. Czy to ona postrzeliła jego przyjaciela? Kto telefonuje do niej po nocach? Akcja książki w zaskakujący sposób przenosi się z Chicago i małego miasteczka Crystal City, aż do Meksyku. Brawurowa ucieczka plażą na wybrzeże oraz motorówką przed uzbrojonymi zabójcami, rzuca naszych bohaterów na jakąś – bliżej nieokreśloną – wyspę. Kim tak naprawdę jest Chelsea? Jaka jest jej rola we wszystkim, co właśnie spotkało Luke’a? Czy uda im się rozwiązać wszystkie tajemnice? Czy będzie stać ich oboje na szczerość? Na te i inne pytania odpowie dynamiczna akcja powieści Goniąc cienie


Ktoś już się domyśla co Cobenowskiego znalazłam w tej powieści? No, może opis nie wystarczy - więc powiem w końcu. Lucas i jego wspomniany przyjaciel Tom strasznie kojarzyli mi się z Myronem Bolitarem i Winem. Oczywiście różnili się od bohaterów amerykańskiego pisarza, ale czasami miałam wrażenie, że czytam właśnie ich przygody. Przynajmniej na początku, bo potem dostrzegłam inne wątki...

I tak zgadzam się, że jest to powieść sensacyjna czy też detektywistyczna, akcja naprawdę była wartka i wiele się działo, ale jakby między wierszami. Bo na pierwszy plan wysuwała się... miłość. Dawno nie czytałam książki o miłości. Tak dobrej książki o miłości. Tak... pięknej. Muszę przyznać, że rzadko po takie sięgam, i chociaż "Goniąc cienie" to też nie jest typowy romans - to uczucia aż wylewały się tu z kartek. W tej książce miłość została pokazana z każdej strony, odmieniona przez wszystkie przypadki, rozliczona z zalet i wad.
Mamy tu dojrzały związek, scementowany, któremu nie zabraknie czasami oczywiście krzty zazdrości, i w którym pojawia się - z dobrych pewnie intencji, ale czasem odbierana jako brak zaufania - nadopiekuńczość. 
Mamy związki niezobowiązujące, które obok miłości nawet nie stały. Przynajmniej z jednej strony.
Jest też (a jakże) uczucie rodzące się, pełne motylków w brzuchu i namiętności. I to jakiej (Marto, umiesz pobudzić wyobraźnie :P). Ta zajęła najwięcej miejsca, pozostałe wymienione wynikają z sytuacji, historii, a ta zapełniła karki książki, chwilami było jej nawet ciut za dużo. Ale z drugiej strony - przecież, kiedy przychodzi zauroczenie, nie myśli się o niczym innym. I tak właśnie mieli nasi bohaterowie - wciąż rozmyślali o obiekcie swoich westchnień.
Mamy bezgraniczną, pełną cierpień, miłość matki do dziecka. Wreszcie mamy miłość, która, nie bez powodu, przerodziła się w nienawiść w czystej postaci. A nawet całkowity brak uczuć (jak można bez nich żyć?!) u jednego z bohaterów. Tego złego, jak można się domyślać. 
Nie mogę niestety rozwinąć tych wątków nie zdradzając fabuły, więc odsyłam was do lektury. Zrozumiecie.

Ale żeby nie było tak różowo... :) W książkach zagranicznych autorów zawsze dodaję punkt za wątki związane z Polską. Tu niestety muszę punkt zabrać. I chociaż z tym moim patriotyzmem to różnie bywa :), to zawsze doceniam wspomnienie naszego kraju przez pisarzy z innych części świata. I właśnie dlatego, że po pierwsze muszę być konsekwentna, a po drugie, naprawdę trochę mi żal, że Lucas nie był Łukaszem, to odbieram jako minus. Ale chyba za to jedyny :)
Zakończenie co prawda dość przewidywalne, ale za to tuż przed niemal dostałam palpitacji serca.

Podsumowując "Goniąc cienie" doprowadziły mnie do łez, a to druga - po wbiciu w fotel - oznaka, że książka jest dobra. Jeśli lubicie sensację i/lub książki o miłości, sięgnijcie po "Goniąc cienie" Marty Bilewicz, znajdziecie i jedno i drugie.


Ocena tradycyjna: 7/10





wtorek, 23 grudnia 2014

Wesołych Świąt!

Moi Drodzy Szufladopółkowicze!

Najprościej byłoby napisać, że życzę Wam mnóstwa książek pod choinką i czytelniczych świąt - co oczywiście jest prawdą :).
Ale może te kilka dni warto spędzić zamiast z książką, to z kimś bliskim? Więc obdarowani przez rodzinę i przyjaciół tym, co najbardziej uwielbiacie - nowymi tytułami, spróbujcie czasem wyciągnąć nos z książek i dajcie im to, co Wy macie najlepszego - siebie. Pobądźcie ze sobą. Albo poczytajcie razem :)

Także:
Wesołych, Rodzinnych i Czytelniczych 
(w odpowiednich proporcjach) 
Świąt 
życzy Wam Szufladopółka

piątek, 19 grudnia 2014

Gąski, gąski do... książek. Polskich autorów.

Śmiem twierdzić, że większość z Was zna akcję "Polacy nie gęsi i swoich autorów mają", której społeczność pieszczotliwie nazywana jest Gąskami








I przywódczynie tego gąskowego stada poprosiły mnie, bym jako autorka książki nagrała krótki materiał, w którym polecam polską literaturę. A że i służbowo z Gąskami również działam, skorzystałam z dobrodziejstw jakimi są kamera, operator i montażysta w redakcji portalu eKulturalni.pl  :) i tak powstał króciutki materiał. Zapraszam:



No, a jak już jestem przy prezentacji mojej skromnej osóbki, to możecie mnie obejrzeć również TUTAJ, kiedy jako czarownica prezentowałam się podczas jubileuszu Alternatywnego Elbląskiego Klubu Literackiego.

sobota, 13 grudnia 2014

Meczet Notre Dame. Rok 2048 - recenzja

Utopie, antyutopie czy literatura postapokaliptyczna/futurystyczna, to coś, co lubię, więc kiedy otrzymałam propozycję zrecenzowania tej książki od razu się zgodziłam - choć przyznaję - swoje w kolejce odczekała, ale bardziej rywalizowała z brakiem czasu niż z konkurencją w postaci innych książek. Czy dostałam, co chciałam? Najpierw jednak, standardowo, fabuła. Przedstawiona tu futurystyczna wizja wygląda tak:

Paryż, rok 2048. W opanowanej przez islam Europie panuje prawo szariatu, a ulice patrolowane są przez policję religijną. Nowa rzeczywistość dzieli ludzi, rodziny i przyjaciół. Gdy jedni wybierają dostatnie życie kolaborantów, inni usiłują zachować resztki godności i wolności, choćby za cenę nędzy i prześladowań. Ostatni chrześcijanie zostają zepchnięci do getta i pozbawieni wszelkich praw. Nierówną walkę z islamistami podejmują jedynie członkowie Ruchu Oporu, prowadząc krwawą partyzantkę. Jednym z nich jest osiemnastoletni Eugène Olivier, potomek rodu Léveque, którego przedstawiciele z pokolenia na pokolenie sprawowali godność ministrantów w katedrze Notre-Dame (obecnie meczet Al-Frankoni). Wraz z ojcem Lotaire – duchowym przywódcą paryskich katakumbników oraz tajemniczą Sophie Sévazmiou, bierze on udział w desperackiej walce przeciw dominującemu systemowi religijno-cywilizacyjnemu, w sytuacji gdy muzułmańskie władze planują „ostateczne rozwiązanie kwestii chrześcijańskiej”.
/Opis za wydawcą, Wydawnictwo Varsovia/

A teraz czas zebrać myśli. Książki nie czyta się łatwo, toteż nie łatwo jest napisać recenzję. Na początku zadałam pytanie czy dostałam to, co chciałam - a więc nie. Co nie znaczy, że traktuję to jako minus. Oczekiwałam przeżyć bohaterów, ich przygód, walki o przetrwanie - i oczywiście nie zabrakło bomb, karabinów i ofiar - nawet mogę powiedzieć, że od takich scen się zaczęło i na takich skończyło. Ale to nie akcja była dobrą stroną tej książki, ale to, co działo się między wierszami. To rozmów i wspomnień bohaterów wypatrywałam na jej kolejnych kartkach. Zawsze pozytywnie oceniam, kiedy z książki mogę się wielu rzeczy dowiedzieć. I chociaż autorka od razu zastrzegła, że wszystko jest wymysłem jej fantazji, o czym przypominano nawet w niektórych przypisach, to wypowiedzi bohaterów opierała na faktach, opowiadali o historycznych wydarzeniach, które miały miejsce w rzeczywistości (choć oczywiście były jakoś przez nich interpretowane). W przypisach wszystko było dokładnie wyjaśnione czy to przez autorkę, tłumacza czy redaktora - więc naprawdę widać kawał dobrej roboty przy tej książce. W ogóle forma przypisów mnie tu zafascynowała - Czytelnik mógł znaleźć wytłumaczenie dlaczego bohater powiedział lub zrobił tę czy inną rzecz, tu często poznawaliśmy przeszłość bohaterów, która wcześniej była dla nas zagadką.

A teraz temat przewodni. Czy zalanie Europy islamem jest realne czy to wszczynanie niepotrzebnej paniki? Nie ukrywam, że dla mnie pewne sytuacje, które wydarzyły się w ostatnich latach są zastanawiające. Słyszałam np. o Brytyjce, której sąd nakazał usunąć sprzed domu choinkę, bo obraża to uczucia religijne jej sąsiadów muzułmanów. Tylko, że to ona była w swoim kraju...
Czytając "Meczet..." czasami odnosiłam wrażenie, że czytam coś w rodzaju pastiszu, i że ta wizja przyszłości ociera się o granice absurdu. Przytoczę cytat z rozmowy prawowiernego (czyli muzułmanina), ze swoim pracownikiem - Francuzem nawróconym na islam:

- Ty mnie tu nie pouczaj! Akurat wasze kobiety, Francuzki, mało rodzą! - oburzył się imam. - Myślisz, że nikt nie wie, co wy wyprawiacie? Bierzecie do domu jakąś starą dziewkę, siostrę albo przyjaciółkę żony, niby na drugą żonę, a prawda jest taka, ze ona tylko pomaga w gospodarstwie albo dzieci niańczy. Udajcie, oczy mydlicie uczciwym ludziom!  Żadnego przywiązania do normalnego porządku u was nie ma. A ja bym sprawdzał, tak sprawdzał czy mężczyzna śpi z wszystkimi żonami czy nie. Wziąć by was pod lupę, to zaraz by się wydało co się w waszych rodzinach wyprawia!

Jednak o ile to wyżej brzmiało, jak szowinistyczny dowcip rodem z kabaretu, o tyle inne sytuacje przedstawione w książce wydają się być o wiele mniej zabawne. Jak sytuacja, kiedy nawrócony Francuz (a przeszedł się na islam, by zapewnić bezpieczeństwo rodzinie!) obawia się, że swoją trzynastoletnią córkę będzie musiał oddać jako czwartą żonę swojej wiekowemu przełożonemu, a druga - kilkulatka - może być narażona na obrzezanie, symbol czystości kobiety.

Te przykłady i barbarzyńskie tradycje rzeczywiście sprawiają, że obawy autorki wydają się być słuszne. Niestety jednak głównym minusem w książce jest to, że autorkę ciągnie do skrajności. Krytykując islam wystawia na piedestał chrześcijaństwo i przedstawia jako jedyną słuszną religię. I to taki paradoks trochę. Ale wnosząc po notce od autora zamieszczonej na końcu książki była przygotowana na tego typu uwagi.

A teraz dla równowagi plus. Jak zwykle, patriotycznie dodaję plus książką zagranicznych autorów, w którym jest wspomnienie o Polsce. Tu nie tylko Polska się pojawiła, ale i  została przedstawiaona jako kraj, który się nie ugiął. Chciałam podać cytat, ale nie będę spoilerować - przeczytajcie sami.

A zakończenie? Nie było szczególnym zaskoczeniem, bo bohaterzy szybko zdradzili swoje plany. Ale czy było dobre? No cóż, happy end ma różne oblicza.

Książkę chciałbym poddać głębszej analizie w ramach Recenzja SPOILerowej, ale potrzebuję na to jeszcze więcej czasu. Więc bardzo proszę o cierpliwość.

Ocena tradycyjna: 7
Moja ocena: półka

Tytuł: Meczet Notre Dame. Rok 2048 
Autor: Elena Czudinova
Wydawnictwo: Varsovia
Liczba stron: 312

Recenzja powstała dla portalu eKulturalni.pl. Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Varsovia.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Alternatywni na Scenie - podwójne literackie urodziny



Prezentacja literatów lokalnych i tych z nieco dalszych stron, nastrojowy, liryczny koncert, turniej jednego wiersza i poetyckie jam session. Och, ale się działo. I dziać się musiało, w końcu to podwójne urodziny: 15. jubileusz Elbląskiej Sceny Literackiej oraz piąte urodziny Alternatywnego Elbląskiego Klubu Literackiego. Impreza odbyła się w piątek, ale nastrój wciąż unosi się w powietrzu….

niedziela, 23 listopada 2014

Recenzja SPOILerowa: "Zapora", Henning Mankell

Ta SPOILerowa będzie krótka. Nie ma się tu nad czym pochylać. Dokończę więc wątek z tradycyjnej recenzji.Na czym skończyłam? A, że jedna rzecz, to mnie tak dobiła, że aż się zastanawiałam czy autor jest głupi czy nas, Czytelników ma za głupich, bo.... 
 z bohatera to zrobił głupka. Od kiedy policjant oddaje człowieka, któremu grozi niebezpieczeństwo osobie, którą widział dwa razy w życiu? Ja rozumiem, że tu była kwestia miłosna, że on zaczął się z nią spotykać, chciał, żeby coś z tego wyszło. Ale, błagam, poznał kobietę przez ogłoszenie w gazecie i umieścił u niej chłopka, którego ktoś mógł chcieć zabić. Oczywiście nie mógł wiedzieć tego co my - czytelnicy, ze to ona była dla niego niebezpieczeństwie, ale tak czy siak, to było takie słabe, że aż nie wiem jak to skomentować... Eh,

"Zapora" - Henning Mankell [recenzja]

Tę książkę przeczytałam z dwóch powodów. Pierwszy zrozumiały: skandynawski kryminał, drugi to fakt, że kupiłam sobie ją w taniej książce za 5 złotych. No więc skoro już weszłam w posiadanie książki Mankella to potraktowałam ją z uprzywilejowaniem i jakieś kilkanaście książek przepuściło ją w kolejce. Czy było warto? Hmmm...

Opis za wydawnictwem:

"Ystad, jesienna noc. Dwie nastolatki napadają na taksówkarza. Mężczyzna ginie, a aresztowane dziewczyny twierdzą, że zabiły go dla pieniędzy. Wkrótce jednej z nich udaje się uciec. Tymczasem w innej części miasta przed bankomatem zostaje znaleziony martwy człowiek z rozległą raną na głowie. Zbrodnie jakich wiele można by pomyśleć. Jednak Kurt Wallander podejrzewa, że kryje się za nimi coś więcej. Nieświadomy rozmiaru niebezpieczeństwa, osamotniony i nękany problemami osobistymi, wkracza w świat wielkich finansów i tajnych stowarzyszeń. Tym razem musi wykazać, że w cyberprzestrzeni jest równie skuteczny, co w realnym świecie. Czy pokonanie wirtualnej zapory przybliży go do prawdy?"

Cóż mogę powiedzieć o tej książce? Że jest bardzo przeciętna. Niby po opisie można wyciągnąć wnioski, że jest bardzo tajemnicza, ale mam wrażenie, że autor nie wykorzystał całego potencjału. Teoretycznie fabuła była wciągająca - chciało mi się czytać, nie miałam kilkudniowych przestojów itp. Język - znośny. Ale wiele rzeczy mnie drażniło. Na przykład, hmmm, jakby to powiedzieć niezdecydowanie autora. Działo się sporo - czasem miałam wyraźnie, że bardzo dużo, przy czym było mnóstwo powtórzeń - bardzo mnie irytowały. Szczególnie dotyczyły przemyśleń bohatera. Ok, ja rozumiem, że gdy człowieka zastanawia jakaś kwestia to często wraca do niej myślami - ale wplatanie tego w historię co drugi rozdział to przesada. A już jedna rzecz, to mnie tak dobiła, że aż się zastanawiałam czy autor jest głupi czy nas, Czytelników ma za głupich, bo.... o tym więcej w SPOILerowej - nie da się tego powiedzieć bez zdradzania fabuły :)
Jako drugi plus - oprócz tego, że dało się czytać :) to jednak temat. Tematem jest tu świat informatyki i planowany cyberterroryzm - zważając na fakt, że książka jest z 1998 roku, kiedy ja najwyżej widziałam komputer u kilkorga moich znajomych, to należy się szacunek.

 I oczko w górę za olśnienie :) Znacie moją słabość jaką jest podręcznikowy główny bohater? Właśnie ta książka wskazała mi jeszcze jedną charakterystyczną cechę takiej postaci - niechęć do technologii. Może właśnie dlatego, że fabuła jej dotyczyła. Ale kiedy sobie to uświadomiłam przypomnieli mi się inni "Podręcznikowi..,", którzy mieli to samo. Pamiętam, że wyraźnie dostrzegłam to też przy Szerszeniu z "Tylko martwi nie kłamią" Katarzyny Bondy. I tradycyjnie doceniam - każdy choćby najmniejszy wątek o Polsce. A tu nie rzadko padała nazwa naszego kraju.
Zapora to ósmy tom z serii przygód Kurta Wallandera - ale spokojnie można ją przeczytać osobno - bohater często wraca do przeszłości, więc wtajemniczy was w swoją przeszłość.

Podsumowując tej książce zabrakło tego czegoś i ten brak w połączeniu z tym słabym czymś, o czym piszę w SPOILerowej - znacznie obniża jej ocenę.



Ocena tradycyjna: 5,5/10
Moja ocena: szafka

poniedziałek, 17 listopada 2014

Moja książka w Waszych rękach - podsumowanie akcji i... losowanie książek :)


Dziewięć miesięcy, cztery ścieżki, bo cztery pory roku, ale pięć książek (dlaczego zaraz powiem), 26 osób i 24 recenzje (na dwie jeszcze cierpliwie czekam :)) i setki, a nawet tysiące kilometrów (dokładnie niestety nie liczyłam, ale jestem słaba z matmy :))
Tak, moi drodzy akcja "Moja książka w Waszych rękach" dobiegła końca. 
Przynajmniej jej pierwsza edycja. Czy będzie następna, to się okaże, ale skupmy się na pierwszej.


Umówmy się, że nie mam trzech tygodni spóźnienia.... :) Miałam ogromną chęć podsumować to w dniu moich urodzin (28 października), by stworzyć piękną klamrę, bo zaczęło się w urodziny mej córeczki - 23 stycznia. Nie udało się, ale jak to się mówi lepiej późno niż później.

23 stycznia 2014 roku, w dniu urodzin mojej córci, wylosowałam cztery osoby, które zgłosiły się do mojej akcji wędrującej książki "Moja książka w Waszych rękach". 
Tym, którzy dopiero trafili na mój blog wyjaśniam, że zostałam laureatką Konkursu Literackiego Fundacji Elbląg - główną nagrodą była publikacja rękopisu. Więcej o tym pisałam TUTAJ. i TU. Jednak są to jedynie egzemplarze promocyjne, o wystawieniu ich na księgarniane półki nie mam jeszcze co marzyć. Toteż zdecydowałam się, że oddam Moją książkę w Wasze ręce.
Z racji, że fabuła książki nawiązuje w pewien sposób do pór roku, wysłałam książki w podróż, by wędrowały po czterech ścieżkach: Wiosna, Lato, Jesień, Zima. Każda osoba, która otrzymała książkę miała ją przeczytać, napisać i opublikować gdzieś (blog, portal czytelniczy) recenzję, zrobić sobie z nią zdjęcie, wpisać się na pamiątkę do środka oraz wysłać ją do kolejnej chętnej osoby (z własnego lub mojego bloga).

Oczywiście - mogłam zwyczajnie wysłać egzemplarze recenzenckie do blogerów, ale zainspirowałam się podobną zabawą u p. Ani i choć trudno mówić o drugim życiu książki na samym początku jej egzystencji, zdecydowałam się na tę akcję :)

A jak to wyglądało? Oj, bywało różnie. Na przykład książka na ścieżce Jesień zagubiła się w akcji - już po pierwszym przystanku... Nigdy nie dotarła do drugiej osoby. Długo więc "Potomkowie..." wędrowali na trzech ścieżkach, ale w końcu dotarło do mnie, że trzy pory roku, to nie cztery :) Postanowiłam więc reaktywować ścieżkę Jesień. Zrobiłam to przy pomocy Gąsek, tzn. organizatorów akcji Polacy nie gęsi swoich autorów mają, za co serdecznie dziękuję.  Dzięki temu książkę przeczytały kolejne trzy osoby.

Zagubiona Jesień to chyba największa przygoda jaka przytrafiła się "Potomkom...", ale akcji towarzyszyły różne sytuacje. Najsmutniejszym doświadczeniem było dla mnie to, że ktoś nie chciał wziąć udziału w akcji dlatego, że książki nie można było zachować, ale przesłać dalej. Nie lubię się rozstawać z książkami - mówili. Błagam, ja też jestem książkoholiczką, i też uwielbiam układać książki na swoich półkach, ale takie tłumaczenie szczerze mnie dobija. To w końcu chodzi o czytanie, czy o posiadanie? Już chyba wolałabym usłyszeć, że moja książka to nie są czyjeś klimaty albo, że recenzje go nie przekonują. Ale tak, ehhh....

Bolało też, gdy ktoś się rozmyślałam, ale doceniam to, że ktoś wiedział, że się nie wywiąże i nie chciał w ten sposób hamować akcji. Czasami na blogach kolejnych uczestników brakowało chętnych - było mi smutno :(  ale biorę to na klatę, może powinnam bardziej skupić się na promocji. Akcja podupadła nieco latem, a i ja wtedy nie byłam szczególnie dyspozycyjna, nie miałam zbytnio czasu na promocję ani akcji ani bloga.
Bywało też, że książki przystawały w domach Uczestników na dłużej niż regulaminowe dwa tygodnie - ale spokojnie, za to dostajecie ode mnie pełne rozgrzeszenie. Wiem, jak jest. Tak dużo książek, tak mało czasu...
Choć na dwie recenzje wciąż cierpliwie czekam.... Ale kiedyś w końcu trzeba było tę zakończyć - wciąż wierzę, że do mnie dotrą :)

Ale teraz przejdźmy do sedna. Dzięki tej akcji otrzymałam to, co dla autora najcenniejsze - wiadomość zwrotną. Oprócz morza ciepłych słów, dostałam też uwagi i sugestie, co jest dla mnie niezmiernie ważne, zważając na to, że pracuję nad kontynuacją, bo "Potomkowie pierwszej czarownicy", mają jeszcze coś do zrobienia.
Niektóre uwagi mnie olśniły, inne ukuły, ale to też dobrze, ale były i takie z którymi zgodzić się nie mogę. Pokora pokorą, ale swoje zdanie też trzeba mieć, prawda? :)

Jeszcze raz chciałabym moi Drodzy Pierwsi Czytelnicy podziękować. Za zauważenie plusów i wytknięcie błędów. Może Wasze opinie pomogą mi, gdy będę próbowała swoich sił w tym czy innym wydawnictwie.
By nie robić bałaganu w tym i tak już przydługim poście - TUTAJ znajdziecie osobny tekst ze zdjęciami i linkami  i wpisami Czytelników.  No właśnie wpisy.
Wierzcie lub nie, ale popłakałam się czytając je. Dziękuję również tym, którzy przesłali mi coś od siebie. Była jedna pocztówka, ale dominowały zakładki. Nie mam wyjścia, muszę zrobić kolejny wpis do Gadżetów mola książkowego, którego tematem będą zakładki :)

Gdy ruszałam z akcją obiecałam, że na zakończenie wylosuję po jednej osobie z każdej ścieżki, które dostaną książkę na własność. Tym razem z moim wpisem dla nich. Czas dotrzymać słowa. Z racji tego, że  reaktywacja Jesieni odbywała się na nieco innych zasadach, zawierała w sobie nagrodzenie jednej osoby już przy jej uruchomieniu, ta ścieżka jest teraz wyłączona z losowania. 
A kto z Wiosny, Lata i Zimy dostanie książki? By wybrać osoby, skorzystałam z maszyny losującej :)  ze strony internetowej www.losowe.pl
Zrobiłam trzy losowania, a osobom przypisałam te cyfry, które oznaczały numer ich przystanku na ścieżce.
I tak:
Wiosna miała 7 przystanków. Szczęśliwy numerek to 6, czyli Marta 



  •  Lato - 8 przystanków . Zwycięzca 2 - Amy Yammy


  • Zima - 7 przystanków. Wygrywa - 4 - Maciej 



Uff, to chyba tyle. Jeszcze raz bardzo dziękuję Czytelnikom. Przypominam jeszcze raz, że wszystkie recenzje i fotografie wspominające podróż znajdziecie TUTAJ.


Wasze recenzje moich Potomków :)

Post niżej opisałam Wam historię i perypetię wędrówki "Potomków pierwszej czarownicy" w ramach akcji "Moja książkach w Waszych rękach". Tu zapraszam Was na recenzje - przytoczę fragmenty, które mnie wzruszyły, przyprawiły o dreszcze i sprawiły, że pomyślałam iż to nie była taki zły pomysł, żeby pisać. Oczywiście podam też linki do całych opinii. Tu też możecie obejrzeć zdjęcia książek na poszczególnych przystankach. Czytelnicy zostawili mi też na pamiątkę wpisy. Ich zdjęcia na końcu posta.



WĘDRÓWKA:

Ścieżka WIOSNA


  Przystanek 1. - u Alicyi Oss


Fragment recenzji:

"Atmosfera to niezaprzeczalny atut książki. Klimat tajemniczości, czającego się gdzieś w mroku zła jest niesamowicie przejmujący. Partie tekstu, w których Magda, balansując na krawędzi jawy i snu, trafia do zapomnianego świata, są wręcz poetyckie. Przeszłość, natura i magia w tej opowieści mają kluczowe znaczenie. Oby takich elementów było w następnych tomach jak najwięcej."

Cała recenzja Alicyi na jej blogu i Lubimy Czytać
 


Alicya z książką
 
Gratisowe zdjęcie z kotem. Bo koty lubią czarownice :)







Przystanek 2 - u Kasi z Wózkowe Czytają

"Intrygi i tajemnice dobrze komponują się z lekkim i przystępnym stylem autorki, co sprawia, że książkę tę czyta się szybko i z wielkim zainteresowaniem. Akcja rozgrywa się w Olsztynie, który dane mi było poznać. Dzięki temu mogłam budować świat wyobraźni na podstawie widzianych wcześniej miejsc, co napawało mnie pewnym sentymentem. Podjęty słowiański wątek wprowadza powiew świeżości względem popularnej kultury zdominowanej przez mitologię Zachodu i chętnie zagłębiłabym się w temacie. Żywię zatem nadzieję, że autorka sięgnie jeszcze raz do naszej historii i kontynuując losy czterech przyjaciółek przemyci kolejną mniej lub bardziej prawdziwą legendę".  Cała recenzja Kasi jest tutaj


 

Przystanek.3 u Eweliny z bloga O tym, co kocham

Fragment recenzji Eweliny:

"Kiedy otworzyłam kopertę z książką zastanawiałam się czy jest ona dla mnie, ponieważ nie miałam pojęcia czego się spodziewać... czarownice kojarzą się z fikcją i dawnymi czasami. Po przeczytaniu pierwszego rozdziału opisującego X wiek zastanawiałam się, co będzie dalej...w kolejnych rozdziałach autorka przeniosła nas jednak do wieku XXI i tam zaczęła się cała akcja, która jak się później okazało miała duże powiązania z wydarzeniami X wieku."

Cała recenzja tutaj









Przystanek 4. u Agnieszki - Przeglądarki




To, co dla mnie jest tu najciekawsze, to fakt, że wątek  główny oparty jest na dawnych słowiańskich wierzeniach, które zawsze bardzo mnie interesowały. Kiedy byłam nastolatką, bardzo mnie fascynowały powieści Ewy Nowackiej, która lubuje się w takich klimatach. Niestety jeśli chodzi przystępną literaturę fachową na ten temat – bardzo o nią ciężko, co jest dość zniechęcające do badań, przynajmniej dla mnie. A może jestem po prostu trochę leniwa;).

Cała recenzja tutaj






Przystanek 6. - u Marty z bloga Na Pięknej



„Potomkowie pierwszej czarownicy” to książka, która od samego początku bardzo intryguje. Zuzanna posłużyła się legendą o pierwszej czarownicy, która przechytrzyła Welesa (słowiańskiego boga magii, przysięgi, bogactwa, zaświatów), przy czym pozwoliła sobie na duże urozmaicenie, rozbudowując ją wedle własnej (rzekłabym nawet, że niebywałej) fantazji. Dzięki temu powstała historia niezwykle ciekawa, tajemnicza, pobudzająca wyobraźnię i wyzwalająca dużą chęć poszerzenia wiedzy (a właściwie zaczerpnięcia jakichkolwiek informacji, gdyż w moim przypadku wiedza ta jest nikła) na temat słowiańskich wierzeń.


Cała recenzja tutaj 


Przystanek 7. u Sylwii z Moje spojrzenie na kulturę



Fragment z recenzji z fragmentem książki :) 
"Pani Zuzanna potrafi tworzyć przepiękny nastrój za pomocą słów. Na co wskazuje między innymi ten cytat:
“W jednej chwili ucichły wszystkie leśne stworzenia, nie było słychać ani pohukiwań sowy, które nad ranem układały się do snu, ani budzących się do życia rannych ptaszków, nie zawył żaden wilk, nie huczał wiatr, ani jedna gałązka nie zaszeleściła. Nie wydał z siebie dźwięku jej koń, milczały jej towarzyszki i oczywiście ona sama. Umilkł cały las, aby Nawoja mogła się odezwać”. 

Cała recenzja na jej blogu i Lubimy Czytać



Ścieżka LATO


Przystanek 1. - u Jakuba


 
Fragmencik wręcz, bo takich miłych pojedynczych zdań jest w niej więcej  :) Więc króciutko: "I tutaj kolejny „plus”- bardzo dobre dialogi! Każda postać ma swój styl wypowiedzi, co urozmaica zawartość książki." A całość tutaj


Przystanek 2. - książka u Amy Yamy z bloga Flirty z książką


Fragment:
"Autorka niesamowicie potrafi działać czytelnikowi na nerwy- w dobrym tych słów znaczeniu. Dialogi, niesamowite akcje, które cały czas rosły i rosły, ciągnęły się, żeby w końcu bach : NIESPODZIANKA."


  Cała recenzja - tutaj








Przystanek 3. - u Kaś z bloga Czworgiem Oczu
  Fragment: "Dodatkowym walorem jest sam motyw historyczny, związany z wierzeniami Słowian – autorce udało się pokazać, że tworząc w Polsce można garściami czerpać z naszej rodzimej kultury. Wspomniani na początku malkontenci zapominają, że nie żyjemy tylko w szarych blokach, a nasza historia jest równie ciekawa jak innych narodów. Gdyby inni autorzy z podobną chęcią sięgali do źródeł związanych z lokalnymi wierzeniami, legendami czy baśniami, obronilibyśmy bez trudu walory polskiej literatury. Zwłaszcza za ten aspekt „Potomków…” jestem autorce szczególnie wdzięczna."
Recenzja na blogu i Lubimy Czytać 



Przystanek 4. - u Kasia z bloga Z książką w dłoni 



Fragment: "Autorka w swojej historii zawarła to, co uwielbiam i czym się interesuję, a mianowicie mitologie Słowian. Jest Weles, Perun, oddanie się przyrodzie i zaakceptowanie świata takim, jaki jest. Zuzanna Gajewska ma wielki potencjał. Jako, że co nieco wiem o wspomnianej mitologii to wiem, że przygotowała się do swojej pracy bardzo sumiennie. Bardzo umiejętnie wplotła historię sprzed tysiąca lat do zastanej rzeczywistości. Wszystko ma swoje miejsce, nic nie jest zbędne. Sporo ciekawych, nienużących opisów."

Cała recenzja na blogu i na Lubimy Czytać


Przystanek 5. Książka u Asi z bloga Antykwariat z ciekawą książką


Początkowo obawiałam się, iż niełatwo będzie mi obracać się wśród książkowych kartek, wypełnionych zewsząd  nieznanymi mi nazwami słowiańskich bogów. Ale tu należą się brawa w stronę autorki, która przedstawiła mitologię Słowian od początku z odpowiednią szczegółowością, dbając równocześnie o utrzymanie nastroju tajemnicy i magii. Przyznam, że po lekturze tej książki, obudziła się we mnie ciekawość i chęć poznania w całości podań dawnych ludów. Autorka stworzyła historię lekką i niezwykle wciągającą, która oferuje nam również porcję magii i tajemnicy, tak potrzebną w dzisiejszym nieco szaroburym świecie.

 
  Cała recenzja tutaj


Przystanek 6. - u Emilii z Książka jest ciekawsza



Przy pierwszych stronach powieści nie potrafiłam się w nią wciągnąć i myślałam, że przykrym obowiązkiem będzie doczytać ją do końca, a potem wydawać negatywną recenzję. Jakże się myliłam! Kolejne rozdziały pociągały mnie coraz bardziej. Nie mogłam się oderwać od książki! Nawet fragmenty, gdzie mniej się działo, nie narzekałam. Cały czas było ciekawie. Dawno nie czytałam podobnej książki.


Cała recenzja na blogu i Lubimy czytać





Przystanek 7. u Oli - Wiosennej Czarownicy
Zdjęcie, nie Oli, lecz kota :)


Fragment recenzji:
"Połączenie słowiańskiej mitologii z teraźniejszością jest nadzwyczaj interesujące. Autorce z pewnością można pozazdrościć niezwykłej wyobraźni i pomysłowości. Zuzanna ma lekkie pióro, a książka tak odrywa od rzeczywistości, że ciężko do niej powrócić. Czyta się ją zaskakująco szybko. Jednak zakończenie powieści pozostawia u czytelnika  uczucie pewnego niedosytu - chęć poznania dalszych losów bohaterów. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że niebawem pojawi się kontynuacja, której niecierpliwie wyczekuję. ;) " 

A na blogu cała Recenzja


Ścieżka JESIEŃ

 

Przystanek 1. - u Moniki z Książki przy kawie


Fragment recenzji:

"Zważywszy na fakt, że gatunkowo powieść ta nie leży w kręgu moich literackich upodobań, bo zawiera w sobie i elementy baśni, i legendy, to z przyjemnością ją przeczytałam i z czystym sumieniem mogę polecić również tym, którzy na co dzień takiej literatury nie czytają".


Całą recenzję można przeczytać tutaj

I Jesień po reaktywacji.

Przystanek 2. - Paulina z Szyszunie.pl

Hmmm, czekam na recenzję :)

Przystanek 3. Zapiski z przypomnianych krain


Dzięki książce pani Zuzanny Gajewskiej znalazłam się w Olsztynie. Wielokrotnie zastanawiałam się, czy tam nie iść na studia, ale jednak wybrałam Warszawę. Mimo to jednak samo miasteczko studenckie Kortowo i jego okolice są miejscem unikalnym, magicznym. Tutaj nawet zatłoczone autobusy da się lubić. Z bananem na twarzy przywitałam zatem dołączenie do tego miejsca elementów rodzimowierczych. Bowiem przy zamordowanej dziewczynie, tak łudząco podobnej do Kornelii, zostawiono kartkę z napisem "Chwała Welesowi". Czyżby prawdziwi Rodzimowiercy? A może ktoś, kto chce zwalić na nich winę? Dowiecie się tego z kart "Potomków pierwszej czarownicy".

Cała recenzja na  blogu

Przystanek 4 - Jeden na tydzień

O zdjęcie muszę jeszcze się upomnieć, przedstawiam fragment recenzji:
"Sama fabuła jest bardzo ciekawa i widać, że autorka przemyślała poszczególne sceny. Mimo, iż przydługie opisy niezbyt przypadły mi do gustu, to jednak stanowią one mocną stronę książki. Podobnie jest z przedstawionymi bohaterkami powieści, dziewczyny mają różne osobowości i style bycia, są barwne i przykuwają uwagę czytelnika."


I link do całej recenzji 
 
Ścieżka ZIMA

Przystanek 1. - książka u Marty:
Marta z książką

 Fragment, trochę długi, ale bardzo mnie wzruszył . Dziękuję Marto :)
"Ogromnym pozytywem w moim przeczuciu (a zaraz powiem, dlaczego), jest nawiązanie do czasów Mieszka I oraz wierzeń Słowian i legendy o Adelajdzie. Każdy opis tamtych czasów tchnie świeżością i mistycyzmem - droga Autorko, zdecydowanie jest ich za mało i oficjalnie dopraszam się ich w większej ilości w dalszych częściach. Przenosimy się w czasy, których większość z nas nie zna nawet z podań i legend, a przecież są one częścią spuścizny naszych przodków i warto byłoby przyjrzeć im się z bliska, poznać zwyczaje tamtych ludzi, spojrzeć na nich i poznać ich wierzenia, pragnienia, marzenia... Ta odrobina magii, która pojawia się za każdym razem w książkowej przeszłości, ujęła mnie ogromnie i nawet jeśli nikt nic magicznego akurat nie robił, to klimat i ta dziwna, ulotna atmosfera magiczności, i tak pachniała jak cudowny, letni las w chwili, kiedy właśnie wstaje słońce. Sami zobaczcie:

"W jednej chwili ucichły wszystkie leśne stworzenia, nie było słychać ani pohukiwań sowy, które nad ranem układały się do snu, ani budzących się do życia rannych ptaszków, nie zawył żaden wilk, nie huczał wiatr, ani jedna gałązka nie zaszeleściła. Nie wydał z siebie dźwięku jej koń, milczały jej towarzyszki i oczywiście ona sama. Umilkł cały las, aby Nawoja mogła się odezwać".

Ta atmosfera przenika czytelnika do szpiku kości i sprawia, że zapominamy na chwilę o tym, gdzie jesteśmy i co się wokół nas dzieje. A zapomnieć się przy książce, to przecież nie byle co, prawda?"

Pełna recenzja na fan page i Lubimy czytać

Przystanek 2. -  książka u Henny

Fragment:
Owej pamiętnej nocy zahipnotyzowało mnie jednak odkrycie: autorka książki sama traktowała swoje postaci z dystansem. Darzyła sympatią, jednak nie stawiała na piedestale. Umieszczała w zabawnych sytuacjach, jakby mrugała do czytelnika okiem i mówiła: „zobaczymy, jak sobie z tym poradzą”. Nie sposób było odłożyć książkę na nocną szafkę do następnego razu. MUSIAŁAM DOWIEDZIEĆ SIĘ WSZYSTKIEGO OD RAZU. O dziewczynach. Zwykłych, młodych kobietach z „ekstra” dodatkami. Tak więc stało się. Książka wciągnęła mnie niczym pogodny, zabawny serial dla młodzieży z kryminalnymi wątkami… i niestety skończyła tak, jak na pierwszą serialową część przystało: tuż przed ostateczną bitwą. Pozostało uczucie niedosytu. I za to między innymi autorce należą się brawa. Nie wyeksploatowała tematu od razu. Oddała jedynie kilka strzałów dając czytelnikowi czas na „zaprzyjaźnienie” się z kreowanym przez siebie światem. Pozostając na książkowym „głodzie” apeluję do autorki: Zuza! Dopisz ciąg dalszy! Czuję, że kolejnej części także będzie warto będzie poświęcić czas. 
 
Całe recenzja Henny na Lubimy Czytać

Przystanek 3. - książka u Alicja z bloga Lew Salonowy

Fragment opinii Alicji:
"Nie dość, że wytworzyła we mnie ciekawość poznania słowiańskiej mitologii to jeszcze pozostawiła po sobie nie dosyt, który głośno krzyczy: CHCĘ WIĘCEJ! CHCĘ DALSZĄ CZĘŚĆ HISTORII ! Tak więc gorąco zachęcam do włączenia się w akcję, bo nadal jest to możliwe. :)"

Jej cała recenzja tutaj


4. Przystanek u Maćka

Fragment recenzji:
"Zuzanna ma lekką rękę i każdy wyraz, każdą literkę czyta się w chwilę i nawet nie ma się świadomości, że skończyliśmy lekturę w połowie.To nie jest ciężka powieść z tych historycznych, w których wyrazy trzeba powtarzać cztery razy, a imiona bohaterów zapamiętuję się kończąc książkę. "Potomkowie pierwszej czarownicy" płynnie przeplata w sobie słowiawiańskie wierzenia i średniowiecznych Polaków z ludźmi XXI wieku. Chciałbym przybliżyć Zuzannę do jakiejś powieściopisarki ale żadna nie przychodzi mi do głowy. Momentami przywodziła mi na myśl Rowling, a moja mama, która jest w trakcie czytania mówi, że książka jest troche podobna do tych z serii "Świata Czarownic" Andre Norton.
Porównywanie jednak nie ma żadnego sensu, bo Zuzanna jest jedyna w swoim rodzaju. Książka jest po prostu, mówiąc krótko, super."
Jego recenzja na eKulturalni.pl, którego jestem redaktorem, a gdzie Maciek się udziela. Mam nadzieję, że słodzi szczerze :) 

Przystanek 5. u Pani Aleksandry



 - na recenzję czekam :)

Przystanek 6.  u Gosi z Lepsza storna książki


Fragment recenzji:
"Jestem wielbicielką fantastyki i może działa to na korzyść Potomków pierwszej czarownicy, ale wydaje mi się, że podchodzę do tego gatunku z większą dozą krytycyzmu, niż do innych.  Przemówiła do mnie, bo jest nieszablonowa. Nie sięga po znane wszystkim schematy, stworzone przez Tolkiena wizje świata i bohaterów kropka w kropkę, jak z Hobbita. Zuzanna zrobiła bardzo dobry użytek ze słowiańskiej mitologii, która nie jest tak dobrze wszystkim znana, jak chociażby grecka, a moim zdaniem znacznie bardziej fascynująca i tajemnicza. Najsilniej zadziały na mnie opisy natury- są naprawdę mocną strona autorki i to one nadają książce magiczny klimat". 

Jej cała recenzja tutaj


Przystanek 7. U Małgorzaty z Zielono Mi

 Tu z kolei muszę upomnieć się o zdjęcie. Ale mam fragment recenzji:

"Wiele tych wątków i motywów. Tak jak i wielu jest bohaterów – właściwie co strona pojawia się ktoś nowy. Ale wszystko jest podawane czytelnikowi powoli, sukcesywnie, z umiarem (a nie wszystko naraz). Sprawia to, że intryga zacieśnia się powoli, delikatnie a te liczne – pozornie pozbawione sensu, porozrzucane – elementy, układają się w całość i konsekwentnie prowadzą do finału. Takim sposobem powieść trzyma w napięciu, czytelnik głowi się, po co tych okruszków – niby bez związku – aż tyle; więc chce się poznać finał, który powinien przynieść odpowiedź na niejedno pytanie."

A tu całą  recenzję

No i  na koniec obiecane fotografie wpisów - nie widać wszystkich, i widać niedokładnie, ale jak mówiłam - niech coś zostanie tylko dla mnie :) Wspominałam już, że się popłakałam czytając je? : <3




No i jeszcze upominki - jak obiecałam trafią do Gadżetów mola książkowego:



Jeszcze raz, bardzo, ale to bardzo Wam dziękuję za tę wspólną podróż!

sobota, 25 października 2014

Poeta dbający o każde słowo - Wojciech Jacek Pelc. O wieczorze autorskim i twórczości

Bardzo lubię dwa kolory: zgniłozielony, khaki, oliwkowy, czy jak go tam nazwać i brązowy. To uczucie tak silne, że jeśli widzę ciuchy w tych kolorach od razu mi się podobają. A jeśli idę kupić sobie jakieś ubranie i wybrany przeze mnie fason jest dostępny we wszystkich kolorach tęczy - ja wybiorę zielony lub brązowy.
Podobnie mam z Wojtkiem, a raczej - żeby nie było nadinterpretacji - z jego wierszami.

W Alternatywnym Elbląskim Klubie Literackim, do którego oboje należymy, jak można się domyślać, ćwiczymy warsztat. Omawiamy swoje teksty, oceniamy je i co miesiąc głosujemy na najlepsze. I nie wiem jak to się dzieje, ale chyba zawsze głosuję przynajmniej na jeden wiersz Wojtka... (coś mi mówi, że mam tak też z wierszami Dominiki, ale wybacz kochana, nie o Tobie ten tekst :))

W miniony piątek Wojtek Jacek Pelc był bohaterem Elbląskiej Sceny Literackiej. Trzy słowa o nim, za informacją prasową, czy też Dominiką Lewicką - Klucznik:

Związany z Elblągiem, choć tutaj nie mieszka, rozwija swój talent w Alternatywnym Elbląskiem Klubie Literackim. To laureat wielu konkursów, twórca doceniany na spotkaniach i konfrontacjach literackich. A debiut wydawniczy jeszcze przed nim, ale to mam nadzieję niebawem się zmieni.
Poezja Wojtka jest bardzo zróżnicowana - od długich narracyjnych form do lapidarnych wierszy, od wspomnień dzieciństwa po odważne erotyki, od tekstów podszytych historią po wędrówki po zapomnianych kapliczkach. W tej poezji ważne jest wrażenie, którego doznajemy w danej chwili. Ale to wrażenie wbrew pozorom staje się bardzo uniwersalne. To poezja inteligentna. To poeta dbający o słowo. Każde słowo.


niedziela, 5 października 2014

Daj się zarazić. "Wirus" - Guillermo del Toro, Chuck Hogan [recenzja]


Kiedy usłyszałam o tej książce, od razu chciałam ją przeczytać. I uznałam, że mój gust zmienia się na starość. Co może się wydawać dość dziwne, bo takie zainteresowania powinnam mieć raczej jako nastolatka, a nie stateczna matka i żona :)  Choć zawsze uwielbiałam czarownice, co mi zostało do dziś :) - zombie i wampiry jakoś nigdy nie przypadły mi do gustu. Znaczy do czasu, bo potem Stephen King przekonał mnie do tych drugich (pisałam o tym tutaj), no a zombie-serial "The Walking Dead" pochłonął mnie bez reszty. Ale do brzegu. King pisząc o wampirach pokazał, że niekoniecznie jest to zmieniający się w nietoperza pan w fioletowej pelerynie. Oczywiście Dracula to klasyk i nie mogę się o nim źle wypowiadać, jednak wgryzające się w szyję dziewic monstra jakoś mnie nie przekonywały...

Opis wydawcy:
W Nowym Jorku ląduje samolot z Europy. Zaniepokojeni kontrolerzy lotu nie są w stanie nawiązać z nim łączności, zasłony w oknach są zaciągnięte, a światła wyłączone. Drzwi pozostają zamknięte, a ze środka nikt nie wysiada. Władze obawiają się zagrożenia śmiercionośnym wirusem, więc na miejsce lądowania zostaje wezwana ekipa z Centrum Zwalczania i Prewencji Chorób, z Ephraimem Goodweatherem na czele. Spośród ponad dwustu pasażerów żyje tylko czworo. W samolocie-widmie nie znaleziono żadnych trujących substancji, a ofiary wyglądają jakby spały. Co mogło spowodować śmierć tylu osób? Ponadto śledczych i patologów już wkrótce zaniepokoją upiorne metamorfozy zachodzące w ciałach.

Jak czytamy w opisie, głównym bohaterem jest doktor z  Centrum Zwalczania i Prewencji Chorób. Pomagają mu koleżanka z pracy Nora i starszy człowiek Abraham Setrakian, który przekonuje Epha, że wie co się dzieje, oczywiście poza tą dwójką, nasz doktor nie może liczyć na nicyzją pomoc. Nikt mu nie wierzy. Albo nie chce uwierzyć...
Od razu rzuca się w oczy schemat rodem z katastroficznych filmów i mój "podręcznikowy" główny (tu właśnie "katastoficzny") bohater -  poświęca się pracy, przez co traci rodzinę, żona ma nowego faceta, ale  to właśnie on ma uratować świat i swoją rodzinę przy okazji też. Czy mu się uda? Jakiś tydzień temu po raz kolejny oglądałam film "2012" i naprawdę czytając tę książkę miałam deja vu :).

Książka dostaje ode mnie dwa duże plusy. Pierwszy właśnie za to, że wampiryzm był tu przedstawiony jako choroba, tytułowy "Wirus". Wywoływany przez atakujące organizm nicienie, pasożyty spragnione krwi. Tu wampiry zamiast wypiłowanych kłów miały żądło, które wysysało krew z ofiar. Może wyjdę na nawiną, paranoiczkę lub zdeklarowaną zwolenniczkę teorii spiskowych, (ewentualnie żyjącą w świecie książek/seriali), jeśli powiem to na głos, ale naprawdę jestem w stanie uwierzyć, że mogą pojawić się takie dziwne choroby. Może i nie zamienią nas od razu w chodzące trupy, ale nietypowa narośl czy agresywne zachowanie nie wydają się jakoś szczególnie nieprawdopodobne, prawda?

"- Jeśli tę chorobę wywołuje wirus, muszę uczynić wszystko, co w mojej mocy, aby znaleźć lekarstwo.
 - Jest tylko jedno lekarstwo: śmierć."

To był plus numer jeden. A drugi trochę przekornie  - za to, że jednak jest tu nawiązanie do dawnych legend. Bo początek "Wirusa" miał miejsce w Rumuni, czyli dokładnie tam, skąd pochodził legendarny Dracula. Bo jak już kiedyś pisałam - wampir to nie wymysł Hollywood, ale postać z naszej, slowiańskiej mitologii, do której, jak wiecie mam sentyment :)


" Strzygo, mój miecz śpiewa srebrem"

Tak zabijając wampira zwracał się do niego Setrakian. Starzec tłumaczył, że tak niegdyś nazywano wampiry. Choć z tego co mi wiadomo, jest  pewna różnica między wampirami a strzygami. Tymi drugimi były kobiety, które umierały w noc swojego ślubu i zamiast ostrych kłów miały dwa rzędy zębów, nie zawsze jednak gryzły, często zadrapywały swoje ofiary, a zranione miejsce gniło, rana rozprzestrzeniała się i w konsekwencji doprowadzała do śmierci. Jednak mitologia słowiańska jest tak złożona i mająca tyle odłamów, ile ludów, dlatego też słowa te mogły stać synonimami. W uogólnieniu pod słowem "upiór" miały się kryć zarówno strzygi, wampiry jak i zombie. Dobra, koniec mądrzenia się :)

Jeśli chodzi o styl to nie mam zastrzeżeń, ale i nie jestem nim jakoś szczególnie zachwycona. Uwielbiam napięcie, kiedy ściska mnie w klatce piersiowej (tak, jestem masochistką :)) tu tego niestety nie było. Tu nie zwroty akcji sprawiały, że przekładało się kartka po kartce, ale zwykła ciekawość. Czasami jednak wiało nudą, a "akcje bez akcji" dłużyzną. W książce było mnóstwo bohaterów, ale autorom udało się pisać o nich tak, by się nam nie pomieszały. A będąc już przy autorach - zawsze doceniam pisanie w duecie, bo tu trzeba nie tylko talentu, ale i umiejętności pójścia na kompromis. Rozumiem pisanie pracy naukowej w kilka osób, tam można podzielić się tematycznie, na rozdziały itp., ale wspólnie pisana fikcja? Jak wejść do głowy tej drugiej osoby, jak mieć 'taką samą" wyobraźnię? Uważam to za trudne i podziwiam.  Podobały mi się też interludia - lubię takie wtrącenia. Zawsze punktuję też polskie wątki, choć tu pojawiał się akurat w kontekście hitlerowskich obozów na terenie naszego kraju, ale kilka razy słowo Polska pojawiło się w tej książce i to odmienione przez różne przypadki, więc plus jest.

No i nie mogę powiedzieć o serialu, który powstał na podstawie książki, i który możliwe, że opęta mnie jak Walking Dead (choć to nie ten sam poziom adrenaliny), tym bardziej, że reżyseruje go sam autor książki - Guillermo del Toro. Ale myślę, że będę oglądać, tak jak przeczytam kolejne części trylogii, bo "Wirus" to dopiero początek.


Wirus przeczytałam służbowo :) Więc recenzję obowiązkowo wrzucam też na eKulturalni.pl, gdzie książka od Zysk i S-ka będzie do wygrania więc chętnych odsyłam was tam, :)


Ocena tradycyjna: 7/10
Moja ocena: półka

---

Tytuł: Wirus
Autor: Guillermo del Toro, Chuck Hogan
Liczba stron: 560
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Ta książka bierze udział w wyzwaniu przeczytam tyle ile mam wzrostu.

3 za 1!

Odpowiadam na wyzwanie Wioli z Subiektywnie o książkach :) Właściwie to sama je sobie postawiłam,  zainspirowana jej wpisami o tanich książkach. Zdeklarowałam się w komentarzu że pokażę, jakie cudeńka upolowałam ja, to słowa trzeba dotrzymać.
Kupiłam je w Gdańsku,  niestety nie pamiętam jak nazwa się księgarnia, ale taniocha tam :) W każdym razie jest szansa, że będę bywała tam częściej i dokładnie pamiętam, gdzie mieści się ten raj książkoholika. I tak do mojej kolekcji nieprzeczytanych (bo kiedy) książek :) trafiły:

"Pole krwi" Denise Mina
"Jezioro" Arnaldur Indridason
"Zapora" Henning Mankell.



Kosztowały po 5 zł jedna, wcześniej były po15 zł, czyli ja - uwaga pochwalę się umiejętnościami matematycznymi - zamiast 45 zł zapłaciłam 15! 3 w cenie jednej. :) Te były wyjątkowo tanie, bo to pozostałości po kolekcji "Polityki" "Lato z kryminałem" z 2013 roku, ale jak dla mnie to świeżynki, bo ich nie miałam i nie czytałam :) Książki bardziej na czasie, kosztują jakieś 10, a nawet 20 złotych mniej.

A jakie są Wasze ostanie małe grzeszki pt. miałam/em już nie kupować, ale było tak tanio...? :)

To już rok! Po konkursie.

Zaległy post z gali rozdania nagród Konkursu Literackiego Fundacji Elbląg. W tym roku nie startowałam. Z dwóch powodów: po pierwsze nie ukończyłam jeszcze drugiej części - och, weny i CZASU ostatnio brak... :( Po drugie: książkę zgłasza się anonimowo, nawet gdybym skończyła, to jury raczej rozpoznałoby, że to kontynuacja :)
Ale za to byłam "częścią artystyczną" :) Organizatorzy poprosili mnie, bym przeczytała fragment swojej powieści. Ubrałam się w literkową sukienką i poszłam poczytać :)

Literkowa sukienka na literkowy wieczór :)


Trochę info, za organizatorami:

W tegorocznej edycji Kapituła Konkursu pod przewodnictwem dra Ryszarda Tomczyka postanowiła przyznać dwie nagrody w kategorii Elbląska Książka Roku 2013, natomiast w kategorii Elbląski Rękopis Roku 2013 wyróżnić jeden utwór. Laureatami pierwszej kategorii został Wiktor Mazurkiewicz za tomik „ad libitum", zaś nagrodę specjalną otrzymała Ewa Karolak za książkę „Tajemnice Krasnego Lasu. Nagrodą dla autorów w tej kategorii jest nagroda finansowa w wysokości 2000 zł z przeznaczeniem na rozwój twórczości literackiej.

W kategorii Elbląski Rękopis Roku 2013 Kapituła Konkursu nie przyznała nagrody głównej żadnej ze zgłoszonych do konkursu rękopisów. Wyróżniła natomiast dramat pt. „Dylematy" Mirosława Dymczaka. 

Więcej informacji o nagrodzonych i wyróżnionych tekstach oraz  zdjęć na stronie Fundacji.


Tytuł posta brzmi, że to już rok. Rok temu na takiej imprezie to przyjmowałam kwiaty, gratulacje i główną nagrodę - publikację mojej debiutanckiej powieści. Swoich uczuć z takiej chwili do dziś nie potrafię opisać - ale bardziej świeże wspomnienia -- >TUTAJ
Od razu powiem Wam, że akcja "Moja książka w Waszych rekach" ma się już ku końcowi - czekam na ostatnie dwie recenzje i wtedy napiszę post z podsumowaniem tej podróży. A potem, kto wie? Może wyśle je dalej? Tymczasem wszystkich piszących zachęcam, by wyciągali swoje teksty z szuflady i przenieśli je na półkę, To mówię ja, Szufladopółka :) Zobaczcie, jak to pięknie wygląda:

Znaczna część z nich już wyszła... :)


A na koniec takie ładne zestawienie tytułu ze zdjęciem. Takie tam, wyrwane z kontekstu :) O ja niepokorna! ;P